Connect with us

Felietony

Lech „Porażka” Poznań

Lech trzeci raz z rzędu traci bramkę i punkty w doliczonym czasie gry. Kibice mają już dość, a klubie praktycznie nic się nie zmienia od lat. Wszystko zaczyna się od mentalności. Klub z Poznania ma problem, którego nie da się pozbyć. 

Katastrofa w Belgii

Mecz ze Standard Liège był kluczowy, jeśli chodzi o dalszą walkę w Lidze Europy. Lech jednak od dłuższego czasu ma problemy z dyspozycją fizyczną. Była widać to w tym meczu, pierwsza połowa była beznadziejna. Zespół nie pokazał nic i tylko dzięki Bednarkowi nie przegrywał do przerwy. Można odnotować jeden pozytyw, mianowicie zespół gospodarzy kończył pierwszą połowę w czerwoną kartką. W drugiej połowie Lech grał lepiej i przejął inicjatywę, ale było to jedyne spowodowane grą w przewadze. „Kolejorz” dopiął swego w 60. minucie. Po kapitalnej asyście Puchacza, Ishak zdobył kolejną bramkę w LE. Lech miał wszystko swoich rękach i kompletnie to zawalił – zresztą jak zwykle. Najpierw Pedro Tiba zaliczył stratę w środku pola, która nie miała prawa się mu zdarzyć i Standard praktycznie natychmiast wyrównał. Potem zapomniał użyć mózgu Crnomarković i dostał drugą żółtą kartkę. Od tego momentu Standard chciał jeszcze bardziej wygrać i oczywiście poznaniacy znowu stracili bramkę w doliczonym czasie. I co z tego, że Benfica dwa razy zremisowała z Rangersami? Lech i tak stracił szansę na awans do fazy pucharowej.

Przegrany sezon?

Tracone bramki w ostatnich minutach spotkań to w tym sezonie dla „Kolejorza” chleb powszedni. Licząc wszystkie rozgrywki w tym sezonie Lech po 80. minucie stracił 9 bramek. To kosztowało go stratę 8 punktów w lidze i 3 w Lidze Europy. Porażka z Legią i remis z Rakowem były na tyle ważne, że drużyna przed startem kolejki traciła już do lidera 12 punktów.

Wszyscy chwalą podopiecznych trenera Żurawia za ofensywny styl, ale prawda jest taka, że zespół jest nieskuteczny. „Kolejorz” od początku sezonu traci głupio punkty w lidze i naprawdę ciężko to zrozumieć. Jedynie gra w LE mogła się podobać. Na tak wczesnym etapie i w takiej lidze jak Ekstraklasa, duża strata Lecha do fotelu lidera nie mieści się w głowie.

W LE mecze domowe w wykonaniu poznaniaków na razie są świetne, a wyjazdowe – bardzo słabe. To nie jest taka gra jak w eliminacjach, ale jednak rywale są mocniejsi. Eksperci kłócą się o to, czy problemem Lecha jest słaba dyspozycja, czy duża liczba rozegranych minut. Po wywiadach w Belgii można jednak odnieść wrażenie, że piłkarzom zabrakło koncentracji i chęci wygranej. Zmęczenie to jedno, lecz widać, że w meczach kiedy polski zespół jest faworytem, kompletnie sobie nie radzi z presją. Niby styl może się podobać, a skuteczności nie ma i piłkarze nie potrafią zdominować rywala. W rozgrywkach LE, Lech zagra jeszcze w Portugalii i podejmie u siebie Szkotów. Wygrana obu meczów to „mission impossible”. W lidze sytuacja jest bardzo zła, matematyczne szanse na mistrza są, ale „Kolejorz” musiałby przede wszystkim zacząć wygrywać, a na razie tego nie potrafi.

Wąska kadra

Piłkarze na pewno mogą czuć zmęczenie. Nikt w Polsce nie gra tyle co oni. Rotacji w zespole prawie nie ma, ale to nie wina trenera. Ciekawe co pomyślał sobie Dariusz Żuraw, kiedy Tomasz Rząsa mówił, że Lech ma wystarczającą kadrę na grę na trzech frontach. Otóż nie ma. Wystarczy kontuzja lub choroba dwóch zawodników z podstawowej jedenastki i robi się duży problem. Jest tylko trzech stoperów i w dodatku żaden nie gwarantuje spokoju w defensywnie. Za to jak wypada Kamiński to na skrzydłach jest duży problem. Błędy i słabsza gra Tiby i Modera może brać się z tego, że nie mają zmienników na odpowiednim poziomie. Moder jest młody i powinien mieć siłę, ale być może jest już myślami w Anglii.

Napastników niby Lech ma sporo, ale Kaczarava i Aawad to na razie niewypały. Pisałem nieraz to kadra jest za wąska i to też jest wina zarządu, który po zeszłym sezonie zapadł w samozadowolenie. Remisy w meczach z Wisłą Płock czy Cracovią u siebie, czy porażki w Lubinie i Warszawie to nie problem wąskiej kadry, a mentalności tej drużyny. Piłkarze po eliminacjach europejskich pucharów pomyśleli, że są mistrzami świata i mecze w słabej polskiej lidze same się wygrają. Jednak samemu nic się nie wygra i wszyscy to muszą w szatni Lecha zrozumieć. Wywiad Michała Skórasia po meczu w Liege daje do myślenia. Zawodnik powiedział, że zabrakło determinacji i brakuje jej cały sezon, szczególnie w lidze.

Wicemistrz? Dobry rezultat?

Wracając do zeszłego sezonu, po pandemii Lech przegrał z Legią i zremisował wygrany mecz w Lubinie tracąc szanse na mistrzostwo. Potem jednak nie zanotował żadnej porażki. Wszyscy byli zachwyceni grą młodych wychowanków i ofensywnym stylem gry. Ostatecznie „Kolejorz” zakończył sezon jako wicemistrz Polski i wszyscy byli zadowoleni. To właśnie największy problem tego klubu od wielu lat. Kibice są już przyzwyczajeni, że sezon zacznie się słabo i potem będzie trzeba odrabiać stratę. Ostatecznie od 2015 nigdy to się nie udaje i mistrzostwa nie ma. Lech Poznań jako klub nie ma mentalności zwycięzcy. Legia nawet jak zacznie słabo sezon to w końcu się ogarnia i zgarnia mistrzostwo. Za to w Poznaniu zawsze czegoś brakuje. Trzy przegrane finały Pucharu Polski to nie jest przypadek.

Problem z mentalnością

Wszystko zaczyna się od zarządu klubu. Karol Klimczak na początku zeszłego sezonu mówił do kibiców, żeby nie oczekiwać walki o mistrzstwo. Głównym celem trenerem Żurawia było wprowadzanie młodzieży. Takich rzeczy nie można mówić. Gdyby prezes Borrusii lub Interu tak stwierdzili to ich kibice chyba by oszaleli.

Wypowiedzi Piotra Rutkowskiego ze „słynnej” konferencji nie przyniosły żadnego efektu. Za to słowa dyrektora Rząsy, że kadra jest wystarczająca są po prostu bezczelne. I po nich kibice już nie wiedzą co myśleć i czego oczekiwać od piłkarzy. Sam jako kibic trochę przyzwyczaiłem się do wiecznych porażek i drugich miejsc. I to nie jest dobre zjawisko, coraz więcej sympatyków tak ma. Jednak najgorsze, że sam klub się przyzwyczaił do świadomości bycia zawsze drugim. A drugi to zawsze pierwszy przegrany. Lech może ma dwa razy mniejszy budżet od Legii, ale ma lepszą akademie i nie gorszy skauting. Pucharów w gablocie powinno i musi być więcej. Dlatego podejście musi się zmienić. Trzeba bić na alarm w klubie. Lech ma ewidentnie problem i moim zdaniem jest on związany z mentalnością. Wicemistrzostwo to zawsze powinien być cel minimum.

„Kolejorz” ma ciekawy skład (nieidealny), dobrego trenera preferującego ofensywny styl gry, i świetną młodzież. Jednak bez zmiany mentalności, sukcesów tym klubie nie będzie nadal. Oczywiście Lech może jeszcze wygrać dwa ostatnie mecze w Europie i zacząć odrabiać straty w lidze, ale na razie na to się nie zapowiada. Wydaje się, że ostatnia prawdziwa szansa na zdobycie czegoś w tym sezonie to Puchar Polski. Dlatego jako kibic Lecha, który nie oczekuje samych wygranych, tylko pełnego zaangażowania i dania z siebie 100%, proszę – Lechici, postarajcie się znowu wszystkiego nie zepsuć. DO BOJU KOLEJORZ!

 

Pasjonat polskiej piłki

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony