Obserwuj nas

Felietony

W Warszawie tradycyjny początek sezonu

Tradycyjnie sezon piłkarski rozpoczął się od meczu o Superpuchar i równie tradycyjnie mecz ten Legia przegrała. Po szóstej porażce z rzędu, stała się też samodzielnym liderem w tej statystyce w Europie. Mecz ten i wszystko co po nim się działo, głównie w social media, to przyczynek do kilku wniosków przed nadchodzącym sezonem. Do zapoznania się z nimi serdecznie Cię Czytelniku zapraszam.

3-5-2, czyli Ty też możesz zostać ekspertem taktycznym

Przed, w trakcie i po meczu na temat nowego ustawienia Legii powiedziano chyba wszystko. Z rozmów na trybunach można było się dowiedzieć, że nowy system nie nadaje się do niczego, że nic nie wnosi i że generuje błędy. Przy całym szacunku dla każdego, systemy nie grają, tylko piłkarze, a zdaje się, że pamięć kibica jest dość wybiórcza, skoro zapomina szkolne błędy, jakie warszawska obrona popełniała niezależnie od ustawienia. Błędy, po jakich Arka strzelała Legii wynikają z indywidualnych pomyłek, a nie systemu. Po pierwsze – nie zapominajmy, że trójka obrońców, jaką przyszło nam grać, nie jest docelowa i w jej składzie personalnym zajdą spore zmiany.

Po drugie – każda zmiana rodzi się w bólach. Jak powiedział Hubert, znany Wam bliżej jako Merytoryczny Hejter – tak  samo ciężko Legia wychodziła ze starego 3–5–2 z obrońcami kryjącymi i stoperem, tak samo ciężko wchodziła w ustawienie 4–5–1. Zmiany wymagają czasu oraz cierpliwości i wbrew pozorom, przy poziomie rywali jakich mamy do połowy sierpnia, Legia ten czas ma. Poza tym, Legia w tym jednym meczu stworzyła tyle sytuacji, że można by nimi obdzielić całą rundę wiosenną ubiegłego sezonu. I jeśli chcemy na karb ustawienia zrzucać błędy w defensywie, to nie zapomnijmy na jego korzyść zaliczyć dużej swobody ofensywnej. Legia uczy się nowego ustawienia i tylko geniusz uczy się na błędach innych, normalny człowiek na swoich, głupiec nie uczy się wcale.

„Wczoraj powróciła nasza piłka. Nic mnie po 2 miesiącach nie zaskoczyło; bluzgi te same, poziom ten sam, pretensje te same, winny porażki zawsze sędzia i trener. Jedyna różnica to piękne bramki. Dokąd idziemy?………..”

Poziom irytacji na decyzje sędziego Złotka w obozie legionistów był wysoki, to fakt. Trybuny na każdą decyzję sędziego reagowały porcją gwizdów i epitetów, to fakt. Prezes Boniek zdaje się zapominać jednak, że faktem jest też to, że Złotek jest po prostu słabym sędzią, dającym kartki wedle sobie tylko znanego klucza. Irytację musiał budzić fakt, że dla graczy z Warszawy kartki wyciągał co raz, niczym prestidigitator króliki z kapelusza, a dla graczy Arki łapiących co chwila uciekających im przeciwników już nie. Oglądanie meczów sędziowanych przez tego pana nuży. I proszę żeby prezes PZPN przestał wymyślać sytuacje, które nie mają miejsca, bo kibice Legii porażki szukają u siebie, a nie w osobie sędziego. A bluzgi? Hasła „sędzia kalosz” na stadionie nie słyszałem od lat.

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść…

Jak nie trudno się domyślić – będzie o Miro Radovicu. Kiedy w 57. minucie spotkania opuszczał boisko, brzmiały brawa, tyle że były to brawa dla wpuszczonego kilka sekund wcześniej Carlitosa. I tylko to zapobiegło sytuacji, w której Rado byłby wygwizdany. Nie mniej dało się słyszeć wiele epitetów pod adresem Serba. Jestem daleki od lżenia, jakie słyszałem za sobą, bo jednak za wiele bramek, za dużo dobra, które tu zostawił Miro szacunek się należy. Nie będę jednak mylił szacunku z bezkrytycyzmem. Radović nie zasłużył na nawet jedno dobre słowo za mecz z Arką.

Był wolny, przewidywalny, irytujący, marnował często wysiłek kolegów. Nie da się ukryć, że Rado jest już po drugiej stronie rzeki i aby nie narażać się na śmieszność, pora na piłkarską emeryturę i to niekoniecznie po zakończeniu kontraktu, a znacznie, znacznie szybciej. Kiedyś była kiwka, balans ciała, bramki. A dziś? Snucie się po boisku i irytacja. Wolałbym, żeby sam zawodnik dał mi okazję do zapamiętania go z najlepszych lat, niż z tego jak będzie wyglądał ten sezon.

Ku normalności, czyli piwo na stadionie!

W meczu z Arką były dwa debiuty – boiskowy Carlitosa i piwa na stadionie. Sponsor Legii – marka Królewskie – zaoferowała kibicowi dostęp do złocistego trunku w specjalnie przygotowanych kioskach. Cena, pojemność i moc – rzeczy do oceny. Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję – 10 zł, 400 ml, 3,2%.

Pomimo wielu utyskiwań – mi smakowało i sprawiało radość z faktu, że można podczas meczu napić się w kulturalny sposób alkoholu, nie być zmuszonym do przemycania go na trybuny. Coś, co jeszcze kilka lat temu było straszakiem, coś co opisywano jako zapalnik, staje się normą. Kultura picia w Polsce od lat się cywilizuje i wpuszczenie słabego alkoholu na trybuny jest dla mnie czymś naturalnym. Dla sądzących, że alkohol będzie zapalnikiem mam tylko jedną uwagę. Alkohol zawsze był na stadionie obecny, czy to się komuś podoba czy nie. Z racji trudności w przemycie był to zazwyczaj alkohol mocny i to było znacznie bardziej niebezpieczne niż obecność lekkiego piwa.

Grillowanie Klafurica

Od kilku dni przez media płyną wartkim strumieniem artykuły o rychłym związku Legii i Adama Nawałki. I o ile przed mistrzostwami świata związek wydawałby się dla Legii atrakcyjny, to o tyle po mistrzostwach to nie Legia, a Nawałka jest ubogą panną na wydaniu. Strumień domysłów i spekulacji przybrał po meczu na sile, choćby za sprawą wpisu @janekx89. Jeśli to prawda, to władze klubu przyznały się, że Klafurić ostał się jedynie dlatego, że nie znalazły nikogo innego, że wszystkie opowieści o tym, jak to wygrał wizją można włożyć między bajki braci Grimm a opowieści Andersena.

Jest to o tyle dziwniejsze, że Klaf zasłużył na dużą dozę zaufania choćby po tym jak podniósł drużynę po Jozaku, choć nie musiał się godzić na objęcie schedy po swoim rodaku, będąc świadomym skali problemów. Klaf nie tylko podjął się tej, zdawać by się mogło, samobójczej misji, ale wywalczył dublet nie przegrywając żadnego meczu, pomimo szaleńczej presji.

Jeśli Dariusz Mioduski zdecydowany jest na Nawałkę, to znaczy, że czeka tylko na pretekst do zwolnienia Chorwata. Ruch ryzykowny, bo ciężko mi uwierzyć w to, że trybuny łatwo zaakceptują byłego selekcjonera. Ja, choćby z racji mojej oceny Nawałki jako trenera, jestem zdecydowanie przeciwny.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony