
Kolejna porażka miedziowych
Miedź Legnica 0:1 Zagłębie Lubin
Pierwszym spotkaniem 5. kolejki było starcie Miedzi Legnica z Zagłębiem Lubin. Od początku atakować zaczęli gospodarze. Miedziowi mieli wystarczający okazji, żeby wyjść na prowadzenie. Najlepszą okazję miał Henriquez jednak źle przyjął futbolówkę w sytuacji sam na sam z Bieszczadem i bramkarz ją złapał. Z czasem to Zagłębie przejęła inicjatywę w tym spotkaniu, ale w ich poczynaniach ofensywnych brakowało konkretów. Pod koniec pierwszej połowy znów 2 fantastyczne szanse na otworzenie wyniku mieli gospodarze. Jednak w obu Chuca zamiast strzelać niepotrzebnie podawał. Jak mawia klasyk „niewykorzystane sytuacje lubią się mścić” i tak było też w tym przypadku. Podanie Chodyny niefortunnie wślizgiem przeciął Aurtenetxe wprost do własnej bramki.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1558144196988526594?s=20&t=eiMMukZ9B90VqlJxu5ENDw
Od tego momentu absolutną kontrolę nad tym meczem przejęli goście. Najbliżej zdobycie 2. bramki był Jach, który trafił w poprzeczkę. Aktywny był również Dieng.
Klasyk powrócił po latach
Widzew Łódź 1:2 Legia Warszawa
Ponownie stadion Widzewa został wypełniony po brzegi. Kibice stworzyli fenomenalną atmosferę w meczu ligowym łodzian przeciwko Legii. Także cały sektor gości został wypełniony przez legionistów. Swoją opinią nt. tego meczu podzielił się Krzysztof Dąbrowski w swoim artykule.
Przełamanie Piasta
Cracovia Kraków 0:1 Piast Gliwice
Meczem otwierającym sobotnią serię starć był pojedynek Cracovii z Piastem. Zarówno jedna jak i druga drużyna przegrała swoje poprzednie mecze. Początkowe 10 minut było dość nudne. Później kilka okazji mieli goście, ale nie potrafili otworzyć wyniku tego spotkania. Cracovia grała dość zachowawczo. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bezbramkowym.
Drugą połowę można podsumować tylko jednym określeniem – piłkarskie szachy. Było tak aż do 70. minuty kiedy to Jorge Felix wykorzystał wrzutkę Kądziora dzięki której Piast po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie w tym sezonie.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1558463158196600835?s=20&t=eiMMukZ9B90VqlJxu5ENDw
Cracovia mimo przegrywania nie wyglądała na drużynę której zależałoby na wyrównaniu. Najbardziej tego wyczynu zbliżyła się w ostatnich sekundach meczu kiedy to mógł zostać podyktowany dla nich rzut karny, ale tak się nie stało i spotkanie zakończyło się jednobramkowym zwycięstwem gliwiczan.
Stal sprowadza Górnika na ziemię
Górnik Zabrze 1:3 Stal Mielec
Górnicy po zwycięstwie nad Rakowem rozbudzili apetyty swoich kibiców. Mogło się wydawać, że mecz przeciwko Stali jest świetną okazją na poprawienie dorobku punktowego. Jednak podopieczni Adama Majewskiego są bardzo dobrze dysponowani, zwłaszcza w grze po stałych fragmentach.
Spotkanie dla gospodarzy nie mogło rozpocząć się lepiej. Zabrzanie objęli prowadzenie w 13. minucie po bramce zdobytej przez Pawła Olkowskiego i asyście Lukasa Podolskiego. Polak zalicza pierwszy gol po powrocie do Ekstraklasy po 8-letniej przerwie. Chwilę później Lukas Podolski nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem. Stal po ciężkich chwilach powoli zaczęła dochodzić do głosu. Początkowo ciężko gościom było zamienić jakąś sytuację na gola. Natomiast przed przerwą udało im się nie tyle, ile wyrównać wynik spotkania, ale także wyjść na prowadzenie po golach Saida Hamulicia oraz Macieja Domańskiego.
Przy pierwszej bramce nie popisała się obrona gospodarzy. Holender minął ich jak pachołki. Przy drugim trafieniu Domański precyzyjnie strzelił z rzutu wolnego. Kibice, jak i piłkarze Górnika musieli przeżyć niezły szok. Choć nic nowego w tym, że mielczanie wykorzystują stały fragment gry. Dodatkowo dwaj strzelcy w pierwszej minucie po zmianie stron wykończyli akcję dającą dwubramkową przewagę. Hamulic asystował piętką do Domańskiego, a ten nie miał problemów ze skutecznym wykończeniem akcji.
Podopieczni Adam Majewskiego mimo korzystnego wyniku wciąż dążyli do powiększenia przewagi. Górnik od 20. minuty spotkania był bezradny. Co więcej, pod koniec spotkania czerwoną kartką ukarany został bramkarz Górnika Kevin Broll za przewinienie przed polem karnym. Gospodarze nie mieli więcej możliwości zmian, dlatego między słupkami został postawiony Krzysztof Kubica. Wynik już nie uległ zmianie. Trzeba przyznać, że trener Majewski do maksimum wykorzystuje potencjał zespołu. Natomiast Górnik musiał przełknąć gorycz porażki.
Pierwszy remis Nafciarzy
Pogoń Szczecin 2:2 Wisła Płock
Spotkaniem kończącym sobotnie starcia był pojedynek Pogoni Szczecin z Wisłą Płock. Pierwsze 20 minut to był koncert niecelnych wrzutek. Za równo jedna jak i drużyna z niewiadomych powodów z uporem maniaka próbowało po wrzutce otworzyć wynik spotkania. Pierwsza z tej taktyki zrezygnowała Pogoń i się jej to opłaciło. W 21. minucie na prowadzenie gospodarzy wyprowadził Łęgowski, który wykorzystał podanie Jeana Carlosa Silvy. Nafciarze pomimo straconego gola nadal grali niemrawo i 1. połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy.
Już chwilę po przerwie mieliśmy wyrównanie. Stipica sfaulował we własnym polu karnym Michalskiego. Rzut karny pewnie wykonał Rafał Wolski. Kilka chwil później 30. latek miał szansę na kolejną bramkę. Jednak fenomenalną interwencją popisał się Malec! Portowcy zaczęli tracić kontrolę nad tym spotkaniem. Trener Gustafsson zdecydował się wpuścić Wahana Biczachczjana. I była to bardzo dobra decyzja. Ormianin wykonał rzut rożny po którym Luka Zahović ponownie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Wisła po bramce walczyła o wyrównanie i ta sztuka im się udała. Wrzucał Tomasik, wykończył Krywociuk i tak o to mieliśmy wynik 2:2. Do końca spotkanie nic się już nie wydarzyło i takim o to rezultatem zakończyło się to widowisko.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1558546618089148417?s=20&t=eiMMukZ9B90VqlJxu5ENDw
Radomiak rozmontował obronę Lechii
Radomiak Radom 4:1 Lechia Gdańsk
Przed tygodniem Radomiak w szczęśliwych okolicznościach wygrał pierwsze spotkanie w sezonie przeciwko Jagielloni. Przed własną publicznością chcieli pójść za ciosem. Do Radomia przyjechała Lechia. Dotychczas gdańszczanie wygrali tylko jedno spotkanie z Widzewem.
Ten mecz pokazał, że problemy w Lechii są wciąż te same. Fatalna obrona, która nie ułatwia zadania w zdobywaniu punktów. Pokazała to już pierwsza bramka dla radomian zdobyta już w 4. minucie przez Mauridesa. Brazylijczyk przebiegł połowę boiska z piłką przy nodze, obrońcy Lechii nie doskoczyli do piłkarza Radomiaka. Zwłaszcza nie popisał się Mario Maloca, który nie przerwał akcji we własnym polu karnym. Po 18 minutach gospodarze prowadzili już 2:0. Tym razem Maurides asystował, a strzelcem był niepilnowany przez nikogo Roberto Alves. Radomianie w niedalekim odstępstwie czasowym dwukrotnie obili poprzeczkę. Te niewykorzystane sytuacje zemściły się w 23. minucie, kiedy to ręką we własnym polu karnym zagrał Mateusz Cichocki, a Flavio Paixao pewnie zamienił „jedenastkę” na gola.
https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1558810931387318274?s=20&t=_VX_ThYdMYlKugooq3e5tg
Przewaga radomian nie podlegała żadnym wątpliwościom. Po przerwie Michał Nalepa odwdzięczył się Radomiakowi za rzut karny i sam zagrał piłkę ręką. Nascimento dał ponownie dwubramkowe prowadzenie Radomiakowi. Lechia w tym spotkaniu była bezradna. Stać ich było tylko na pojedyncze ataki. Wynik spotkania ustalił Michał Feliks po rzucie rożnym. Chwilę później 23-latek zaliczył asystę, ale po analizie VAR gol Daniela Pika został anulowany, gdyż Feliks we wcześniej fazie akcji faulował piłkarza Lechii.
Gdańszczanie zaczynają bardzo źle ten sezon. Wygrana tylko jednego spotkania z beniaminkiem nie przynosi chluby. Natomiast Radomiak po niemrawym początku zalicza drugie zwycięstwo z rzędu.
Duma Podlasia odrabia straty
Raków Częstochowa 2:2 Jagiellonia Białystok
Przed tygodniem Raków przegrał pierwszy mecz w sezonie. Nie był to najlepszy mecz w wykonaniu częstochowian. Dlatego na własnym stadionie mogli szybko zatrzeć złe wrażenie. Duma Podlasia zaliczyła trzy porażki z rzędu i w spotkaniu pod Jasną Górą nie zapowiadało się na to, że przełamią niemoc.
To myślenie szybko potwierdził nowy nabytek Rakowa Bartosz Nowak. W 3. minucie zdobył pierwszą bramkę dla Rakowa. Trzeba wyróżnić także Fabiana Piaseckiego, który posłał dobrą asystę. Po 10 minutach było już 2:0. Zawodnik Jagielloni Bojan Nastic zdobył kuriozalną bramkę samobójczą. Piłka odbiła się od słupka, Bośniak miał dość sporo czasu, aby wybić futbolówkę poza pole karne, ale na nieszczęście zawodnika, wpakował ją do własnej siatki.
Wydawało się, że Raków już nie odda tego prowadzenia. Przed przerwą Mateusz Wdowiak mógł rozstrzygnąć losy spotkania, ale nie dał rady w pojedynku ze Zlatanem Alomeroviciem. Po przerwie Jesus Imaz zdobył gola kontaktowego, ale szybko sędzia liniowy wskazał na pozycję spaloną. Potem to Raków utrzymywał przewagę w grze. Przebłysk umiejętności Nene sprawił, że Jagiellonia traciła już tylko jedną bramkę do częstochowian. Portugalczyk mocnym strzałem z dystansu pokonał Kacpra Trelowskiego. Golkiper Rakowa miał szanse wybronić ten strzał, gdyż został on oddany w środek bramki pod poprzeczkę.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1558861900145893379?s=20&t=QwIwh2JtXTGZxfElzzzHsA
W 85. minucie Duma Podlasia doprowadziła do wyrównania po golu Jesusa Imaza po rzucie rożnym. Ostatecznie obie ekipy podzieliły się punktami. Raków chcąc zostać mistrzem Polski, nie może wypuszczać takich okazji na zdobycie kompletu punktów. Na pewno częstochowianie muszą poprawić wykończenie sytuacji, gdyż w najbliższym spotkaniu przeciwko Slavii Praga może ich nie być za wiele. Natomiast białostoczanie w pełni mogą cieszyć się z tego punktu, gdyż przebieg meczu nie wskazywał na to, że taki rezultat zdołają osiągnąć.
Kolejorz na dnie
Lech Poznań 0:1 Śląsk Wrocław
Kolejorz w pierwszych 3. meczach sezonu zdobył tylko punkt. Poznaniacy po prostu musieli wygrać to spotkanie. Tak się jednak nie stało i pomimo wielu okazji przegrali oni kolejne starcie w rozgrywkach ligowych. Więcej o tym spotkaniu tutaj.
Scyzoryki z ostrą grą
Korona Kielce 0:0 Warta Poznań
Kielczanie po czterech kolejkach zgromadzili już 7 punktów. Jak na beniaminka jest to dobry wynik. Przyjezdni z Poznania dotychczas cieszyli się tylko z jednej wygranej i są to ich jedyne zdobyte punkty. Gospodarze pokazali już, że na własnym stadionie czują się mocni.
Tak też Korona prezentowała się przez początkowe minuty spotkania. Byli chętni i bardziej aktywni do gry od przeciwników, ale w 11. minucie Sasa Balić podarował prezent Warcie. Czarnogórzec za ostry faul na przeciwniku otrzymał czerwoną kartkę. Od tego momentu proporcje w ataku się zmieniły. Przyjezdni zaatakowali. Chwilę po tym zdarzeniu w poprzeczkę trafił piłkarz Warty Miguel Luis. Korona liczyła na kontry. Jedna mogła zakończyć się golem, ale Adam Frączak przed polem karnym przeciwnika zasymulował faul. Warta dopięła swego. W 36. minucie Michał Kopczyński dobrze przymierzył z rzutu karnego otrzymanym po zagraniu ręką przez Adriana Danka.
Bandyterka. Atak wyprostowaną nogą z naskoku w okolice kostki. #KORWAR pic.twitter.com/uFNAIcYwAR
— Łukasz Rogowski (@zawodsedzia) August 15, 2022
Trzeba przyznać, że po stracie gola, kielczanie odważniej wyszli do ataku, licząc się z ewentualną stratą. Raz po rzucie rożnym obili słupek przyjezdnych. Po przerwie Warta miała problem ze stwarzaniem sytuacji bramkowych. Jednak na tamten moment przyjezdnym taki przebieg spotkania odpowiadał, to goście byli zmuszeni gonić wynik.
Warta utrzymywała się przy piłce, ale jak tylko kielczanie przejmowali futbolówkę, to wyprowadzali groźne kontry. Kilkukrotnie było gorąco pod bramką Warty. Korona robiła wszystko, aby zniwelować stratę. Ostatecznie to się nie udało. Warciarze wykazali się minimalizmem, który finalnie okazał się słuszny. Gospodarze zostawili wiele sił na boisku, ale to dało marny skutek. Po raz pierwszy w tym sezonie twierdza Kielce została zdobyta.
Terminarz 6. kolejki:
![]()
Spotkania przełożone:
Lechia Gdańsk – Lech Poznań (nowy termin: 31 sierpnia, godz. 20:30);
Raków Częstochowa – Pogoń Szczecin (nowy termin: 31 sierpnia, godz. 18:00).
Autorzy:
Mateusz Adamczyk
Adam Kowalewicz
1 Comments