Obserwuj nas

Lech Poznań

Mokra szmata znów poszła w ruch

Mistrz Polski na start nowego sezonu Ekstraklasy skompromitował się na własnym stadionie, przegrywając ze Stalą Mielec 0:2. Lech wita się z kibicami starą, dobrze znaną w Poznaniu, mokrą szmatą. Kolejorz przegrał, bo jest bardzo daleko od formy. Zespół Adama Majewskiego dobił kibiców przy Bułgarskiej.

Forma Lecha? Status – poszukiwana

Lech przy Bułgarskiej zaprezentował niesamowite frajerstwo. Gdyby był jakiś pomiar, to ten wybiłby poza skalę.

Pierwszy gol dla Stali? Coś, co w Poznaniu bardzo dobrze znają i pamiętają. Strata bramki po wrzucie z autu. Dokładnie 1 maja 2021 roku Stal po dwóch golach strzelonych w taki sposób utrzymała się w lidze. Kibce z Wielkopolski musieli czekać trochę ponad rok, żeby znowu zaznać uczucia żenady i wstydu.

Lech Poznań przegrał z drużyną, która przed sezonem przeszła ogromne zmiany, a mimo tego wyglądała o wiele lepiej. Gol był tylko potwierdzeniem mądrej i konsekwentnej gry zespołu Adama Majewskiego. Stal Mielec kryła się za podwójną gardą i ruszała w kilka osób do kontrataków. Zastanawiam się, który zespół tak naprawdę był „składany na kolanie” podczas przerwy letniej. Najlepszym przykładem rewolucji w klubie z województwa podkarpackiego była postać Bartosza Mrozka, wypożyczonego z Kolejorza. Chłopak zagrał bardzo dobry mecz i obronił kilka strzałów, a w Poznaniu wolą poszukać 30-latka na Cyprze.

Po przerwie trener Kolejorza zrobił dwie zmiany. Jedna była bardzo ważna. Za Rebocho wszedł Douglas. Dlaczego ważna? Szkot już na początku swojej gry popełnił błąd, który skończył się drugim golem dla Stali Mielec. Po co była ta zmian i co miała wznieść? Podobno do teraz takie pytania słychać na stadionie przy Bułgarskiej.

Lech grał za wolno, niedokładnie, bez tzw. pazura. Klepał sobie piłkę między sobą, od czasu do czasu w poprzek i to byłoby na tyle. Po przerwie gra się nie zmieniła. Nie było żadnego pomysłu na grę. Trener John van den Brom zapowiadał ofensywną grę, ale ciężko ją było znaleźć. Jakby ktoś przypadkiem znalazł, proszony jest o zaniesienie jej na Stadion Poznań, ul. Bułgarska 17.

Wszyscy zawiedli

Trudno stwierdzić, kto najbardziej zawiódł w tym meczu. Każdy zagrał koszmarnie. Piłkarze Lecha myśleli, że Stal Mielec przed nimi klęknie i będzie prosiła o najniższy wymiar kary. Trochę się przeliczyli.

Velde? Jedna dobra połowa z Karabachem, a teraz wracamy do normy. Amaral był cieniem piłkarza z mistrzowskiego sezonu. Kibice mogą być w szoku, że Portugalczyk zanotował taki zjazd. Miał dwie sytuacje, ale obie obronił bramkarz Stali. Ishak rusza się jak mucha w smole i nic konkretnego nie zrobił. Kwekweskiri i Murawski (potem Karlstrom) byli bardziej hamulcowymi w zespole niż tymi, którzy mają kreować akcje. 

Gdzie podziali się ci piłkarze, którzy cały czas się nakręcali i atakowali?

Kadra Lecha coraz węższa

Już przed meczem był kłopot. Środek obrony jest strasznie ubogi. W Superpucharze Polski wyszedł tam Kwekweskiri. Przed meczem ze Stalą wypadł Antonio Milić i na tej pozycji jedynym, doświadczonym zawodnikiem był Lubomir Satka. Trener Lecha na konferencji przedmeczowej stwierdził, że sytuacja na tej pozycji „póki co jest w porządku” i nie potrzebuje transferu nowego piłkarza. Przecierałem oczy, czytając to, ale potem przypomniałem sobie, że przecież ta szeroka kadra Lecha ma tam jeszcze młodego Pingota (wyszedł w pierwszym składzie i był to dla niego debiut w Ekstraklasie), a jeszcze mogą zagrać tam wspomniany Gruzin, Kwekwe i Alan Czerwiński. Śmiech na sali.

Murawski jeszcze przed przerwą zszedł z kontuzją. Na skrzydle też braki, bo Ba Loua, według słów trenera, wypadł na kilka tygodni. Van den Brom nie ma zastępstwa za Amarala, bo Ramirez chce odejść, a Marchwiński to nie jest ten poziom. Z Ishakiem to samo, bo trudno nazwać piłkarzem Artura Sobiecha. Jest Filip Szymczak, ale on nie da rady sam bez pomocy kolegów. To źle świadczy o jakości i długości kadry Lecha, która miała ogarnąć grę co 3 dni. Chyba w snach. Ciekawe, czy władze Kolejorza wreszcie przejrzą na oczy i dostrzegą, że to nie jest kadra na trzy fronty. Ba, to nawet nie jest kadra na samą Ekstraklasę skoro zespół ma takie braki w obronie.

Gdzie jest maszynista?

Póki co ta poznańska lokomotywa jedzie sama. John van den Brom przyszedł do klubu w specyficznym momencie, bo po mistrzowskim sezonie. Holenderski szkoleniowiec zalicza kompletny falstart. Dostał Forda Mustanga, a zrobił Fiata Cinquecento. Skończył się okres ochronny dla trenera i musi on szybko zdiagnozować problem oraz znaleźć rozwiązanie. Nie można wszystkiego zwalać na okres przygotowawczy, bo van den Brom stracił tylko tydzień z tego okresu, a piłkarze wyglądają, jakby pierwszy raz spotkali się na treningu.

Lech nie ma kompletnie pomysłu na grę. To wygląda trochę tak, jakby Holender za bardzo skupił się na tym, żeby piłkarze grali piłką poniżej linii kolan, a zapomniał kompletnie o taktyce. Zawodnicy Kolejorza pozwalali rywalom na wiele i nie mieli żadnego planu B. Od razu piszę o B, a przecież tutaj nawet nie było planu A. Mój błąd.

Trener podobno w poprzednich klubach bardzo wykorzystywał skrzydłowych i bocznych obrońców. Jedyne co z tego widziałem, to wrzutki do nikogo, żeby tylko wrzucić i pozbyć się piłki. Van den Brom ma mało czasu, bo mecz do rehabilitacji już w czwartek, a materiału do przeanalizowania mnóstwo. Czy ta misja się jeszcze powiedzie? Czas pokaże, ale kredyt zaufania bardzo mocno się zmniejszył.

Kibic @LechPoznan

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Lech Poznań