Obserwuj nas

Lech Poznań

Jest awans, ale co dalej?

W pierwszym meczu 4. rundy eliminacji Ligi Mistrzów Lech Poznań wygrał na własnym stadionie 2:0 z luksemburskim Dudelange. W rewanżu Kolejorz musiał tylko dowieźć ten wynik i to się udało, ale styl lepiej przemilczeć.

Nerwowa pierwsza połowa

Pierwsze 20 minut było bardzo nerwowe. Dudelange może jakoś bardzo nie atakowało, ale było widać, że poznaniacy nie kontrolowali tego, co się dzieje na boisku. W 21. minucie mogli zdobyć kontrolę, ale Ishak z 5 metrów nie trafił w praktycznie pustą bramkę. Po tym pudle gospodarze zobaczyli, że w sumie ten Lech nie jest taki groźny i ruszyli do ataku. Po gigantycznym chaosie w szeregach obronnych gości Luksemburczycy strzelili gola, ale sędzia odgwizdał spalonego. Chwilę później już takowego nie było i Dudelange wyszło na jednobramkowe prowadzenie. Kirch oddał uderzenie z dystansu, piłka odbiła się od Pingota i po rykoszecie wpadła do bramki. Do przerwy mieliśmy jednobramkowe prowadzenie gospodarzy.

Doprowadzenie do remisu i awans!

Początek drugich 45 minut łudząco przypominał to, co działo się w pierwszej połowie. Trener John van den Brom widział, że w ofensywnych poczynaniach jego drużyny panował wszechobecny marazm. I właśnie dlatego zdecydował się w 60. minucie na wprowadzenie Citaiszwilego w miejsce anemicznego Velde, którego bronią jedynie liczby. Swoją drogą gdybyśmy połączyli efektowność i efektywność jednego i drugiego, to mielibyśmy świetnego piłkarza, ale do rzeczy. Bezpośrednio po pojawieniu się na placu gry Gruzin zanotował asystę. Gio zachował się przytomnie i zamiast zagrywać do Amarala, któy był na pozycji spalonej, to zagrał do Periery, który pewnie umieścił futbolówkę w bramce.

https://twitter.com/sport_tvppl/status/1562892690064293888?s=20&t=8ZAbDiKY_pRyyvmDAA04gw

Po tym golu mieliśmy wynik remisowy. Był to rezultat, który dawał gościom awans, więc Kolejorz zbytnio się nie starał, żeby strzelać kolejne gole, tylko wolał się skupić na bezpiecznym dowiezieniu tego wyniku do końca spotkania. I tak też się stało.

Co dalej?

Oczywiście każdy występ w fazie grupowej europejskich pucharów dla takiego klubu, jakim jest Lech to większy bądź mniejszy sukces. Jednak w tym wypadku trudno jest się z niego cieszyć. Duma Wielkopolski w dwumeczu z Karabachem się skompromitowała, a w kolejnych rundach grała z drużynami półamatorskimi. No bo trudno inaczej nazwać Dinamo Batumi, Vikingur Reykjavik i Dudelange. Jeszcze jakby poznaniacy przechodzili ich w jakimś widowiskowym stylu, przy tym strzelając masę goli, ale tak nie było. Wyniki w tych meczach też nie są szczególnie powalające. Ba, mistrzowie Polski w żadnym z tych dwumeczów nie zgarnęli kompletu zwycięstw. Mi samemu przez chwilę przeszła myśl, czy działacze Lecha nie powinni zastanowić się nad przyszłością Johna van den Broma. Jednak tak naprawdę nie ma żadnych konkretnych kandydatów, którzy mogliby objąć stery w poznańskiej drużynie. Przynajmniej na polskim rynku. Uważam więc, że Holender powinien dostać czas przynajmniej do przerwy reprezentacyjnej. Jeżeli do tego momentu w grze zespołu nie zmieni się nic, to wtedy będzie można na poważnie zacząć rozmyślać o zwolnieniu trenera. Jako kibic polskiej piłki mam nadzieję, że osoby zarządzające klubem w końcu rzucą pieniądze na stół i poważnie wzmocnią zespół tak, żeby nie było powtórki z sezonu 2020/2021.

https://twitter.com/s_staszewski/status/1562898741631533059?s=20&t=8ZAbDiKY_pRyyvmDAA04gw

Pasjonat polskiej piłki nożnej, fan talentu Michała Skórasia.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Lech Poznań