Obserwuj nas

Lech Poznań

Liczą się trzy punkty – Lech wygrywa z Radomiakiem!

W dwunastej serii gier Ekstraklasy Lech Poznań podejmował na własnym stadionie Radomiak Radom. Wielu osób spodziewało się dosyć nudnego meczu z minimalnym zwycięstwem Kolejorza. I tak też się stało.

Gio zamknął usta krytykom

Pierwsza połowa była bardzo mdła. O ile w przypadku Lechitów da się wytłumaczyć ekonomiczną grę, z racji zmęczenia po czwartkowym spotkaniu, tak w przypadku Radomiaka dziwi mnie taka ospałość. Pomimo słabszej postawy Warchołów w ostatnich tygodniach spodziewałem się lepszej gry z ich strony. Tak jednak nie było. Często pozwalali oni na rajdy Citaiszwiliemu, Sousie oraz Skórasiowi. I właśnie przez tę bojaźliwość w defensywie padła bramka dla Lecha. Zbyt wielu obrońców skupiło się na Szymczaku i wcześniej wspominanym Portugalczyku, a przez to bez krycia pozostał Gio. Gruzin dostał bardzo dobre podanie i oddał słaby, ale precyzyjny strzał między nogami Cichockiego, który wpadł do siatki. Najlepszą sytuację goście mieli w 32. minucie, kiedy to niepilnowany Maurides dostał piłkę na piątym metrze od bramki, ale spudłował. To tak naprawdę tyle, jeżeli chodzi o przebieg pierwszej połowy.

Niewykorzystane sytuacje się nie mszczą

Druga połowa odbyła się pod znakiem zmarnowanych sytuacji. Dwukrotnie takowych nie wykorzystał Afonso Sousa. W obu akcjach dosłownie podał on do bramkarza. Bliski umieszczenia piłki w świątyni Kobylaka był Citaiszwili, ale futbolówka minimalnie minęła słupek. Jednak najlepszej sytuacji nie wykorzystał Marchwiński. 20-latek miał przed sobą tylko i wyłącznie bramkarza, ale na nieszczęście kibiców Kolejorza trafił prosto w niego. W drugiej odsłonie goście byli jeszcze bardziej bezzębni niż w pierwszej połowie. Maurides, Machado i Leandro nie byli w stanie w żadnym stopniu zagrozić bramkarzowi Lecha. 

Filip Szymczak – osąd bohatera

Ponieważ poziom sportowy tego widowisko pozostawiał wiele do życzenia, to skupię się na innym temacie. A mianowicie omówię bardzo kontrowersyjną sytuację Filipa Szymczaka. Wielu kibiców w Poznaniu rwie sobie włosy z głowy, widząc jego kolejne zagrania, natomiast druga część nadal w niego wierzy. Zanim wyrażę swoją opinię, to rzucę kilkoma statystykami. 20-latek 9-krotnie w tym sezonie pojawiał się od pierwszej minuty na boisku, a łącznie zagrał on w 20 meczach. Wiadomo, że nie zawsze w pełnym wymiarze czasowym, ale statystyki są porażające. Jako drugi napastnik, który naprawdę dostaje dużo okazji, nie strzelił ani jednego gola. Co prawda zanotował trzy asysty, ale to nie jest głównym zadaniem napastnika. Toteż uważam, że John van den Brom powinien próbować „odgruzować” Artura Sobiecha, a w zimowym okienku Filipa wypożyczyć do jakiegoś klubu Ekstraklasy, w którym będzie mógł liczyć na regularną grę.

Pasjonat polskiej piłki nożnej, fan talentu Michała Skórasia.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Lech Poznań