Obserwuj nas

PZPN

Marek Papszun, a reprezentacja Polski

Marek Papszun przewija się w medialnej dyskusji o polskiej kadrze, jako potencjalny selekcjoner, co najmniej od stycznia roku 2022. Kiedy Paulo Sousa porzucił polską kadrę i wyruszył do Brazylii terroryzować lokalny futbol, wśród kandydatów do objęcia steru reprezentacji wymieniano Adama Nawałkę, Czesława Michniewicza, a także Marka Papszuna. Osobiście należałem wtedy do teamu Nawałki, ale wybór Michniewicza przyjąłem z otwartymi ramionami; „opcja papszuńska” w ogóle mnie nie przekonywała. Biorąc pod uwagę, że być albo nie być polskiego piłkarstwa było wtedy wygranie dwóch meczów, potrzebowaliśmy zadaniowca. Tego, który nas na te dwa mecze taktycznie ustawi.

Marek Papszun nie ma wizerunku zadaniowca. Raczej człowieka, który potrzebuje czasu, cierpliwości i dużej władzy, żeby coś zbudować. Czy to oznacza, że właśnie nadszedł idealny moment na sprawdzenie go w roli selekcjonera? Nasi bezpośredni rywale do awansu na Euro to Czesi, Albańczycy, Mołdawianie i Farerzy. A awansować możemy z drugiego miejsca (nawet trzeciego po barażach). Wyjście z grupy nie jest zagrożone, więc można by się skupić na wypracowaniu czegoś więcej niż wybijanie piłek z naszego pola karnego. Teoretycznie, idealny moment na Papszuna, prawda? Nie do końca.

Czy to nie za wcześnie?

To pytanie jest jak najbardziej na miejscu. Nawet gdy obłudnie zadaje je Zbigniew Boniek, a właściwie nie zadaje go, tylko poucza, że Papszun jeszcze się nie nadaje. Brak mu doświadczenia. Może za 5 albo 6 lat będzie odpowiednim kandydatem. Doprawdy słowa paradne, nawet jeśli nie pozbawione racji, jak na kogoś, kto zatrudnił na stanowisku selekcjonera Jerzego Brzęczka. Człowieka, którego największym trenerskim osiągnięciem było spektakularne piąte miejsce w Wisłą Płock w Ekstraklasie. Dwa wicemistrzostwa Polski, dwa Puchary, dwa Superpuchary i przeprowadzenie drużyny z drugiej ligi do Ekstraklasy Papszuna to zupełnie inna liga.

Wreszcie sam Marek Papszun deklaruje, że jest gotowy do objęcia reprezentacji i że nie czułby żadnych kompleksów komenderując piłkarzami pokroju Lewandowskiego i Zielińskiego. Słowa buńczuczne? Być może, ale w polskiej piłce cierpimy na tak poważny deficyt ludzi charakternych, że pewność siebie Papszuna – niewątpliwego człowieka sukcesu – to miła odmiana. Czy Papszun osiągnąłby z kadrą sukces? Jako kibic Rakowa mam nadzieję, że jeszcze długo się o tym nie przekonamy, bo pan Marek będzie miał mnóstwo pracy w Częstochowie przy Limanowskiego. W pełni rozumiem marzenie o prowadzeniu reprezentacji Polski, ale sądzę, że opuszczając Raków będący faworytem w walce o upragnione mistrzostwo, popełniłby duży błąd. Sam zresztą chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo w swoich wypowiedziach, nawet gdy teoretycznie rozprawia o pracy w kadrze, to zawsze podkreśla, że na pierwszym miejscu stawia wypełnienie celu z Rakowem. No, ale jeśli by jednak został tym selekcjonerem?

Czy Marek Papszun w ogóle nadaje się do pracy z reprezentacją?

Często podkreśla się, że praca trenera klubowego i reprezentacyjnego to dwie zupełnie różne bajki. Zarówno wielu świetnych selekcjonerów w klubowym futbolu nie osiągnęło nic. Jak i wielu trenerów sprawdzonych w klubach zaliczyło nieudane kadencje w reprezentacjach. To drugie polski kibic zdążył zresztą poznać z autopsji na przykładach Smudy, Fornalika, Brzęczka, a mimo wszystko, także Michniewicza. Zawsze oczywiście można rzucić na stół kartę z Adamem Nawałką jako kontrprzykład. Można by nawet doszukiwać się podobieństw w etyce pracy, szczegółowości, organizacyjnym „zamordyźmie” obu trenerów, żeby wybór Papszuna uzasadnić.

Gdy szukam jakichś jednoznacznych argumentów go dyskwalifikujących, do głowy przychodzi mi tylko empirycznie potwierdzona prawidłowość. Marek Papszun nie boi się wchodzić z piłkarzami (zwłaszcza tymi bardziej zasiedziałymi w szatni) w konflikt. A niestety nawet gdyby Cezary Kulesza obdarzył go 100% zaufaniem i wolną ręką, to obawiam się, że konfliktu z Robertem Lewandowskim selekcjoner by nie przetrwał. Z drugiej strony ciągle powtarzamy, że nadszedł czas na wymianę pokoleniową i pożegnanie się z niektórymi członkami starszyzny i tutaj lubujący się w czyszczeniu szatni z leserów Papszun, na pewno by się sprawdził.

Marek Papszun vs Jan Urban

To najpoważniejszym polski kandydat do objęcia stołka selekcjonera. Zaryzykowałbym nawet, że obecnie jedyny poważny. Gdyż Macieja Skorżę wiąże kontrakt w Japonii. Natomiast sam fakt, że kandydatura Jana Urbana jest traktowana przez niektórych dziennikarzy i „ekspertów” serio, naprawdę źle świadczy o stanie naszej piłki. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby postawieni przed wyborem kadrowicze: Papszun albo Urban, wskazali na tego drugiego. Pan Jan to człowiek bardzo sympatyczny, wesoły. Pewnie nie próbował by ingerować w reprezentacyjną hierarchię ani wymagać za wiele od zawodników. Taki trener przy którym nie doszłoby do żadnej rewolucji. Gdy z drugiej strony masz na horyzoncie pracoholika i zamordystę, to co miałoby za nim przemawiać? Ambicja? Cóż, obserwując ostatnio naszych kadrowiczów, mam wątpliwości czy rzeczywiście muszą się z nią mierzyć.

Zbawienny populizm

Mam nadzieję, że PZPN pójdzie po linii najmniejszego oporu i chcąc ratować swój mocno nadszarpnięty wizerunek, nie będzie ryzykował z kolejnym trenerem z sukcesami w polskiej lidze. Nie apeluję przeciwko Papszunowi, czy przeciwko Polakowi na stanowisku. Apeluję przeciwko kolejnemu eksperymentowi, który może wypalić! Zatrudnijmy doświadczonego w pracy z reprezentacjami fachowca jak Martinez, Petković, czy Renard! Człowieka, do którego kadrowicze poczują naturalny respekt i który nie będzie ich musiał do siebie przekonywać, jak pewnie musiałby Papszun. Prezes Kulesza udowadniał już jak znaczący wpływ na jego decyzje ma opinia publiczna. Dokładnie przeciwnie niż u jego poprzednika. Oby więc dla dobra polskiego piłkarstwa wsłuchał się w głos tt.piłka nożna i tym razem!

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej PZPN