Obserwuj nas

Felietony

Powrót zbajerowanego Siwego [futbol fiction]

Grudniowe popołudnie w siedzibie związku sportu narodowego. Nie tak zwykłe jak zwykle. Do gabinetu prezesa wchodzi rzecznik, prowadząc Siwego, którego zbajerowali.

– Dobrze, że cię widzę Kubuś. Bardzo dobrze. Coś mi się przypomniało – stwierdza do swojego rzecznika prezes, który siedzi w towarzystwie znanych muzyków. Nagle z niekłamanym zdziwieniem dodaje, wskazując na Portugalczyka: „A co ty przyszedłeś z tą Jagódką?”
– Tak… – odpowiada rzecznik ze wstydem.
– No właśnie szefie… – wtrąca się pracownik wytwórni prezesa: „O chuj chodzi? Los przekorny znowu trudną sprawę dał?”.
– Let me introduce myself again. Paulo z Iberii. I want to stay. – mówi szybko Siwy i wyciąga rękę w stronę prezesa. Ten natomiast nawet nie obdarza go spojrzeniem.
– Najpierw napiłbym się kompociku. Takiego z owockiem… – stwierdził szef. Po sekundzie podniósł się jeden z jego boysów i w rytm muzyki disco polo pomaszerował po odpowiedni napój.

– Hehehe hehe – śmieje się prezes i kieruje dalsze słowa do trenera – Coś ci powiem, Jagódko ty ma, z Palmas Dupas. Coś miałaś. Ale już tego nie masz, hehe, Jagódko, kurwo.

Przed oczami Portugalczyka pojawia się kontrakt, który spisywał chyba pięciolatek. I nie chodzi tu o pismo, lecz warstwę merytoryczną.

– Czareczku, kompocik – powrócił człowiek szefa, położył kompocik na stole z najwyższym pietyzmem i pomaszerował w stronę swojego krzesła.

– But, boss. Calma, every… thing…, calma. – bełkocze gość z Iberii. Chociaż jego „calma” brzmiała co najmniej śmieszne w towarzystwie zająknięć i bijącego strachu.

– Już tego nie masz, bo to coś jest moje. – mówi do podopiecznego szef, wskazując na papier, który był kiedyś asem w rękawie interlokutora. „Boss”, nie tracąc chwili, odłożył kartkę na biurko i pociągnął łyczka herbaty.
– Mhhh… Przychodzisz tutaj, żeby cię zostawić na stołku. Chcesz wydusić pieniądze…? – zaczął znowu orać zbajerowanego bajeranta – Od poważnych ludzi…? – dziwi się jak nie on – Ty zdrajco pierdolony… Przychodzisz tutaj z chłopakiem, który biega u mnie wokół mediów… – wskazuje na siedzącego obok Kubę i dodaje w stronę trenera, wymachując palcem: „Teraz powinienem ci zajebać. I nikt nic nie powie. A wiesz dlaczego…?”

Prezes zaczął wpatrywać się w Siwego, jak drapieżnik wiedzący, że ma w garści ofiarę.
– But, bo-bo-boss. We can tal-talk. Trust… – jąka się Portugalczyk.
– Ja z tobą wódki, kurwo, nie piłem…

– Przepraszam – mówi rzecznik, wykorzystując chwilę, w której prezes ma lepszy humor.
– Siadaj Kubuś. Nigdzie nie idziesz. – rozkazuje szef i kieruje wzrok na Siwego – A ty, kurwo, wstajesz… i idziesz. I czekasz na moich kolegów – piłkarzy. A jak do ciebie przyjdą, to im powiesz: „Tak jest, proszę pana. Oczywiście, proszę pana. Wystawię pana kapitana na 20 minut. Na 30 minut, proszę pana. Albo i na 50 jak będzie trzeba. Dziękuję bardzo. Całuję rączki.”, a później po treningu: „Czy napiją się panowie wódeczki?” – tak zapytasz chamie pierdolony. – „Czy napiją się panowie wódeczki?” I wódeczka musi być zimna, i koniecznie z Podlasia… I to wszystko pokryjesz ze swojej pensji. Czy to jest jas…

Niestety tu nagranie z kamery szpiegowskiej z gabinetu prezesa się ucina.

Podobieństwo do dialogów z serialu „Ślepnąc od świateł” (reż. Krzysztof Skonieczny) na podstawie „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka – nie jest przypadkowe.

Polska piłka oczami kibiców. Chcesz dołączyć? DM do @nopawel

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Felietony