
Poziom Wisły w Grudziądzu jest od wielu lat niski w miesiącach letnich. Ale tak żenująco niskiego poziomu Wisły w marcu nie widziałem w Grudziądzu nigdy. Po obejrzeniu tej drużyny na żywo stwierdzam, że nie dziwi mnie, iż zamieszani są w walkę o spadek. Mało tego, rzeczony spadek będzie zapewne wypadkową wszystkiego, co ostatnio dzieje się w klubie.
„Potrzebne są zmiany, konieczne są zmiany”
Cytat z zespołu Dezerter i ich ponad 30-letniej piosenki idealnie oddaje moment, w jakim znajduje się Wisła. Zmiany należy rozpocząć od samej góry. Mam olbrzymi szacunek do tria Królewski, Błaszczykowski, Jażdżyński za to, że uratowali Wisłę, cała trójka to ludzie, którzy jak nikt rozumieją biznes, ale ludzie, którzy są ich reprezentantami w klubie nie zawsze są odpowiednimi osobami. Oczywiście wprowadzili oni w gabinetach dwie dobre zmiany – Maciej Bałaziński, to człowiek idealny do pracy w takim klubie jak Wisła. Tomasz Pasieczny nakreśla drogę, którą powinny kierować się polskie kluby, jeśli chodzi o zatrudnianie dyrektorów sportowych. Jednak moim zdaniem sytuacja, w której prezesem klubu jest brat współwłaściciela nie jest może sytuacją dziwną w polskiej piłce, ale niekoniecznie korzystną dla działania klubu. Zarówno Rafał Wisłocki jak i Piotr Obidziński byli półkę wyżej niż Dawid Błaszczykowski jako prezesi. W tym w obyciu medialnym – brat Kuby Błaszczykowskiego popełnia sporo błędów w trakcie wywiadów.
Wydaje mi się, że Dawid Błaszczykowski byłby idealną osobą, ale w innej roli – jako członek Rady Nadzorczej na przykład. Prezesem powinien być ktoś taki, jak wzmiankowany wcześniej Obidziński. Wiśle dzięki zmianie właścicieli udało się pospłacać długi narobione przez poprzedników, ale dziś budzą się w sytuacji, gdy realne jest odcięcie od niezwykle ważnych dla budżetu klubu pieniędzy z Canal+.
„Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień”
Oczywiście gabinet prezesa jest istotny, ale to szatnia jest kluczowym miejscem w klubie. W wiślackiej szatni przydałaby się wymiana połowy kadry. Dziś w Wiśle brak jakościowych zawodników. Oprócz Frydrycha, Biegańskiego, młodych Starzyńskiego i Szota oraz ewentualnie Ondraska w krakowskim zespole widzę głównie zawodników grających na poziomie niskim.
W ofensywie myślę, że zyskiem dla Wisły byłby Kazimierz Kmiecik, który co prawda jest już wiekowy, ale samym zaangażowaniem dużo by podziałał. Kliment, Hugi i Cisse są beznadziejni. Ten trzeci widać, że ma talent, ale dziś, gdy go widziałem na żywo stwierdziłem, że Bóg dał wiele jego nogom, ale odebrał głowie. Jeździec bez głowy – a do tego zawodnik, który gdy traci piłkę, z miejsca fauluje. Hugi i Kliment – brak słów. Dużym problemem Wisły jest też pewien defensor. Jeżeli objeżdżają cię piłkarze w ESA – nie ma tragedii jeszcze, ale jeśli nie dajesz rady z trzecioligowcem – czas na transfer do Wieczystej. Tak wygląda obecnie Maciej Sadlok.
„Zgubiłem swoje myśli”
Jerzy Brzęczek nie jest na pewno złym trenerem, ale kadencja w kadrze zrobiła z niego pośmiewisko. Słynne „Krystian próbuj” i tym podobne do dziś niektórych bawią. Z drugiej strony są one bardzo… Prawdziwe. Przez cały mecz obserwowałem Jerzego Brzęczka, to jak zarządza meczem, jak się zachowuje. Były selekcjoner albo krzyczał na sędziego, albo kręcił się nerwowo przy linii. Nie tylko dochodziło do momentów, gdy to Radosław Sobolewski swoimi okrzykami nastrajał zespół. Większą kontrolę nad spotkaniem niż były selekcjoner miał Marcin Płuska.
Najgorsze, że porażka w Wiśle może za byłym trenerem kadry ciągnąć się dłużej niż ta w reprezentacji. Bo chociaż za czasów, gdy był on selekcjonerem niektóre media próbowały z Brzęczka zrobić debila, a Małgorzata Domagalik dołożyła drewien do pieca z hejtem na Brzęczka swoją koszmarną książką, to nie zasługuje on na taką łatkę. Słuchając go i śledząc decyzje, jakie podejmuje, gdy ma spokój, widać, że jest naprawdę dobrym trenerem. Niestety w momentach kryzysu Brzęczek nie potrafi zarządzać i to widać w takich meczach, jak ten w Grudziądzu. Jednak tym, co może na swój sposób „spalić” Brzęczka jako trenera, w przypadku ewentualnego spadku Wisły i sprawić, że wypadnie on z karuzeli jest to, że Błaszczykowscy to jego rodzina.
Ten miecz jest zresztą obosieczny, bo Brzęczkowi może się obrywać, że jest tak słabym trenerem, że musi go zatrudniać rodzina – niestety memy i inne treści internetu sprawiły, że po pracy selekcjonerskiej duże grono kibiców uznaje Brzęczka za nieudacznika i słabego trenera, na szczęście ja się do tego grona nie zaliczam. Błaszczykowscy zaś mogą zebrać cięgi za to, że ratować ligę postanowili swoim wujkiem, zamiast postawić na jakiegoś innego trenera.
„Jesteśmy jak sumienie, które spać nie daje”
Wisła ma bardzo duże i zaangażowane grono fanów, którzy mają swoje oczekiwania. Oczywiście czasem przesadne jak wszyscy kibice, ale to również oni ratowali ten klub trzy lata temu. Jestem niemal pewien, że nie po to, by móc z dumą pojechać na mecze ligowe do Niepołomic albo Głogowa. Dlatego też trudno im zaakceptować to, jak wygląda dzisiaj klub. Po meczu w Grudziądzu piłkarze wysłuchali chociażby, że mają się bardzo szybko oddalić z Wisły. Myślę, że to oni są sumieniem tego klubu, które powinni chcieć uspokoić piłkarze, zarząd i trener. Jak to zrobić? Bardzo prosto – pokazać zaangażowanie na boisku. Bo Wisła dziś gra bez tego słynnego „dawania z wątroby”.