Obserwuj nas

Minął weekend

Mistrz Polski na zwycięskim szlaku #MinąłWeekend – 8. kolejka

Lech Poznań zalicza passę trzech zwycięstw z rzędu. Legia wygrywa w meczu przyjaźni z Radomiakiem. Częstochowianie zaskakująco wysoko ulegają Pasom, a Nafciarze tracą kolejne punkty – to wszystko wydarzyło się w 8. kolejce Ekstraklasy.

Legia z kolejną wygraną

Legia Warszawa 1:0 Radomiak Radom

Jedynym piątkowym meczem był pojedynek Legii Warszawa z Radomiakiem Radom. Gospodarze mimo przeciętnej gry wygrali 1:0 po premierowej bramce Rafała Augustyniaka. Więcej o tym spotkaniu tutaj

Kłopoty Śląska

Stal Mielec 2:0 Śląsk Wrocław

Spotkanie Stali Mielec ze Śląskiem Wrocław jawiło się nam jako pojedynek ekip, które ostatnio grały przeciętnie. Mielczanie po fantastycznym początku sezonu zanotowali serię dwóch porażek z rzędu. Wojskowi natomiast przyjeżdżali do Mielca po domowej porażce 1:4 z Rakowem.

Bardzo dobrą okazję do otworzenia wyniku w 4. minucie miał Hamulić. Hyjek źle wyprowadził piłkę. Ta trafiła pod nogi Holendra, ale 21-latek trafił prosto w bramkarza. W pierwszych dwudziestu minutach na boisku panował chaos. Szczególnie po stronie gości, którzy często na własnej połowie tracili piłkę. Z zarówno  jednej jak i drugiej strony brakowało składnych akcji. Bramka też po takowej nie padła.  Przez brak pressingu Domański z Gerbowskim mieli dużo czasu, żeby przygotować zagranie w pole karne. Koniec końców wrzucił ten drugi do niekrytego Hamulicia, a ten umieścił piłkę w siatce.

Kilka chwil później bardzo bliscy wyrównania byli goście. Centrostrzał Łyszczarza wylądował na słupku. Próbował dobijać Exposito, ale nieskutecznie. Pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem Stali.

Po przerwie Śląsk starał się odrobić wynik, ale szło im to jak po grudzie. Podsumowaniem tego fatalnego występu była sytuacja z 70 minuty. Hyjek podał piłkę do Szromnika, a ten nie zdołał jej opanować i wpadła ona do bramki. Co prawda była ona zagrana za mocno, ale bramkarz Wojskowych mógł się lepiej zachować.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1566071397511831552?s=20&t=24i7uQpwoloZtQi9Brbibw

Jeszcze w samej końcówce Bergier nie trafił w sytuacji sam na sam z Mrozkiem.

Mecz bez historii

Lechia Gdańsk 0:0 Warta Poznań

W tym sezonie Warta nie potrafi wygrać w spotkaniach u siebie. Natomiast na wyjazdach jest najlepiej punktującą drużyną w lidze. Dlatego mecz w Gdańsku nie musiał być dla niej okolicznością utrudniającą zdobycie punktów. Dodatkowo gdańszczanie są w kryzysie. Na 6 rozegranych spotkań zdobyli tylko 3 oczka. To mało, jeśli mówimy o drużynie, która reprezentowała nas w eliminacjach do europejskich pucharów. W konsekwencji złych wyników trener Tomasz Kaczmarek został zwolniony ze stanowiska po przegranym 3:0 środowym zaległym spotkaniu przeciwko Lechowi Poznań. Jego obowiązki na ten moment przejął asystent Maciej Kalkowski.

Piłkarze bardzo wolno wchodzili w to spotkanie. Niewielkie zagrożenie stworzył strzał Łukasza Zwolińskiego. Jednak w 12. minucie to przyjezdni mogli prowadzić po fatalnym rozegraniu piłki przez piłkarzy Lechii. Dusan Kuciak miał tutaj wiele szczęście, gdyż jego podanie zostało przecięte przez poznaniaków, ale przyjezdni nie wykorzystali tego przechwytu. Na nieszczęście kibiców oglądających to spotkanie ta sytuacja była najciekawszą w pierwszej odsłonie. Nieznacznie większą inicjatywę do gry przejawiali gospodarze, ale żaden ich strzał nie powędrował w światło bramki.

Po zmianie stron obraz gry nie wiele się zmienił. Lechia przejawiała większą ochotę do strzelenia gola. Natomiast Warta czekała na jedną okazję, która odmieni losy spotkania. Takiej sytuacji jednak się nie doczekali. Im bliżej końca meczu tym gdańszczanie częściej atakowali. Pojawiały się strzały celne, ale na posterunku stał Adrian Lis.

Obie drużyny podzieliły się punktami. Dla Lechii jest to pierwsza zdobycz od lipcowego meczu w Łodzi, gdzie pokonali Widzew. Natomiast Warta przerywa serię 3 zwycięstw z rzędu na wyjeździe.

Pasy zdemolowały Medaliki

Cracovia Kraków 3:0 Raków Częstochowa

Ostatnim sobotnim spotkaniem było starcie Cracovii z Rakowem Częstochowa.  Pasy to bardzo niewygodny rywal dla drużyny z Częstochowy. Od momentu powrotu do Ekstraklasy Medaliki z nimi ani razu nie wygrały.

Jednak przez pierwsze kilkanaście minut dochodzenie sytuacji gościom nie sprawiało żadnego problemu. Gospodarze skupili się głownie na defensywie. Wszystko jednak obróciło się w zaledwie 5 minut. Tuż przed polem karnym faulowany został Patryk Makuch. Do rzutu wolnego podszedł Konoplyanka. Wykonał go bezbłędnie i tym samym wyprowadził Cracovię na prowadzenie. Moim zdaniem trochę lepiej mógł się w tej sytuacji zachować bramkarz Rakowa. Kovacević zbytnio skupił się na bliższym słupku, a zapomniał o dalszym. W momencie strzału Ukraińca przesunął się w lewą stronę, a piłka poleciała w prawą.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1566134394863198210?s=20&t=24i7uQpwoloZtQi9Brbibw

Chwilę później było już 2:0. Zawodnicy Pasów rozklepali obronę Rakowa, a wszystko precyzyjnym strzałem wykończył Rakoczy. Najbliżej zdobycia bramki kontaktowej był Patryk Kun, który w doliczonym czasie gry ekwilibrystycznym strzałem umieścił piłkę na poprzeczce.

Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy było już 3:0 dla drużyny z Krakowa. Siplak precyzyjnie zagrał do niepilnowanego Rakoczego, a ten zdobył drugą bramkę w tym spotkaniu. Po raz kolejny przy straconej bramce zawinił Kovacević. Strzał prześlizgnął się po rękach Bośniaka i wpadł do bramki. Do końca spotkania nic już nie stało i Pasy dowiozły trzybramkowe prowadzenie. Jedyne wydarzenie, które warto odnotować to wejście powracającego Jaroszyńskiego.

Nadzieja umiera ostatnia

Zagłębie Lubin 1:1 Jagiellonia Białystok

W niedzielne popołudnie spotkali się ze sobą sąsiedzi z dolnej części ligowej tabeli. Zarówno Zagłębia, jak i Jagiellonia po 7 kolejkach mieli na koncie 8 punktów.  Lubinianie nie wygrali jeszcze meczu na własnym stadionie w tegorocznych rozgrywkach. Zadanie na przełamanie złej passy nie było proste. Do Lubina przyjechała Duma Podlasia, która od trzech spotkań wyrywa cenne oczka. Remis z Górnikiem czy Rakowem są wynikami godnymi pochwały. Do tego wygrana nad Miedzią. Zagłębie wystąpiło w okolicznościowych koszulkach upamiętniających tragiczne wydarzenie z 1982 r.

https://twitter.com/ZaglebieLubin/status/1565786148127096834?s=20&t=7vekkEOCbhlXckRKhbY_og

W pierwszej połowie nie obejrzeliśmy żadnych bramek, ale spotkanie mogło się podobać. Więcej inicjatywy przejawiali gospodarze. To oni dłużej utrzymywali się przy piłce na połowie gości, dzięki czemu częściej oddawali strzały. Lubinianie uderzyli 5 razy w światło bramki przeciwnika przy zerowym dorobku gości. Jagiellonia wyczekiwała swoich szans po kontratakach lub stałych fragmentach gry.

Po przerwie było widać pełną dominację Zagłębia. Lubinianom bardzo zależało na pierwszym zwycięstwie przed swoimi kibicami. W 59. minucie przybliżyli się do tego celu. Tomasz Makowski strzelił gola po dośrodkowaniu z bocznego sektora boiska. Futbolówka nie została przecięta przez żadnego z obrońców, następnie odbiła się od murawy i wpadła do bramki gości. Po stracie gola Duma Podlasia nie była zdolna przeciwstawić się silnie prezentującym tego dnia lubinianom. Miedziowi zepchnęli gości do głębokiej defensywy. Natomiast wynik trzymał Zlatan Alomerovic. Doskonałe interwencje Niemca pozwalały marzyć, że goście jakimś przypadkiem jeszcze wyrównają.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1566401499277791235?s=20&t=7vekkEOCbhlXckRKhbY_og

I tak też się stało. W 85. minucie długie podanie górą otrzymał Nene, który zgrał piłkę główką do Macieja Bortniczuka, a ten strzelił gola wyrównującego. Zagłębie nie zdołało już nic zrobić. Trzeba przyznać, że lubinianie zasłużyli na pełną pulę. Jednak na koniec liczą się bramki, a tych obie ekipy miały po równo. Przez co Miedziowi wciąż czekają na zwycięstwo u siebie, a Jagiellonia na wyjeździe.

Scyzoryki napędziły strachu

Korona Kielce 1:2 Pogoń Szczecin

Pogoń przerwała serię czterech meczów ze zdobyczą punktową po porażce w zaległym spotkaniu przeciwko Rakowowi. Mecz z beniaminkiem był idealną okazją, aby powrócić na zwycięską ścieżkę. Przeciwko kielczanom ciężko się gra, gdyż preferują siłowy futbol. Jednak Portowcy myślący o poprawieniu wyniku z poprzedniego sezonu muszą znajdować sposób na takie drużyny. Każda strata punktów może okazać się kluczowa w końcowej walce o mistrzostwo Polski.

Pierwsza część gry pokazała, która z ekip ma aspiracje mistrzowskie. Portowcy grali pewnie i bez żadnych obaw. Już w 5. minucie wyszli na prowadzenie po golu Damiana Dąbrowskiego z rzutu wolnego z ponad 20. metrów. Dla 30-latka była to druga zdobyta bramka, dzięki czemu poprawił on rezultat z ubiegłego sezonu, kiedy to strzelił jednego gola.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1566415804249395203?s=20&t=7vekkEOCbhlXckRKhbY_og

Pogoń umiejętnie wychodziła spod pressingu rywala. Pokazała to akcja z 33. minuty zakończona golem trafionym przez Kacpra Smolińskiego. Należy docenić dobrą sekwencję podań od bramkarza poprzez wszystkie formacje. Gospodarze byli bezradni.

Trener Leszek Ojrzyński próbował reagować. Jeszcze przed przerwą dokonał dwóch zmian. Na plac gry wbiegli Dawid Błanik oraz Łukasz Sierpina. Po zmianie stron goście objęli trzybramkowe prowadzenie, ale arbiter po analizie VAR anulował go. Luka Zahovic znalazł się na pozycji spalonej. Mecz mógł być już zamknięty. Tak się jednak nie stało. W 57. minucie Błanik zdobył drugą bramkę w sezonie. 25-latek wykorzystał nieporozumienie obrońców gości, przechwycił piłkę, a strzelenie gola była już tylko formalnością. Od tego momentu obraz gry się zmienił. Pogoń została zepchnięta do defensywy i liczyła na dowiezienie korzystnego rezultatu. Takie myślenie mogło okazać się zgubne. Ze stałego fragmentu gry Jacek Kiełb uderzył w słupek.

Ostatecznie Portowcy wygrali, lecz Korona w drugiej odsłonie postraszyła przyjezdnych. Od zdobycia bramki kontaktowej goście zbyt łatwo dali się zdominować. Natomiast gospodarze mogą żałować, że do czasu zdobycia pierwszej bramki bali się wziąć sprawy w swoje ręce.

Lokomotywa wróciła na dobre tory

Lech Poznań 2:0 Widzew Łódź

Lech Poznań po dwóch meczach wygranych z rzędu podejmował na własnym boisku Widzew, który przed tygodniem wygrał z ówczesnym liderem – Wisłą Płock. Wielu kibiców liczyło na ciekawe spotkanie. Było jednak na odwrót. Pierwsza połowa była arcynudna, a gospodarze wygrali po dwóch golach strzelonych w odstępie minuty. Więcej o tym meczu przeczytacie w tekście Miłosza Cebo

Piast uciekł ze strefy spadkowej

Piast Gliwice 2:1 Miedź Legnica

Spotkanie między Piastem a Miedzią można określić mianem meczu o „6 punktów”. Podopieczni Waldemara Fornalika oraz Wojciecha Łobodzińskiego znajdują się w strefie spadkowej i uporczywie szukają punktów. Ostatnio Miedź wygrała z Lechią, dzięki czemu przerwała złą passę czterech porażek z rzędu. Natomiast Piastowi serię dwóch wygranych przerwał Lech. Dlatego obie drużyny w tym spotkaniu upatrywały dla siebie upragnionych oczek.

Piast od początku starał się trzymać piłkę przy nodze. Jednak po kontrze w 9. minucie to Miedź mogła zdobyć bramkę. Strzał Narsingha okazał się zbyt słaby, aby pokonał Frantiska Placha. W 19. minucie Miedź dopięła swego. Na listę strzelców wpisał się Olaf Kobacki, który dobrze przyjął piłkę otrzymaną od Huberta Matyni. Piast miał okazję po rzucie rożnym, kiedy piłka odbiła się od poprzeczki/słupka. Postawa gospodarzy była rozczarowująca. Po stracie bramki nie ruszyli zdecydowanie do odrabiania strat. Miedź mogła prowadzić wyżej, ale analiza VAR wykazała pozycję spaloną Chuci.

W pierwszej połowie Piast był niemrawy. Dużo niedokładnych podań, brak przyspieszenia. Natomiast przyjezdni, kiedy odzyskiwali futbolówkę, potrafili szybko przedostać się na połowę rywala. Przed przerwą Piast raz jeszcze zagroził po stałym fragmencie gry. Z rzutu rożnego dośrodkował Damian Kądzior do pozostawionego bez opieki Constantina Reinera. Austriak pewnie umieścił piłkę w siatce.

Po zmianie stron zobaczyliśmy inne oblicze gospodarzy. Postanowili zagrać odważniej. To przekładało się na większą ilość oddawanych strzałów. W 67. minucie Piast ponownie wykorzystał stały fragment gry. Z rzutu wolnego piłkę w pole karne wrzucił Kądzior, a Jakub Czerwiński szczupakiem dał prowadzenie swojej drużynie. W 82. minucie szansę debiutu po powrocie do Gliwic dostał wychowanek Piasta Patryk Dziczek. Wynik już nie uległ zmianie.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1566841750500646912?s=20&t=A563Y5eLQvx9bj8gPIqz9Q

W pierwszej połowie siła Miedzi wynikała w dużej mierze ze słabości Piasta. Kiedy gospodarze podkręcili tempo, to przyjezdni mieli problem w zagrożeniu bramce Placha. Gliwiczanie po nie najlepszym spotkaniu zgarniają komplet punktów.

Czerwono w Płocku

Wisła Płock 1:1 Górnik Zabrze

Górnicy nie mają najlepszego okresu. Po porażce i dwóch remisach zabrzanie znaleźli się tuż nad strefą spadkową. Poprawienie rezultatów nie ułatwiają odejścia ważnych piłkarzy takich jak Bartosz Nowak, Alasana Manne czy Krzysztof Kubica. Przełamanie się w Płocku wydawało się karkołomnym zadaniem. Jak dotąd Nafciarze przegrali tylko raz. Na własnym podwórku mają zgromadzony komplet 9 punktów. Płocczanie chcieli udowodnić kibicom, że porażka z Widzewem to mały wypadek przy pracy.

W pierwszym kwadransie gry lepiej prezentowali się przyjezdni. Byli dobrze zorganizowani w każdej formacji i kilkukrotnie zagrozili bramce płocczan. Im dalej w las tym gospodarze łapali tempo gry. Dwóch szans nie wykorzystał Davo. Jednak w 38. minucie Hiszpan dopiął swego. Po wrzucie z autu Rafał Wolski dobrze odnalazł się polu karnym. 29-latek odegrał piłkę do niepilnowanego na 7 metrze Davo, a ten skutecznie wykończył akcję. Radość gospodarzy mógł przerwać Robert Dadok, który uderzył w poprzeczkę gospodarzy.

Po przerwie żadna z ekip nie zarysowała przewagi. W 59. minucie role na boisku zostały już nakreślone po bezpośredniej czerwonej kartce, którą dostał Wolski. 29-latek przegrał pojedynek z Erikiem Janżą i nadepnął na plecy przeciwnika.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1566878123744006145?s=20&t=uuP6kodofxFpzgiom6Kvog

Już 5 minut później Dadok zdobył bramkę po centrostrzale. Drugi mecz z rzędu Bartłomiej Gradecki traci gola po takim uderzeniu. Wcześniej podobnym trafieniem popisał się Bartłomiej Pawłowski.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1566879984307916801?s=20&t=uuP6kodofxFpzgiom6Kvog

Górnicy starali się sforsować defensywę Wisły. Jednak nie było rzucenia wszystkiego na jedną szalę. Zabrzanie starannie rozgrywali piłkę. Natomiast Nafciarze liczyli na jakiś błąd Górnika. Z każdą upływającą minutą można było zapomnieć, że gospodarze grają w „10”. W końcówce także nerwowo zrobiło się na ławce gospodarzy, gdzie trener Pavol Stano został ukarany czerwoną kartką za dyskusje.

Ostatecznie obie ekipy podzieliły się punktami. Przyjezdni mogą żałować, że nie zaryzykowali bardziej, aby pokusić się o komplet punktów. Wisła szczęśliwie dowozi remis i wciąż płocka twierdza pozostaje niezdobyta. Choć pierwsze punkty przed własną publicznością zostały stracone.

Terminarz 9. kolejki:

Autorzy:

Mateusz Adamczyk

Adam Kowalewicz

1 Comment

1 Comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Minął weekend