Obserwuj nas

Lech Poznań

Lider wraca do Poznania

Istny rollercoaster mieli kibice Lecha. W tydzień ze smutku i zrezygnowania do radości i wiary. Przyznam, że mnie samego ten finał Pucharu Polski rozbił. Nie byłem w stanie napisać tekstu, bo zwyczajnie było mi przykro. Miałem ogromną nadzieję, że tym razem przełamiemy klątwę finałów krajowego pucharu. Nic z tych rzeczy. Wiara w mistrzostwo Polski spadła, ale teraz znowu odżyła. Lech Poznań wygrywa 2:1 z Piastem Gliwice i w związku z remisem Rakowa z Cracovią, zostaje liderem.

Koncentracja w pierwszej połowie

Piłkarze Lecha Poznań wyszli pewni siebie na to spotkanie. Uważnie rozgrywali i walczyli o każdy centymetr boiska. Chcieli zmazać plamę po finale Pucharu Polski, a przy okazji dotarły do nich wieści z Częstochowy. Raków się potknął i wiedzieli, że muszą to wykorzystać. 

Bałem się, że Lech okaże się typowym Lechem. Będzie miał lidera i autostradę do mistrzostwa Polski na wyciągnięcie ręki, a i tak zaliczy wpadkę. Drużyna pokazała mentalną siłę i mimo problemów poradziła sobie z tym zadaniem. 

16. minuta była kluczowa. Piłkarze Lecha poklepali piłkę między sobą, a ostatni z nich, Joel Pereira, dośrodkował w pole karne. Wrzutka wydawała się idealną do zgrania, ale Jakub Kamiński wyskoczył i uderzeniem głową pokonał Frantiska Placha. To był piękny gol, który dawał drużynie z Poznania lidera. Sam strzelec gola, w przerwie podczas wywiadu, przyznał, że ćwiczony był wariant, w którym zgrywa futbolówkę do kogoś w polu karnym. Wyszło jednak o wiele lepiej.

Gol dodał pewności piłkarzom, którzy chcieli zdobyć drugą bramkę, dającą o wiele więcej komfortu. Strzały oddawali Kamiński, Rebocho i Ishak. Trzeba przyznać, że najbliżej gola było dwóch ostatnich. Najpierw lewy obrońca uprzedził obrońcę, ale jego strzał głową poleciał nad poprzeczką. Drugą sytuację Portugalczyk miał po dokładnym podaniu Amarala, ale z kilku metrów nie trafił w światło bramki. Nie popisał się też Ishak, który po dośrodkowaniu Ba Louy był nieobstawiony i mógł zapytać, gdzie strzelić bramkarzowi. Szwed nie trafił nawet w bramkę. Z tych sytuacji powinien paść przynajmniej jeden gol. 

Piast też miał swoje szanse. Po bezmyślnym faulu Ba Louy w mur uderzył Chrapek, a po chwili była wrzutka z rzutu rożnego i obok bramki strzelił Kamil Wilczek. Piłkarze Lecha mają ewidentny problem w defensywie ze stałymi fragmentami. Co dośrodkowanie, to zagrożenie.

Emocje do samego końca

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak też było w przypadku Lecha. Wszystko zemściło się tuż po przerwie, bo dosłownie 30 sekund po wznowieniu gry. Radosław Murawski nie upilnował Damiana Kądziora, a ten, po otrzymaniu piłki od Katranisa, precyzyjnie uderzył z pierwszej piłki tuż przy słupku. Bezradny w tej sytuacji był van der Hart.

Lechitom pozostało dużo czasu do zdobycia zwycięskiej bramki. Dobrą okazję miał Mikael Ishak, ale po podaniu Kamińskiego źle przyjął sobie piłkę i obrońcy Piasta zdołali ją wybić.

Bardzo wymowne jest to, że to właśnie Mikael Ishak zdobył decydująca bramkę. Szwed w ostatnich tygodniach jest bez formy, a w tym spotkaniu miał momenty, w których powinien zachować się o niebo lepiej. To on wykazał się największym sprytem po dośrodkowaniu Kvekveskiriego z rzutu rożnego. Satka zgrał głową piłkę, a kapitan Lecha w gąszczu piłkarzy Piasta dołożył głowę i z bliska zdobył gola. Piłkarze Lecha eksplodowali z radości na murawie.

Kibice Lecha mogli dostać palpitacji serca po sytuacji w polu karnym w doliczonym czasie gry. Michał Skóraś lekko popchnął Mosóra, ale arbiter nie dopatrzył się tam przewinienia i poznaniacy dowieźli to bezcenne zwycięstwo do końca.

Do Poznania wraca lider, a przed piłkarzami dwa finały. Najpierw derby z Wartą, a na koniec pojedynek u siebie z Zagłębiem Lubin. Teraz wszystko zależy już od piłkarzy Lecha. Wszystko mają w swoich nogach i głowach, ale los dał im taką szansę, że po prostu muszą ją wykorzystać. 

Kibic @LechPoznan

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Lech Poznań