Minął weekend
Hat-trick Kamila Wilczka w popisowym meczu Piasta #MinąłWeekend – 6. kolejka
-

Autor
Mateusz Adamczyk

Zaciętę starcie przy Łazienkowskiej, Kamil Wilczek kończy mecz z hat-trickiem, prowadząc Piasta do zwycięstwa, a Nafciarze zaliczają kolejną wygraną – to wszystko wydarzyło się w 6. kolejce Ekstraklasy.
Nene niczym Zlatan Ibrahimović
Jagiellonia Białystok 2:1 Miedź Legnica
Pierwszym spotkaniem w tej kolejce było starcie Jagielloni Białystok z Miedzią Legnica. Na papierze faworytem tego meczu byli gospodarze. Legniczanie nie dość, że musieli się udać na niewygodny wyjazd do Białegostoku to jeszcze mieli za sobą bardzo nieudany początek sezonu – zaledwie punkt w pięciu kolejkach.
Jednak ku zaskoczeniu kibiców, to właśnie Miedź w pierwszych kilkunastu minutach miała przewagę nad białostoczanami. Z dystansu w słupek trafił Dominguez. Najlepszą sytuację miał jednak Kobacki. Narsingh wystawił mu piłkę i gdy większość oglądających już myślała, że mamy wynik 0:1, to młody piłkarz z kilku metrów spudłował. Z czasem do głosu coraz częściej zaczęła dochodzić Jaga, ale nie przełożyło się to na bramki. W 29. minucie strzał głową oddał Angelo Henriquez. Uderzenie zostało zablokowane przez Mateusza Skrzypczaka ręką, przez co został podyktowany rzut karny. Do futbolówki podszedł „poszkodowany”. Chilijczyk pewnym strzałem pokonał Alomerovicia i mieliśmy wynik 0:1. Tuż przed przerwą okazję do wyrównania miał Imaz, jednak Hiszpan trafił w poprzeczkę.
Od początku drugiej połowy gospodarze częściej byli przy piłce, ale brakowało konkretów. Do czasu. W 66. minucie Matynia zblokował strzał Guala ręką. Z powodu tego zagrania została przyznana „11”, którą pewnie wykorzystał Hiszpan. Warto dodać, że w tej sytuacji obrońca Miedzi dostał drugą żółtą kartkę i goście musieli grać bez jednego zawodnika. Duma Podlasia chciała to za wszelką cenę wykorzystać, ale ciągle na ich drodze stawał Paweł Lenarcik. Jednak nawet on był bezradny w starciu z fenomenalnym strzałem, jaki oddał Nene w doliczonym czasie gry. Portugalczyk huknął z 25 metrów prosto w okienko bramki gości. To fantastyczne trafienie dało Jagielloni zwycięstwo.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1560690679185113090?s=20&t=Ys_EcDASRNVCjD_At514XA
Kontrowersje i jeszcze raz kontrowersje
Legia Warszawa 2:2 Górnik Zabrze
Drugim piątkowym spotkaniem był pojedynek Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze, czyli ligowy klasyk. Pomimo eksperymentalnego składu Górnik po 54 minutach prowadził 2:0. W drugiej połowie Legia w kontrowersyjnych okolicznościach doprowadziła do remisu. Więcej o tym spotkaniu tutaj
Wisła nadal bez porażki
Wisła Płock 2:1 Korona Kielce
Pojedynkiem otwierającym sobotnią serię starć był mecz Wisły Płock z Koroną Kielce. Pierwsze pół godziny nie było dla gospodarzy łatwe. Kielczanie postawili twarde warunki. Co prawda Nafciarzom udało się wcisnąć gola, ale w akcji bramkowej mieli więcej szczęścia niż rozumu. Piłka odbijała się kilkukrotnie w polu karnym i Rafał Wolski z najbliższej odległości umieścił ją w bramce.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1560981248423641090?s=20&t=Ys_EcDASRNVCjD_At514XA
Scyzoryki się jednak nie załamały i szukały okazji do wyrównania. Najbardziej aktywny był Deaconu, który trafił nawet w obramowanie bramki Gradeckiego. Pod koniec pierwszych 45 minut fantastyczną szansę do podwyższenia wyniku miał Rasak, ale szczupakiem przerzucił piłkę minimalnie nad bramką.
Od początku drugiej połowy gospodarze mieli chrapkę na podwyższenie prowadzenia. I dosyć szybko udało im się to zrobić. Już w 60. minucie kibice na stadionie w Płocku mogli się cieszyć z dwubramkowego prowadzenia. Rasak zagrał prostopadłe podanie do Davo, a Hiszpan pewnym strzałem umieścił piłkę pod poprzeczką. Kilka chwil później mieliśmy już kolejną bramkę. Jednak Vallo, który wykorzystał podanie Tomasika był na pozycji spalonej, więc gol nie został uznany.
Do końca spotkania nic się zbytnio nie działo. Wisła starała się bezpiecznie dowieźć ten wynik, a Korona chyba nie wierzyła, że może odwrócić losy tego starcia. Co prawda goście dostali rzut karny (który wykorzystał Śpiączka), ale od razu po jego wykonaniu sędzia odgwizdał koniec zawodów.
Podział punktów we Wrocławiu
Śląsk Wrocław 1:1 Cracovia
Po rewelacyjnym początku sezonu Pasy złapały zadyszkę w postaci dwóch porażek. W ich poczynaniach nie ma już takiego polotu i efektywności w kreowanych sytuacjach. Na pewno we Wrocławiu Cracovia chciała pokazać, że to tylko chwilowy kryzys. Śląsk przystępował do tego meczu po zwycięstwie nad Lechem Poznań, ale nie jest to już jakaś duża niespodzianka.
Pierwsi zaatakowali wrocławianie, ale to nie przełożyło się na strzały w światło bramki. Natomiast Cracovia wykorzystała niefrasobliwość w poczynaniach obrony Śląska. Prosta strata Petra Schwarza na własnej połowie. Pasy wyszły z kontrą. Następnie gospodarze nie byli w stanie odebrać piłki, chociaż wielu obrońców próbowało, ale żadnemu się to nie udało. W konsekwencji tych błędów w 16. minucie Patryk Makuch zdobył bramkę.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1561017825006944257?s=20&t=MHh2eRaedG6cfNZT6gHL6Q
Przyjezdni byli zdeterminowani, aby powiększyć przewagę, a gospodarze chcieli ją zniwelować. Jednak nie przekładało się to na klarowne sytuacje bramkowe. Dodatkowo w 30. minucie Kamil Pestka musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Tuż przed gwizdkiem na przerwę Adrian Łyszczarz trafił do siatki Pasów. Victor Garcia zagrał do niepilnowanego Polaka, a ten strzałem przy słupku pokonał Karola Niemczyckiego. Warto podkreślić, że 22-latek dostał pierwszą szansę wyjścia w pierwszym składzie od Ivana Djudrjevicia.
Trzeba przyznać, że wynik do przerwy jak najbardziej odzwierciedlał wydarzenia boiskowe. Po zmianie stron obraz gry zmienił się. Widać było, że Pasom zależy na wygranej, zaś Śląsk liczył na odrobinę szczęścia. Rozgrywania spotkania nie ułatwiał ulewny deszcz. W takich warunkach łatwo o prosty błąd. W drugiej części gry Cracovia oddała 5 celnych strzałów przy zerowym dorobku gospodarzy. Mimo to obie ekipy podzieliły się punktami.
Szczęście Widzewa
Warta Poznań 0:1 Widzew Łódź
Ostatnie mecze Warta rozgrywa w kratkę. Gdyby iść tym tropem, to poznaniacy powinni przegrać mecz z Widzewem. Choć podopieczni Dawida Szulczka nie brali takiego scenariusza pod uwagę. Przyjezdni po raz drugi w tym sezonie postawili od pierwszej minuty na duet Bartłomiej Pawłowski, Jordi Sanchez. Na ławce pojawił się także nowy zawodnik Widzewa Łukasz Zjawiński.
W sobotnim spotkaniu zobaczyliśmy nowe oblicze Widzewa. Łodzianie nie dominowali, nie starali się za wszelką cenę posiadać piłki. Zagrali pragmatycznie, próbując przede wszystkim nie stracić bramki. Przyjezdni przyjęli podobny sposób gry do tego, jaki Warciarze prezentują w większości spotkań. Jednak gospodarze już w 3. minucie mogli zdobyć prowadzenie po zamieszaniu w polu karnym. Szczęśliwie Henrich Ravas uchronił Widzew od utraty gola. W dalszej części spotkania to Warta dochodziła do kolejnych sytuacji bramkowych. Dogodną okazję miał Adam Zrelak, ale nie zdołał pokonać Ravasa.
Po zmianie stron na boisku działo się jeszcze mniej. Wynikało to z tego, że Warta już nie była skłonna do częstych ataków. Był to typowy mecz walki w środkowej części boiska. Szansę debiutu dostał napastnik łodzian Łukasz Zjawiński. Wyrachowana gra przyjezdnych przyniosła pożądany efekt w doliczonym czasie gry. Po rzucie rożnym do bramki Adriana Lisa trafił Patryk Lipski po odbiciu piłki brzuchem.
Letniowski do Lipskiego i Widzew rzutem na taśmę zdobywa 3 punkty ⚽#WARWID 0:1 pic.twitter.com/3NA76FI9s8
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) August 20, 2022
Było to bardzo przeciętne spotkanie. Natomiast Widzew przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. W ostatnich spotkaniach to ich rywale mieli więcej szczęścia. Taka gra Widzewa, jaką zaprezentowali przeciwko Warcie, może się nie podobać, ale przyniosła ona oczekiwany rezultat – 3 punkty. Natomiast Warta, mimo że przez większość spotkania była bliżej zwycięstwa, to nie zdołała zdobyć kluczowego gola.
Defensywa do poprawy
Zagłębie Lubin 0:1 Radomiak Radom
Do Lubina przyjechał rozpędzony Radomiak po dwóch wygranych z rzędu. Kolejne zwycięstwo mogło przesunąć radomian na miejsce na podium w ligowej tabeli. Zadanie nie było jednak proste. Miedziowi od trzech spotkań są niepokonani. W tym sezonie podopieczni Piotra Stokowca potrafią zagrać bardzo ciekawe mecze.
Miedziowi rozpoczęli od mocnego uderzenia, a raczej Filip Starzyński, który obił poprzeczkę po strzale z dystansu. Zagłębie w pierwszej połowie było bliższe objęcia prowadzenia. Statystyki do przerwy wskazywały niewielką przewagę lubinian, ale to z obrazu gry można było zobaczyć, że gospodarze są zdecydowanie lepsi.
Po zmianie stron podopieczni Mariusza Lewandowskiego dochodzili już do sytuacji bramkowych, które mogły zakończyć się zdobyciem bramki. Dobrze w bramce gospodarzy spisywał się Kacper Bieszczad. Dlatego wciąż na tablicy wyników widniał bezbramkowy rezultat. W 76. minucie źle zachowała się obrona Miedziowych. Po dalekim wyrzucie z autu przez Dawida Abramowicza piłka przeszła przez szerokość pola karnego wprost pod nogi Rossiego. Brazylijczyk nie miał problemu z wykończeniem akcji. Duży błąd popełniła cała defensywa Zagłębia, a zwłaszcza Tomasz Makowski, który odsunął się od nadlatującej piłki.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1561363893099925505?s=20&t=MHh2eRaedG6cfNZT6gHL6Q
Gospodarze nie zdążyli odrobić straty. Radomiak zagrał bardzo pragmatycznie. Początkowo dał się wyszaleć Miedziowym, co mogło ich kosztować utratę gola. Po przerwie przeszli już odważniej do gry ofensywnej, co przy pomocy lubinian pozwoliło radomianom zdobyć trzeci komplet punktów z rzędu.
Hat-trick Wilczka
Piast Gliwice 4:0 Stal Mielec
Przed tygodniem podopieczni Waldemara Fornalika doczekali się pierwszego ligowego zwycięstwa po tym, jak po pierwszych trzech meczach sezonu musieli zejść z boiska pokonani. Przed własną publicznością gliwiczanie byli zmotywowani, aby powiększyć dorobek punktowy. Jednak zadanie nie należało do najprostszych. Do Gliwic przyjechała ekipa Adama Majewskiego, która nadspodziewanie dobrze radzi sobie w tym sezonie. Na koncie mają już trzy wygrane.
Początek spotkania bez żadnej historii. Obie ekipy wymieniały się posiadaniem piłki. Jednak w poczynaniach obu zespołów nie było żadnego pomysłu na zaskoczenie przeciwnika. Pierwszy celny strzał padł w 21. minucie po strzale Wilczka, ale dobrą interwencją popisał się Bartosz Mrożek. Po tej sytuacji piłka powędrowała za linię bramkową. Po rzucie rożnym w drugim starciu to Wilczek okazał się górą. Polski napastnik najpierw przyjął piłkę klatką piersiową, a następnie oddał strzał, który pokonał Mrożka. Piast miał jeszcze dwie dobre sytuacje, po których niecelne strzały oddali Damian Kądzior oraz Kamil Wilczek. Jednak w tych przypadkach arbiter odgwizdywał spalone. Większość akcji Stali była przerywana przed polem karnym gliwiczan.
Po przerwie nic się nie zmieniło. W 50. minucie po raz drugi do bramki rywala trafił Wilczek. Przy tej sytuacji źle zachowała się obrona Stali. Najpierw złe wybicie jednego z piłkarzy, a później formacja defensywna pozostawiła polskiego napastnika bez opieki. Bardzo dobrą asystę zaliczył były zawodnik Stali Grzegorz Tomasiewicz. Po czterech minutach ponownie Wilczek zdobył bramkę i skompletował hat-tricka.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1561396347818885122?s=20&t=MHh2eRaedG6cfNZT6gHL6Q
W drugiej części gry Piast zagrał niezwykle skutecznie. Chwilę po podwyższeniu prowadzenia na 3:0, gospodarze oddali piłkę Stali po to, aby ponownie zaatakować. Wynik spotkania ustalił gol Damiana Kądziora. Gospodarze zaprezentowali się z dobrej strony. Akcje rozgrywane przez nich w ofensywie były ciekawe, a także zdołali przeciwstawić się Stali w defensywie. Ciekawe jak mielczanie zareagują na tak wysoką porażkę. Zadanie czeka ich trudne, gdyż do Mielca przyjedzie Legia
Terminarz 7. kolejki:
![]()
Autorzy:
Mateusz Adamczyk
Adam Kowalewicz
1 Comments