
Połowa sezonu 2021/22 za Lechem Poznań. W stosunku do poprzednich rozgrywek zmieniło się wiele. Nie mam wątpliwości, że jest to zasługa trenera Macieja Skorży i jego sztabu. 38 punktów na 51 możliwych do zdobycia, dalsza gra w Pucharze Polski i dobra atmosfera wokół drużyny. Przyszłość zapowiada się dobrze, ale wiele zależy od samych zawodników. Zapraszam na moje podsumowanie tego, co się zmieniło przez ostatnie miesiące.
Lech punktuje, kiedy nie idzie
Oprócz widocznych zmian w poprawie wyników i w grze całego zespołu, doszła zmiana w mentalności. Ile razy się zdarzyło, że Lech bił głową w mur, miał przewagę, a na koniec i tak przegrywał? Wiele razy. Teraz jest inaczej. Na początku sezonu Lech tracił pierwszy gola, ale umiał się z tego podnieść. W meczu z Górnikiem Zabrze tracą pierwsi gola, odpowiadają trzema, ostatecznie wygrywając 3:1. Mecz z Pogonią kończyli w 10 po czerwonej kartce Kvekveskiriego i mimo straty gola, potrafili zremisować w ostatniej akcji meczu za sprawą Tiby. Z Rakowem było podobnie. Dwa ciosy od Rakowa, ale Lech nie wywiesił białej flagi tylko powalczył strzelając dwie bramki. Miał nawet szansę żeby w tym meczu wygrać, ale remis był sprawiedliwym wynikiem.
Ostatnio przytrafiały się spotkania, gdzie Lech mimo dużej przewagi nie mógł strzelić gola, a gra nie porywała. Mecz z Piastem był spotkaniem, gdzie potrzebna była jedna akcja żeby wygrać. Gol strzelony przez Amarala po przerwie dał zwycięstwo, ale nie wszystko w tym meczu wychodziło. Mimo tego zespół dał radę. Derby Poznania z Wartą były ciężkie. Lech nie tylko nie umiał skruszyć muru postawionego przez „Warciarzy”, ale nadziewał się jeszcze na niebezpieczne kontry. W ostatnim spotkaniu z Zagłębiem Lubin, piłkarze sami narobili sobie problemów i nerwów na koniec, ale wytrwali. W tamtym sezonie zespół dawno poddałby się już w takich spotkaniach albo w kuriozalnych okolicznościach tracił gola.
Zdarzają się oczywiście wpadki (Radomiak, Jagiellonia, Stal i Górnik Łęczna) i nic w tym dziwnego. Zdziwiłbym się gdyby nie zanotowali żadnych wpadek, ale póki co zdarza się to bardzo rzadko. Mimo kilku słabszych wyników Lech nie wpadł w coroczny jesienny kryzys i może cieszyć się pozycją lidera.
Szeroka kadra i odrdzewienie piłkarzy
Nie ulega wątpliwości, że to w Poznaniu zbudowali najlepszą kadrę na ten sezon ekstraklasy. Najlepszą, bo taką, która odpowiada potrzebom Lecha. Na dwa fronty na pewno wystarczy. Lechici są cały czas pod prądem, bo wymusza to rywalizacja na każdej pozycji.
Na Pereirę naciska Czerwiński, który zagrał niezłe spotkanie w Lubinie. Rebocho czuje oddech Douglas (choć teraz pierwszy z nich jest kontuzjowany). Na Salamona i Milicia naciska Satka, który często grał też na prawej obronie. W środku pola o dwa miejsca rywalizują Tiba, Kvekveskiri, Karlstrom i Murawski. Na pozycji numer dziesięć bryluje Amaral, ma którego naciska Ramirez, a jest jeszcze Marchwiński. Na skrzydle są Kamiński, Ba Loua oraz Skóraś. W ataku miejsce przypada Ishakowi, ale są jeszcze Sobiech i Baturina.
Lech dokonał solidnych wzmocnień, ale trzeba zauważyć, że Skorża i jego sztab odbudowali piłkarzy, którzy byli w zespole już tamtym sezonie. Powiedziałby, że niektórych nawet odrdzewili, bo mimo dużego potencjału nie pokazywali oni tego w tamtych rozgrywkach. Obrona przestała się kompromitować, a para Salamon-Milić wygląda bardzo porządnie. Chorwat ostatnie tygodnie ma znakomite. Nie tylko pod względem gry w obronie, ale także pod względem goli (bramki z Wartą i Zagłębiem). Karlstrom wykonuje czarną robotę. W ostatnich tygodniach stał się jednym z ulubieńców kibiców Lecha Poznań. Muszę przyznać, że mi też się bardzo podoba, bo ostatnio oprócz czyszczenia wszystkich zapędów rywala i dominacji w środku pola, zaczął podłączać się częściej do ataku i próbuje kreować akcję swojego zespołu. Amaral stał się liderem „Kolejorza”, ale i również jednym z najbardziej wyróżniających się piłkarzy Ekstraklasy. Trener Maciej Skorża zaufał mu, a ten odpłaca mu się w najlepszy możliwe sposób. Dużo się teraz mówi, że jeszcze w tym miesiąciu ma podpisać nowy kontrakt, bo obecny kończy się 30 czerwca 2022 roku.
Psycholog Maciej Skorża
Doświadczony trener Maciej Skorża cały czas jest czujny. Wystarczy zobaczyć część jego wypowiedzi pomeczowych, gdzie w większości zawsze ma jakieś uwagi do zespołu i sugeruje wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Zazwyczaj też gratuluje piłkarzom pracy w meczu. Takimi wypowiedziami 39-latek nie tylko napędza zespół, ale zachowuje czujność, bo wie, że zespoły, które czekają na potknięcie Lecha, nie śpią.
Po ostatnim meczu z Zagłębiem trener Skorża powiedział: „Mam ogromny szacunek i wyrazy uznania dla zawodników Lecha za tę rundę. To jeszcze nie pora, żeby ich chwalić, bo przed nami jeszcze dwa mecze w tym roku, ale jak podsumujemy te 17 dotychczas rozegranych spotkań, to w wielu aspektach drużyna zaskoczyła mnie na plus. Do tego praca sztabu spowodowała, że jesteśmy na pierwszym miejscu. Tego całej ekipie gratuluję, ale wciąż jest sporo pracy do wykonania przed nami”
Skorża nie chce, aby pycha zgubiła drużynę. Ma w pamięci, jak wiele nie grało jeszcze przed chwilą. Jak mecze z Pogonią, Rakowem czy Jagiellonią, nie wyglądały tak jakby tego oczekiwał.
Gra na miarę aspiracji
Daleki jestem od tego, żeby mistrzostwo dawać Lechowi już po połowie sezonu. Zbyt długo doznawałem rozczarowań, a pewny będę dopiero po gwizdku kończącym ostatnie spotkanie w tym sezonie. Natomiast muszę przyznać, że poznaniacy rzetelnie przygotowali się do tego niezwykłego sezonu. Trener Lecha mocno stąpa po ziemi i może to jest ten klucz do zwycięstwa, że dzięki niemu piłkarze będą bardziej świadomi i nagle nie odlecą w przestworza.