Obserwuj nas

Felietony

Nie wierzę w Vukovicia

Zespół Dezerter śpiewał w latach osiemdziesiątych, że „konieczne są zmiany, potrzebne są zmiany”. W PKO BP Ekstraklasie przyjęło się, że zmiana trenera powoduje tzw. efekt nowej miotły. Ta prowadzi do znacznej poprawy wyników w krótkim okresie. To jednak nie zawsze się udaje.

Nowe miotły, które źle kończą

Marek Zub w Bełchatowie, Aleksandar Rogić w Arce, Wojciech Stawowy w ŁKS-ie, Robert Kasperczyk w Podbeskidziu, Piotr Tworek w Śląsku to raptem kilka przykładów, gdy wymiana trenera zaczęła ciągnąć zespół w dół. Falstart na początku swojej przygody w Miedzi zalicza też Grzegorz Mokry. Mecz Piasta z Wartą ukazał też problemy kolejnej ligowej „nowej miotły”.

Kiedyś było podobnie

W 2020 roku po 14 kolejkach na koncie Piasta Gliwice znajdowało się 14 punktów, zespół wyprzedzał tylko trio ówczesnych beniaminków. Na koniec sezonu 2020/21 gliwiczanie zajęli 6. miejsce, a do grającego w pucharach Śląska stracili punkt, posiadając równy bilans meczów bezpośrednich (oba po 2-0 dla gospodarzy meczu) i lepszy ogólny bilans bramkowy. Gdyby Piast wówczas zdobył raptem punkt więcej grałby w pucharach.

Mimo potężnego kryzysu jesienią nikt wówczas nawet nie pomyślał o zwolnieniu Waldemara Fornalika. Dzięki temu wiosną Piast znów pokazał swoją moc. Trener, który zasłużył na pomnik w Gliwicach wydawało się, że niezależnie od wyników jest nie do ruszenia. Zwłaszcza, że za sprawą doświadczeń z Ruchu idealnie odnalazł się w niełatwym gliwickim środowisku.

Teraz przyszło ścięcie

Ostatnio na ławce Piasta Gliwice po raz drugi zasiadł Aleksandar Vuković. Piast zwalniając Fornalika znajdował się na piętnastym miejscu z dorobkiem 12 oczek. Zatrudnienie Vukovicia od początku mnie zaciekawiło. „Vuko” wcześniej pracował jako pierwszy trener tylko w Legii Warszawa, zdobywając z tym klubem mistrzowski tytuł w 2020 i jako strażak kończąc, ubiegły kompromitujący dla „Wojskowych” sezon. Ciekawiło mnie jak poradzi sobie w Gliwicach, bo to miał być pełny test jego umiejętności trenerskich. Nie ma co się oszukiwać, Legia w sezonie 2019/20 była drużyną znacznie „łatwiejszą” do prowadzenia niż Piast. Oparta na ligowych gwiazdach, świetnych indywidualnościach zespół to znaczne przeciwieństwo tego czym był Piast Waldemara Fornalika. Dlatego z zainteresowaniem odpaliłem starcie Piasta z Wartą Poznań.

Szybko zatęsknią za Fornalikiem

Tydzień temu nie miałem okazji oglądać debiutu Vukovicia przeciwko Koronie, gdyż byłem na innym ligowym meczu. Dzisiaj mogłem zobaczyć jak wygląda gra zespołu z Gliwic. Chociaż właściwie powinienem zobaczyć jak nie wygląda. Po pięciu latach z Fornalikiem różnice są zauważalne od razu. Vuković wie, że pełnia jego pracy nastąpi wiosną, bowiem do rozegrania jesienią pozostał już tylko jeden mecz. Jednak jeśli Piast dalej będzie wyglądał tak jak w spotkaniu z Wartą to czuję, że za rok będą mieli okazję zobaczyć jak piękną miejscowością jest Głogów. No chyba, że Chrobry awansuje do ekstraklasy. Różnica na boisku między Piastem i Wartą była widoczna gołym okiem. Podopieczni Dawida Szulczka grali kombinacyjnie, zmieniali ustawienie, szukali kontr. Piłkarze Vukovicia wyglądali za to jakby trener przekazał im rady na wzór tych, jakie od Jerzego Brzęczka dostał Krystian Bielik.

Test, który może oblać

Zatrudnienie przez Piasta Vukovicia było niewielką sensacją. Jego ogłoszenie pojawiło się raptem kilkanaście minut po zwolnieniu Fornalika, a przez ten czas przez internet przeleciała lista nazwisk od Jana Urbana, przez Ireneusza Mamrota po Marcina Brosza. O tym, że jego praca w Gliwicach będzie testem pisałem już powyżej, ale warto zastanowić się co go czeka. Siłą Fornalika było wyciąganie maksa z piłkarzy co najwyżej przeciętnych. Przy byłym selekcjonerze rozkwitli Valencia i Felix, Patryk Sokołowski stał się czołowym ligowym pomocnikiem, a Sebastian Milewski czy Tomasz Mokwa potrafili przypominać dobrych ligowców. Piast potrafił, dzięki przytomnie grającej obronie, umiejętności kontr i dobieraniu wykonawców pod Fornalika do ofensywy, być niebezpieczny dla każdego ligowego rywala.

Vuković to inna myśl trenerska niż Fornalik, a tym bardziej jego pogromca Szulczek. Serb jest trenerem w stylu miksu Janusza Wójcika, Albina Mikulskiego i Stefana Majewskiego. Motywacja wypełniona okrzykami, impulsywne polecenia i potrzeba jazdy na dupie jak to się pięknie mówi, a także mocne treningi. Nie zdziwiłoby mnie nawet, gdyby Piast szykując się do wiosny pojechał biegać w nieodległy Beskid Śląski. Parafrazując pewien popularny film z futbolem w tle, Vuković ma psychologiczne podejście – u niego się zapier…

Jeżeli Vuković wiosną nie tylko utrzyma, ale znacznie poprawi sytuację Piasta to zda ten egzamin i pokaże, że jest dobrym trenerem. Jeżeli jednak nie utrzyma Piasta, zrobi to „o włos” lub co gorsza doprowadzi do spadku, to może definitywnie pogrzebać swoją karierę trenerską. Dlatego będę dość mocno śledził kadencję Serba z polskim paszportem, ale sam w wielkie sukcesy tego szkoleniowca przy Okrzei nie wierzę.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Felietony