
Żyleta, skandująca imię i nazwisko trenera Radomiaka Radom, to chyba idealne podsumowanie roku oraz tego, co dzieje się w chwili obecnej w Legii Warszawa. Gospodarze pomimo tego, że częściej byli przy piłce w niedzielny wieczór, nie zdołali wpakować piłki do bramki Majchrowicza. Bezradność i brak werwy, tak można ocenić to, co zaprezentowali mistrzowie Polski. Chyba nikt inny jak kibice z Łazienkowskiej nie czekali tak bardzo na przerwę w rozgrywkach, licząc na to, że nowy rok przyniesie zupełnie inny zespół…
Samobój do szatni
Już nie raz trener Dariusz Banasik udowadniał, że potrafi się idealnie przygotować na starcie z lepszym zespołem. W końcu to Radomiak przyjechał na Legię jako zespół, który nie zaznał porażki od 10 (!) ligowych spotkań. Co naprawdę robi wrażenie, patrząc na to, że zespół z Radomia jest beniaminkiem w sezonie 2021/2022. Jaki plan gry Radomiaka na mecz z mistrzami Polski? Trener Banasik mówił, że jego podopieczni odważnie wejdą w spotkanie. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej, Legia przejęła inicjatywę, a goście cofnęli się na swoją połowę. Dopiero wtedy starali się odzyskać piłkę spod nóg gospodarzy.
Legia była zdecydowanie bezzębna tego dnia. Co prawda udało im się dostać na szesnasty metr pola karnego gości (i nawet oddali dwa strzały celne!), ale brakowało konkretów. Zabrakło przyspieszenia w akcjach ofensywnych, elementu zaskoczenia, czegoś, na co Radomiak nie był przygotowany. Gospodarze byli skoncentrowani na dośrodkowaniach z bocznych sektorów boiska, ale bardzo mało z nich wynikało. Muci starał się operować w przestrzeni pomiędzy Lopesem a Josue. Jednak efekt był mierny, ponieważ Radomiak umiejętnie zagęszczał środek pola gry i „wypędzał” legionistów do boku.
https://twitter.com/Grzegor22655442/status/1472789043893186563
***
Legia najlepsze okazje miała za sprawą Rafaela Lopesa, który, jak się okazało po spotkaniu, wystąpił z problemami zdrowotnymi. Nadal utrzymuję swoje zdanie, że Portugalczyk nie powinien grać osamotniony w ataku. Zdecydowanie lepiej wygląda, gdy tuż obok niego występuje inna „dziewiątka”. Radomiak wyglądał na zespół nieco przestraszony, ale koniec końców to on zdołał objąć prowadzenie tuż przed zejściem do szatni. Kuriozalne było to, co wydarzyło się w polu karnym Legii. Nawrocki z Wieteską – nie wiem o czym rozmyślali, ale zachowali się zbyt biernie. Karol Angielski zdążył przyjąć i wepchnąć piłkę w kierunku bramki Boruca. Finalnie skończyło się na samobójczej bramce, która wyraźnie podcięła skrzydła Legii Warszawa.
– Mecz do pierwszej bramki z naszej strony można było odbierać pozytywnie. To my mieliśmy inicjatywę, oprócz pierwszych 2-3 minut. Kontrolowaliśmy grę. Mieliśmy bardzo dobrą sytuację Rafaela Lopesa i kilka innych niezłych szans. Do momentu straty pierwszej bramki kilka pozytywów było. Reakcja po straconej bramce była taka, jaka nie powinna być. Na ten moment zespół właśnie tak reaguje na tego typu wydarzenia. Będziemy pracować nad tym, żeby jak najszybciej to zmienić. W życiu jest tak, że nie zawsze wszystko się układa tak, jak chcesz. Liczy się twoja reakcja i to, jak wrócisz do gry. Z tym mamy na ten moment problem. Dzisiaj możemy myśleć tylko o tym, co jest przed nami. Ostatni czas jest dla nas bardzo trudny. Każdy się cieszy, że to koniec tego roku. Wiem, że tę drużynę i ten klub stać na dużo więcej. Tak będzie po Nowym Roku – mówił na konferencji pomeczowej trener Vuković.
Sukcesywne odzyskiwanie pewności siebie
Po zdobytej bramce Radomiak poczuł, że jest w stanie nie tylko powalczyć z Legią o remis, ale również zgarnąć całą pulę. W drugich 45 minutach znacznie śmielej atakowali drużynę Vukovicia. Oprócz jednego dośrodkowania Mladenovicia w pole karne pomiędzy bramkarza a obrońców tak naprawdę nie można powiedzieć, że cokolwiek zagrażałoby bramce Majchrowicza. Wstyd po prostu. Radomiak zauważył, że tak naprawdę Legia jest mentalnie rozbita i coraz śmielej udawał się pod pole karne rywali. Nawet Arturowi Borucowi zdarzały się dość proste błędy tego dnia, chociażby przy wyjściu poza pole karne, gdzie później po akcji z rzutu z autu padła bramka zdobyta przez Mauridesa.
Kilka sekund przed katastrofą…
Legia – Radomiao 0:2 #LEGRAD pic.twitter.com/4FJlT40cdP— Tomasz Kawa (@TomaszKawa) December 19, 2021
https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1472638994391388168
***
Uważam, że po tej bramce Radomiak zyskał bardzo dużo pewności siebie. Michał Kaput w środku pola mijał jak chciał Josue oraz Slisza. Z minuty na minutę pozwalali sobie na coraz więcej, a Legia przy całym zamieszaniu wydawała się bezradna. Co raz, czy to Josue, czy to Slisz wyprowadzali piłkę ze środkowej strefy pod pole karne, na próżno było szukać opcji do rozegrania. Jedyny zdecydowany ruch robił młody Włodarczyk, który starał się, jak mógł, ale widać że brakuje mu jeszcze sporo, aby grać na poziomie Ekstraklasy.
– Źle reagujemy na straconego gola. Przeciwnik po strzeleniu gola tworzy sobie kolejne sytuacje. Coś się musi dziać, że rywal w ciągu trzech minut tworzy sytuacje, a wcześniej – przez 30 minut – nie jest w stanie tego zrobić. Potrzebujemy też więcej jakości i to jest jasne. Na pewnych pozycjach trochę tej jakości nam brakuje. Na taki obraz nakłada się kilka czynników, nie tylko aspekt mentalny. On jest na tę chwilę najbardziej widoczny i nad tym mogliśmy pracować. Znaleźliśmy drużynę w cudzysłowie leżącą na podłodze i z tej podłogi musieliśmy ją podnosić. Grupa ludzi z jakością była dzisiaj poza składem. Ta drużyna potrzebuje też na nowo przygotować się na odpowiedni poziom, jeśli chodzi o fizyczność – powiedział trener Vuković na konferencji po meczu.
Gwóźdź do trumny warszawiaków wbił Angielski, a pomógł mu Ciepiela. Uważałem, że Legii w tym spotkaniu brakowało dodatkowego środkowego pomocnika do rozegrania piłki, gdy wszedł młody Ciepiela miałem nadzieję, że da powiew świeżości, ale chwilę później spowodował karnego… No nie da się tego wybronić, po prostu nie da… Nawet zawodnikom z ławki udzielił się marazm, jaki prezentował zespół przez całe spotkanie.
Zbawienna przerwa
W pewnym momencie niedzielnego spotkania miałem wrażenie, że wszyscy zawodnicy Legii czekają już na końcowy gwizdek, żeby odetchnąć i udać się na przerwę zimową. Klub ze stolicy potrzebuje gwałtownego remontu. I ten remont się zaczął, bo dzisiaj według informacji Piotra Kamienieckiego ze sport.tv.pl z Legii odejdzie dyrektor sportowy akademii Richard Grootscholten oraz szef skautingu Tomasz Kiełbowicz. Jednak czy to oni są naprawdę winni w tym zamieszaniu? No nie wydaje mi się… Na stanowisku nadal pozostaje Radosłąw Kucharski, odpowiedzialny za wszelkie transfery oraz Tomasz Zahorski, doradca Dariusza Mioduskiego, który tak naprawdę koordynuje działaniami prezesa. Cała trójka zresztą dostała kilka „pozdrowień” podczas niedzielnego meczu.
Mniej niż dziesięć minut do końca. Kibice Legii dorzucają kolejną przyśpiewkę pod adresem Dariusza Mioduskiego.
"Łubudubu łubudubu
Wypierdalaj z tego klubu"#LEGRAD— Filip Macuda (@f_macuda) December 19, 2021
Mecz z Radomiakiem był potwierdzeniem, że spotkanie z Zagłębiem Lubin było meczem wywalczonym na „jeździe na dupie”. Tej jazdy zabrakło w meczu z zawodnikami trenera Banasika. Jeśli brakuje ci umiejętności piłkarskich i widzisz, że nie idzie, to trzeba zacisnąć zęby i z wątroby dać wszystko, co się ma. Po meczu środowym istniała mała nadzieja, że zawodnicy Legii udadzą się na Legię w dobrych nastrojach, zmotywowani do pracy w nowym roku. Jednak po raz kolejny dostali, kolokwialnie mówiąc, w łeb.
Pan trener Dariusz Banasik znów pokazał, że nie można lekceważyć jego zespołu. Dodatkowo miłym zaskoczeniem dla niego był fakt, że cała Żyleta skandowała jego nazwisko. Sam z resztą bardzo cieszył się z powrotu na Łazienkowską i wspominał, że bardzo ceni ludzi, którzy tutaj pracują. Moim zdaniem Radomiak wygrał to spotkanie świetną organizacją gry w obronie. Rossi udowodnił, że bezapelacyjne zasłużył na miejsce w najlepszej jedenastce rundy jesiennej PKO Ekstraklasy. Ile ja bym dał, żeby Legia z Radomiakiem nie tylko zamienili się miejscami, ale również trenerami…
Radomiak pod Żyletą#LEGRAD pic.twitter.com/PaWbVsmVj9
— Ramirez (@CommonSensePL) December 19, 2021
fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com