
W miniony weekend w meczu 35. kolejki PKO BP Ekstraklasy Legia Warszawa pokonała na własnym stadionie Cracovię 2:0. Tym samym drużyna ze stolicy zapewniła sobie na dwie kolejki przed końcem mistrzostwo Polski. Jednak czy ten zespół jest na tyle dobry, aby w tym roku zaistnieć w Europie?
Dwa spotkania przeciwko zespołowi Michała Probierza i dwie zupełnie różne drużyny. Pierwsza – przestraszona, wręcz zaskoczona postawą gospodarzy w zmaganiach pucharu Polski. Drużyna, która nie potrafiła rozegrać tak piłki, aby zgubić obronę rywali i wykreować sobie czystą pozycję strzelecką. Natomiast w sobotę było zdecydowanie widać chęć rewanżu za wtorkową porażkę. Po prostu Legioniści pokazali sportową złość i jakość piłkarską. Do samego końca starali się uprzykrzyć życie na boisku gościom. Efekt? Pewna wygrana 2:0, mnóstwo akcji, zaangażowania i świętowanie mistrzostwa Polski na warszawskich bulwarach.
Szatnia kluczem do sukcesu
Trener Aleksandar Vuković przeszedł niesamowitą drogę trenerską przy Łazienkowskiej 3. Jeszcze parę miesięcy temu mogliśmy oglądać Serba jako żywiołowego reagującego asystenta pierwszego trenera. To on zazwyczaj miał najwięcej do powiedzenia przy linii bocznej boiska, nieraz dostawał upomnienia od arbitra techinczego czy głównego. Z czasem awansował na głównego trenera, i nastąpiła diametralna zmiana. Vuković stał się trenerem już nie tak impulsywnym jak kiedyś. Dojrzał, spoważniał, nie bał się krytyki, ale również wykonał fantastyczną pracę w szatni.
Nie jest łatwo stworzyć tak dobrą atmosferę, gdy do klubu przychodzi kilku nowych zawodników w tym obcokrajowcy. Vuković już wcześniej u boku Jacka Magiery, udowadniał że w szatni po wygranych meczach radzi sobie fantastycznie. Tak było i tym razem, mimo sprzedaży kluczowych zawodników jak Niezgoda czy Cafu. Serb stworzył drużynę przez duże D. Znalazł nowe pozycje dla Brazylijczyka Luquinhasa i dla niekwestionowanego odkrycia tego sezonu – Michała Karbownika. Kiedy Legioniści wychodzili na boisko, było widać, że przez 90 minut jeden za drugiego potrafiłby skoczyć w ogień. Dało się odczuć, że jedną z tajemnic sukcesu jest właśnie dobra atmosfera panująca w szatni, pomimo tego że kryzysów podczas pracy Vukovicia było przecież mnóstwo.
Wzmocnienia od zaraz
Pandemia koronawirusa pokazała, że pomimo szerokiej ławki rezerwowych, nie było w niej aż tyle jakości. Trener Vuković tuż po meczu z Cracovią zaapelował o pięć-sześć wzmocnień na poziomie ostatniego przeprowadzonego transferu (Filipa Mladenovicia). Sir Alex Ferguson powiedział kiedyś, że atakiem wygrywa się mecze, a obroną zdobywa się mistrzostwa. Gdy spojrzy się na tabelę Ekstraklasy, trudno się nie zgodzić ze słowami wybitnego Szkota. Na dzień 13.07 to Legia straciła najmniej bramek w lidze. Jednak tylko jedno trafienie więcej ma Lech Poznań. Bardziej martwi mnie liczba porażek (9!), ponieważ mistrzowie innych wielkich lig mają ich maksymalnie po 4-5.
– Jaki budżet mamy na wzmocnienia? Kreatywny. – mówił w „Magazynie Sportowym” Przeglądu Sportowego dyrektor sportowy Legii Warszawa, Radosław Kucharski. Co mamy rozumieć poprzez wyrażenie, że „budżet jest kreatywny”? Jest on pewnie zależny od tego, za ile milionów zostanie sprzedany Michał Karbownik. Jednak moim zdaniem priorytetem jest zakup solidnego golkipera. Radosław Cierzniak ma już swoje lata, a Wojciech Muzyk wraz z Cezarym Misztą nie są jeszcze gotowi, aby stanąć pomiędzy słupkami bramki Legii. Dodatkowo warto będzie zadbać o bocznego obrońcę. Luis Rocha to dla mnie jedna wielka zagadka. Owszem, Vesović to jeden z najlepszych zawodników w Ekstraklasie na swojej pozycji, jednak gdy wypadł, to Vuković nie bez przyczyny przesuwał na jego miejsce Karbownika zamiast dać szansę Stolarskiemu. Ostatnim transferem, który na miejscu trenera bym przeprowadził jest kupno zawodnika ofensywnego. Zdecydowanie byłby to gracz najbardziej wysunięty, który w sezonie jest w stanie zagwarantować min. 20 bramek.
Bolączka jednego meczu w eliminacjach
W przeszłości nie ma co ukrywać, że Legioniści nieraz potrzebowali drugiego spotkania w eliminacjach, aby zmazać plamę z poprzedniego spotkania. Tym razem UEFA zarządziła, iż w trzech pierwszych rundach eliminacji LM (i we wszystkich czterech LE) odbędzie się tylko jeden mecz. Będzie to nie lada problem. Pamiętamy przygody z fińskim Kuopio, gorącą Astaną, czy potyczki ze słynnym na całą Polskę – Dudelange. Podopieczni trenera Vukovicia muszą być idealnie przygotowani pod kątem fizycznym od pierwszego meczu. W tym roku margines błędu jest jeszcze mniejszy niż w poprzednich latach. Nie ma miejsca na żadne wpadki.
– Z powodu pandemii straciliśmy ponad 20 milionów zł (..) – powiedział w rozmowie z Robertem Błońskim z Przeglądu Sportowego prezes Legii Warszawa, Dariusz Mioduski. Nic dziwnego, że także w tym roku brak awansu do europejskich pucharów będzie zarówno klęską sportową, jak i finansową. Czy można śmiało powalczyć o Ligę Mistrzów w tym sezonie? Moim zdaniem, awans do tych prestiżowych rozgrywek będzie arcytrudny. Patrząc realnie na personalia i możliwe wzmocnienia, myślę że faza grupowa Ligi Europy jest w zasięgu. Pamiętajmy, że w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów grają nie byle jakie kluby. Zakładając, że Mistrzom Polski uda się przejść trzy pierwsze rundy to w ostatniej mogą trafić na takie zespoły jak: Ajax, Red Bull Salzburg, Olympiakos czy Celtic (oczywiście w sytuacji, gdy Legia jest nierozstawiona). Triumfatorzy PKO BP Ekstraklasy swojego rywala poznają 9 sierpnia, a 18 lub 19 sierpnia staną do walki o Europę.
Fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com