Connect with us

Felietony

Jak trwoga to do Pekharta

W sobotę 12 grudnia zmierzyły się ze sobą dwie naprawdę uznane marki na mapie piłkarskiej Polski. W 13. kolejce PKO Ekstraklasy Wisła Kraków na swoim stadionie przy ul. Reymonta gościła aktualnego mistrza Polski – Legię Warszawa. Przez większość czasu gry to gospodarze wyglądali lepiej na tle gości. Jednak końcowe minuty, rozkojarzenie, brak skupienia i główka Pekharta sprawiły, że komplet punktów wrócił do stolicy. Legia ponownie pokazała, że gra się do końca.

Łatanie dziur w linii pomocy i obrony

Po meczu z Lechią Gdańsk nasuwało się na usta jedno pytanie – czy Bartek Kapustka nie doznał żadnej poważnej kontuzji? Pierwsze wieści były pozytywne. Trener Michniewicz wspomniał na konferencji pomeczowej, iż pomocnik ma wklęsła dziurę w nodze, i trzeba było czekać na kolejne badania. Na szczęście Kapustkę mogliśmy już ujrzeć w nowym tygodniu normalnie uczestniczącego w zajęciach.  Jednak napłynęła do nas mniej pozytywna informacja. Na boiskach Ekstraklasy do końca roku nie zobaczymy już Michała Karbownika. Powodem jest obecność zmian przeciążeniowych kości piszczelowych. Pierwsze osłabienie na Wisłę…

https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/1336239536968519681

Drugim zawodnikiem, który wypadł na mecz z podopiecznymi Petera Hyballi był Igor Lewczuk. Tutaj jednak sprawa była prosta. Zawieszenie za kartki. Oczywiście były stoper Bordeaux jest podporą defensywy Legii w tym sezonie, a jak wiemy Wieteska miewa czasami dziwne zachowania na boisku… Jednak najgorszą informacją dla kibiców Legii była strata Bartosza Kapustki. Zapytacie pewnie czemu nie zagrał, skoro trenował w tygodniu? No właśnie na treningu, odnowił mu się uraz więzadła pobocznego w kolanie… Dramatyczne informacje napływały z klubu.

Gegenpress Hyballi i „piach” Legii

Nowy trener Wisły Kraków przedstawiał się jako trener, który jest specjalistą od gegenpressingu. Były szkoleniowiec NAC Breda jest znany z tego, że jego zespoły chcą jak najszybciej odebrać piłkę na połowie przeciwnika. W sobotni wieczór plan trenera gospodarzy do pewnego momentu się sprawdzał. Wisła wyglądała na zupełnie inny zespół niż do tej pory. Identycznie było z Legią Warszawa, lecz przemiana miała miejsce w przeciwną stronę… Goście byli w szoku, że zespół gospodarzy potrafi tak grać w piłkę.

Wisła dość szybko objęła prowadzenie, bo już w 12. minucie spotkania. Zhukov zrobił parę kółek w narożniku boiska bliżej bramki gości, a Valencia próbował powstrzymać pomocnika Wisły. No właśnie kluczowe słowo PRÓBOWAŁ… Jaki był efekt finalny? Nie trzeba długo rozmyślać, ponieważ jeśli w akcji defensywnej bierze udział Ekwadorczyk to praktycznie nie ma obrony. Valencia kompletnie odpuścił wrzutkę Zhukova, który od niechcenia posłał futbolówkę w pole karne. Błędów nie było końca, albowiem Yeboah na spokojnie przyjął sobie piłkę i oddał strzał. Natomiast Wieteska wraz ze Sliszem patrzyli tylko jak skrzydłowy Wisły perfekcyjnie tuż koło słupka zdobywa bramkę. Tym samym Ghańczyk przerwał serie czterech meczów wyjazdowych bez straty bramki Legii. Oprócz nieporadnego Valencii na burę w szatni za stratę bramki zasłużyli Wieteska oraz Slisz.

Dalej Wisła wcale nie schowała się za podwójną gardą. Wręcz przeciwnie, konsekwentnie atakowali na bramkę Boruca. Przykładem mogła być sytuacja z 21. minuty, gdzie Wieteska udowodnił, że w dzisiejszym meczu jego gra mogła być porównana do tykającej bomby. Brak komunikacji z Jędrzejczykiem i obaj obrońcy zderzyli się ze sobą. A dogodnej sytuacji sam na sam nie wykorzystał Felicio Brown Forbes. Bramkarz Wisły niewiele miał do roboty w pierwszej części spotkania. Najaktywniejszymi zawodnikami tradycyjnie byli Luquinhas i Mladenović. Natomiast sama gra gości wołała o pomstę do nieba. Budowanie akcji wyglądało zbyt chaotycznie, podania były niedokładne i nieprzygotowane.

Forbes i jego setki

Druga połowa wcale nie zaczęła się lepiej niż pierwsza. Gospodarze siedli wysokim pressingiem, który mocno odczuł Mladenović. Serb pogubił się w rozegraniu piłki od tyłu i po prostu skończyły mu się opcje podania. Postanowił, więc wsadzić na konia Martinsa, który szybko stracił piłkę, a cała akcja skończyła się na szczęście niecelnym strzałem Kostarykańczyka. No właśnie, jeśli ktoś ogląda rozgrywki Ekstraklasy to wie, że były napastnik Rakowa lubi marnować sytuacje stuprocentowe. Tak było i tym razem. Najwyżej ustawiony gracz Wisły miał 4 sytuacje, z których choć jedną powinien zamienić na bramkę. Jak się skończyło ? Żadna z nich nie zakończyła się radością ze strzelonej bramki. Felicio Brown Forbes, gdyby strzelił na 2:0, jestem pewien, że Legia nie podniosłaby się po takim ciosie. Tymczasem…

Tymczasem Wisła puchła z minuty na minutę. W bramce gości piękne parady w swoim stylu „pajacyka” wykonywał Boruc. W tym momencie przypomniały się piękne interwencje z Euro 2008. Jednak z przodu nie było za dużego wiatru. Legia nie wyglądała na drużynę, która wygra to spotkanie. Co prawda stołeczny zespół zdobył bramkę, lecz sędzia odgwizdał spalonego. W momencie zejścia Valencii, coś drgnęło w zespole trenera Michniewicza. Swoje 2 grosze do ożywienia gry gości dodał młody Skibicki. Nadeszła w końcu 78. minuta, a w niej zwinny Luquinhas pokazał dlaczego powinien grać za plecami Czecha. Ze straconej piłki w rogu pola karnego Lisa zrobił faul, za który sędzia wskazał na „wapno”. Z jedenastu metrów nie pomylił się Pekhart. Chuca zaliczył znakomitą zmianę. Zero z przodu i karny z tyłu.

Wrzutka -> Pekhart -> Gol

Zbliżał się końcowy gwizdek w Krakowie. Jak brzmi słynne kibicowskie przysłowie „lepszy remis niż w…”. Legia remis mogła brać w ciemno. Z jej gry nie wynikało nic, co można by zachwalać dniami i nocami. Jednak podopieczni trenera Michniewicza postanowili zagrać o pełną pulę. No i wtedy zagrali na stary, dobry schemat. Jak trwoga to do Pekharta. W 89. minucie spotkania Juranović z głębi pola dośrodkował w pole karne Wisły. Tam nie mogło być inaczej. Czech z łatwością uwolnił się od Frydrycha i przypieczętował zwycięstwo Legii w Krakowie. Warto dodać, że asystę drugiego stopnia zaliczył młody Kacper Skibicki.

Zrobić coś z niczego

Legia pomimo fatalnej gry w Krakowie pokazała, że warto jest grać do końca. Nikt nie przypuszczał po pierwszej części spotkania ze zespół z Warszawy wywiezie 3 punkty z trudnego terenu. Patrząc na to jak Wisła grała w obronie, nie spodziewałem się, że wda się w nich taka nerwówka. Sadlok wraz z Frydrychem byli profesorami linii defensywnej. Sadlok niemal bezbłędny, a Frydrych schował do kieszeni (do pewnego momentu) lidera klasyfikacji strzelców. No właśnie do pewnego momentu. Gdy mecz zbliżał się do końca zaczął popełniać coraz więcej błędów. Na początku zagrania ręką i zagrożenie z rzutu wolnego, a wisienką na torcie było pozostawienie bez opieki Pekharta.

Czech zdobył kolejno 11. i 12. bramkę w rozgrywkach PKO Ekstraklasy w sezonie 2020/2021. Pozostaje on samodzielnym liderem w tabeli strzelców. Pomimo uważnego krycia Frydrycha zdołał ustrzelić dublet i był jednym z zawodników, przy którym można postawić plus. Oprócz niego na słowa uznania zasługują: Juranović, Luquinhas i Boruc. Jak wspomniałem w moich wcześniejszych tekstach, Chorwat poniżej pewnego poziomu nie schodzi. I tak też było tym razem. Brazylijczyk natomiast udowodnił, że jego potencjał jest wykorzystywany w stu procentach tylko na pozycji nr 10. Artura Boruca można nazwać cichym bohaterem tego spotkania. Bramkarz Legii pięknymi paradami trzymał przy życiu nadzieję na wygraną tego wieczoru. Owszem Felicio Brown Forbes trafiał prosto większości przypadków trafiał prosto w niego. Jednak dobrze się ustawić też trzeba umieć.

Po meczu z Wisłą nasunęły się proste wnioski. Od zaraz potrzebujemy transferu skrzydłowego (aby przesunąć Luquinhasa do środka) oraz stopera. Mateusz Wieteska z całym szacunkiem, ale nie jest zbyt pewnym punktem defensywy mistrza Polski. Liczę także, że swoje minuty w tym sezonie dostanie Mosór i zobaczymy jakie umiejętności prezentuje. Patrząc na sobotnią ławkę rezerwowych wyglądała ona bardzo ubogo. Nie było na niej żadnego elementu zaskoczenia, zawodnika który nie odstawałby wyraźnie od poziomu pierwszego składu. Jeśli mistrz Polski chce wrócić do grania w europejskich pucharach, muszą być dokonane stanowcze ruchy na rynku transferowym już w zimę.

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Zwycięskie delegacje #MinąłWeekend - 13. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony