
To było prawdziwe święto przy Bułgarskiej. Na setne urodziny Lecha Poznań dopisali nie tylko kibice, ale i piłkarze. Ponad czterdzieści tysięcy widzów zrobiło atmosferę na trybunach, a piłkarze pewnie wykonali swoją pracę. Lechici w pierwszej połowie nie zachwycali, ale po zmianie stron dyktowali tempo i zagrali o wiele pewniej. Bohaterem został rezerwowy Joao Amaral, który rozkręcił grę swojego zespołu. Dzięki temu zwycięstwu Lech zrównał się punktami z Rakowem Częstochowa i traci punkt do liderującej Pogoni Szczecin. Walka o mistrzostwo po przerwie na reprezentację zapowiada się pasjonująco.
Bezradność w pierwszej połowie
W pierwszej połowie mało się działo. Jak na taką uroczystość to kibice dostali marne widowisko. Lech długo trzymał kibiców w niepewności. Dopiero w drugiej połowie się zreflektował i wreszcie dostosował poziom gry do okoliczności.
W pierwszej połowie mógł podobać się pressing Lecha. Maciej Skorża po ostatnich wpadkach mówił, że jego drużyna przegrywała z determinacją i walką przeciwników. Od początku tego spotkania widać było, że Lechici wyszli zmotywowani. Chcieli Jagiellonii zabierać każdą część boiska. Przez pierwsze dwadzieścia minut, piłkarze Lecha nie tylko zamknęli przyjezdnych na ich własnej połowie, ale i w okolicach własnego pola karnego. Jubileusz i okoliczności sprawiły, że piłkarze się spięli i chcieli jak najlepiej zagrać. Niestety niewiele z tego wynikało w pierwszej części gry. Lech grał za wolno, a miał bardzo dobry plan. Chciał robić przewagę na skrzydłach podaniami prostopadłymi i zagrywać piłki za linię obrony przeciwnika. Przy szybszej grze to dałoby oczekiwane efekty. Przy wolniejszym rozegraniu, zawodnicy Jagiellonii zdołali się ustawiać w obronie i oddalać zagrożenie.
Sama Jagiellonia miała prosty plan. Murowanie na swojej połowie, byle nie stracić bramki, a z przodu może jakimś cudem wpadnie coś po kontrze. Było to o tyle trudniejsze, że Piotr Nowak zdecydował się na wariant bardzo defensywny i nie wystawił nominalnego napastnika. Na początku grał na tej pozycji Przemysław Mystkowski, a później tę rolę przejął debiutujący w białostockim zespole Diego Carioca. Walczył, biegał, starał się, ale niewiele z tego wynikało.
W pierwszej połowie taktyka Jagiellonii zdawała egzamin. Lech był zmuszony grać atak pozycyjny, ale robił to za wolno, żeby zaskoczyć obrońców drużyny z Białegostoku.
Fajerwerki po przerwie
Maciej Skorża musiał reagować i zrobił to perfekcyjnie. Za Daniego Ramireza na drugą połowę wszedł Amaral. Pierwszy jest typem piłkarza, który zagra świetną piłkę prostopadłą, ale ten drugi woli rozegrać piłkę z kolegą i wejść pomiędzy obrońców rywali. Sam trener Lecha na konferencji po meczu przyznał, że zapowiadał Amaralowi możliwe posadzenie go na ławce, żeby mieć większe pole manewru do zmiany w momencie, kiedy ta gra będzie za wolno prowadzona i nie da oczekiwanych efektów w postaci goli.
Gra Lecha zdecydowanie przyspieszyła i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 47. min. meczu, wbiegający między Matysika i Tiru, Karlstrom, zgrał piłkę głową do Ishaka, a ten uderzył z powietrza, zdobywając bardzo ważnego gola, nie tylko dla kibiców, ale też dla samego siebie i kolegów, bo zrzucił z nich ciężar i od tego czasu, Lechici zaczęli grać z większym luzem. Ciekawe, czy Szwed chciał tak zgrywać piłkę, bo wyglądało to raczej na przypadek. Jeśli chciał to było to genialne zachowanie.
Druga bramka wyglądała dokładnie tak, jak pisałem wyżej o Amaralu. Portugalczyk pograł z Kamińskim, wbiegł w pole karne i na wślizgu wykończył jego dośrodkowanie. Przy 2:0 Lechici wrzucili totalny luz w graniu i pewnie kontrolowali spotkanie. W 72. min. znowu pograli Kamiński z Amaralem, a ten drugi wyłożył piłkę Kownackiemu na strzał do pustej bramki. 3:0. Była jeszcze poprzeczka, ratująca Prikryla i strzał głową Milicia, który znakomicie wybronił Alomerović.
Fajerwerki były nie tylko na boisku, ale też na trybunach, gdzie kibice zgromadzeni w „Kotle” – trybunie dla najbardziej zagorzałych fanów Kolejorza, prezentowali kolejne oprawy przy odpalonych racach.
Przeszłość, która wywołuje dyskusje
Za oficjalną datę powstania klubu uznaje się 19 marca 1922 roku, kiedy zarejestrowano klub w okręgowym związku piłkarskim. Początkowo nie nosił on jednak nazwy Lech, a Lutnia. Zespół nie grał też przy Bułgarskiej, ale na Dębcu. Przez sto lat swojej działalności wywalczył siedem tytułów mistrza Polski i pięć Pucharów Polski.
W 2006 roku doszło do znanej każdemu kibicowi Ekstraklasy, fuzji Lecha Poznań i Amiki Wronki. Jednak nie była to typowa fuzja, do jakich dochodziło przed tym wydarzeniem. 1 czerwca wspomnianego roku zaczął działać KKS Lech Poznań, a sama Amica Wronki nie przestała wtedy istnieć. Od sezonu 2006/2007 występowała w III lidze, a po jego zakończeniu definitywnie zlikwidowano drużynę seniorską. W sezonie 2011/2012 rywalizowała w Wielkopolskiej Lidze Juniorów Młodszych, choć znajdowała się wówczas w strukturach KKS Lech Poznań. Na dobre Amica Wronki przestała grać dopiero w rozgrywkach 2012/2013.
Jacek Rutkowski kupił od władz WKP Lecha Poznań prawa do marki, tradycji, herbu i barw.
O zdanie na temat fuzji i obchodzonych urodzin Lecha, zapytałem związaną z Wronkami, redaktor portalu „Moje Wronki”, Zuzannę Mikołajczak-Książek:
Od dziecka kibicowałam wronieckiej Amice, moment, w którym dowiedziałam się o fuzji z Lechem nie należał do najłatwiejszych. Najbardziej byłam zła o to, że z Wronek zniknie piłka na wysokim poziomie, że tylko duże miasta mają do niej prawo. Jednak kiedy emocje opadły, spojrzałam na to z zupełnie innej strony. Połączenie stało się szansą na rozwój i umożliwiło uczestniczenie w meczach większej ilości osób. Przyczyna była prosta – o wiele większy i nowocześniejszy stadion przy Bułgarskiej. Dziś we Wronkach świetnie działa Akademia Lecha. A przy wronieckim stadionie powstaje nowoczesne centrum szkoleniowe. Nie potrafię zrozumieć zarzutów, że Lech nie świętuje wcale stulecia. Przecież w perspektywie historycznej liczy się ciągłość tradycji, podejście do szkolenia, a nie to, czyje pieniądze aktualnie zasilają konto klubu.
Miłe gesty
Prace związane z urodzinami Lecha szły pełną parą. Oprócz przystrojenia stadionu i okolic w barwy Kolejorza, stworzeniu okolicznościowych koszulek i szalików, zespół z Poznania pamiętał o rywalizacji międzynarodowej, jaką toczył przez wiele lat i wysłał do zagranicznych rywali okolicznościowe podarunki.
Utworzona została specjalna kolejka, symbolizująca historię niebiesko-białych na arenie międzynarodowej, a każdy jej wagonik odpowiadał konkretnej rywalizacji z danym zespołem. Kluby z różnych krajów doceniły ten gest, dzieląc się zdjęciami swoich prezentów w mediach społecznościowych oraz składając życzenia za pośrednictwem wiadomości tekstowych czy mailowych.
Oprócz tego wybrana została Złota jedenastka 100-lecia Lecha Poznań, której patronem medialnym został „Głos Wielkopolski”. Kapituła złożona z dziennikarzy oraz historyków klubu wybrała stu kandydatów, na których kibice głosowali za pośrednictwem ankiety w programie Lechici, a także na kuponach drukowanych przez „Głos Wielkopolski”.
W Złotej XI 100-lecia Lecha Poznań znaleźli się ostatecznie: Piotr Mowlik – Hieronim Barczak – Bartosz Bosacki – Damian Łukasik – Marek Rzepka – Jarosław Araszkiewicz – Roman Jakóbczak – Mirosław Okoński – Semir Štilić – Teodor Anioła – Robert Lewandowski.