Connect with us

Lech Poznań

Najgorsze transfery dekady – Lech Poznań

Nickie Bille Nielsen

Ostatnio na naszych łamach mogliście przeczytać listę 10 najgorszych transferów Legii w ostatniej dekadzie (TUTAJ). Dziś na tapet bierzemy drugą najlepszą drużynę ostatniej dekady w Polsce – Lecha Poznań.

  1. Dimitris Goutas

Sporo meczów dla Xanthi, dwa sezony przed transferem w średniakach ligi belgijskiej. Pozyskanie Goutasa wyglądało na realne wzmocnienie defensywy „Kolejorza”. Jednakże Grek prezentował bardzo niski poziom i był jednym z najgorszych obrońców w całej historii Lecha. Jedyne skojarzenie jakie mam z Goutasem bierze się nie z jego gry, lecz tego jak wołali na niego kibice Lecha, nazywający go „Kutasem”. Bardzo słaby obrońca.

  1. Tomasz Dejewski

Jego transfer półtora roku temu miał posłużyć głównie wzmocnieniu rezerw. Tymczasem dzięki fantastycznej polityce kadrowej i bardzo szerokiej kadrze Lecha, oglądamy go też w meczach pierwszej drużyny. Mało tego Dejewski miał okazję zaliczyć przygodę życia i dwa razy stanąć naprzeciwko Benfiki Lizbona. Trochę ofiara polityki Lecha, trochę własnego braku talentu. Jednak jest w tym transferze coś nie tak – mówimy o piłkarzu, który nie nadaje się do gry w Ekstraklasie, a rozegrał w niej już ponad 10 spotkań.

  1. Dioni

Na papierze ten transfer nie wyglądał źle. Oto do Lecha – by wzmocnić konkurencję w ataku – przychodził gość, który w dwóch poprzednich sezonach sieknął łącznie 45 bramek w hiszpańskiej trzeciej lidze. Przychodził na fali wielkich sukcesów Carlitosa i Igora Angulo, ale do rodaków było mu daleko. Żadnej bramki, indolencja ofensywna i niedojeżdżanie poziomem do naszej ekstraklasy sprawiły, że pół roku później wrócił do ojczyzny i tam znów sporo strzela.

  1. Deniss Rakelss

Przychodził po kompletnie nieudanym epizodzie w Reading, ale w Polsce wciąż pamiętano jego świetną grę w Cracovii. Miał być dużym wzmocnieniem i pomóc Lechowi w odzyskaniu tytułu, ale po pół roku pozbyto się go bez żalu. Łotysz nawet w najmniejszym stopniu nie przypominał siebie z czasów występów w Krakowie. Po odejściu z Lecha, jadąc na opinii trafił jeszcze do wspominanej Cracovii, ale tam nie było lepiej. Obecnie gra w cypryjskim Pafos.

  1. Denis Thomalla

Po mistrzostwie Polski Lech musiał wzmocnić atak, będący w mistrzowskim sezonie kulą u nogi. Włodarze pozyskali do tego dwójkę graczy – Marcina Robaka i Denisa Thomallę. Ten drugi wyglądał na sensowne wzmocnienie, dopiero co załadował dwucyfrową liczbę bramek dla SV Ried. Okazał się kompletnie bezużyteczny. Strzelił co prawda dwa razy w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale w lidze pudłował w nawet najprostszych sytuacjach. Po pół roku odszedł do Heidenheim, gdzie jego losy układają się różnie. Za niego przyszedł zawodnik, o którym jeszcze tu się parę słów pojawi…

  1. David Holman

Przychodził do Lecha wraz z Tamasem Kadarem. Chociaż przed transferem do Poznania zaliczył pół roku bez gry, wcześniej był wyróżniającą się postacią w lidze węgierskiej. Przez rok w barwach „Kolejorza” rozegrał oszałamiające nieco ponad 500 minut, z czego niespełna 200 w lidze. Uznawany za spory talent na Węgrzech, w Polsce nie potrafił odpalić. Wrócił do ojczyzny i odpalił w barwach Debreczyna. Od kilku lat jest ważną postacią Slovana Bratysława.

  1. Arnaud Sutchuin-Djoum

Gdy do Polski przychodzi piłkarz z przeszłością w Eredivisie, grający w silnej afrykańskiej reprezentacji wydawało się, że musi być wzmocnieniem. Przed transferem do Polski grał w Bediyesporze w Turcji. Po ogłoszeniu Djouma kibice Lecha byli zadowoleni. Ostatecznie przyszedł wraz z Holmanem i był podobnym zawodem. Jego dorobek w pierwszej drużynie Lecha to niespełna 300 minut i czerwona kartka. Po pół roku odszedł jako mistrz Polski i trafił do szkockiego Hearts, a obecnie gra w Al-Raed w Arabii Saudyjskiej. Cztery lata temu wraz z reprezentacją Kamerunu wygrał Puchar Narodów Afryki.

  1. Sisi

Grał w La Liga dla Valladolid i Osasuny. Znał go Jan Urban. Przed transferem grał w Korei. Kompletny niewypał to dość delikatne określenie. W fatalnym dla Lecha sezonie 2015/16 był tylko kolejną porażką „Kolejorza”. Dodatkowo podkopał w pewien sposób autorytet Jana Urbana, który odpowiadał za jego transfer. Sisi był kolejnym przykładem dość dziwnego prawidła co do Hiszpanów w Polsce. Warto bowiem zauważyć, że o wiele częściej niewypałami okazywali się przedstawiciele tej nacji o znacznym nazwisku niż piłkarze wyciągani z niższych lig.

  1. Muhammed Keita

Kolejny transfer z cyklu „zapowiadał się kapitalnie, wyszło fatalnie”. Lech sięgnął po piłkarza wyróżniającego się w mocnym norweskim Stromsgodset. Ten jednak okazał się kompletnym niewypałem transferowym. Skrzydłowym, który nie gwarantował liczb i kompletnie nie radził sobie na boisku. Niestety „Kolejorz” podpisał z nim długą umowę i w efekcie Keita na kontrakcie pozostał do końca sezonu 2016/17, ale po sezonie 2014/15 już dla Lecha nie zagrał. Był wypożyczany do Stabaek, Stromsgodset i Valerengii. Przy okazji pokazał jak spalić za sobą mosty w klubie. Udzielił bowiem głośnego wywiadu, w którym oskarżał Polaków o rasizm i przedstawiał nasz kraj jako najgorszy na świecie.

  1. Nicki Bille Nielsen

Zwycięzca mógł być tylko jeden. Szkolił się we Włoszech, grał w Hiszpanii i w Rosenborgu. CV miał całkiem przekonujące. Tylko, że do dziś nie wiem jakim cudem przypasował on władzom klubu charakterologicznie. Nicki Bille Nielsen bowiem nie jest zdrowy psychicznie i jestem tego niemal pewien. Gdy wchodził do Lecha zbiegło się to z głośnym odejściem Kaspera Hamalainena do Legii. Efekt? Nielsen na start zapowiedział, że nigdy nie przejdzie do Legii. Przez pierwsze pół roku dla Lecha strzelił 3 bramki w ekstraklasie. Przez kolejne półtora roku jedną. Nielsena łatwiej było spotkać na mieście, a ze względu na swoją dietę otrzymał od kibiców pseudonim „Kebsen”. Prawdziwą naturę Duńczyka poznaliśmy jednak po odejściu z Lecha. Postrzał z broni, narkotyki, pobicie kobiety, seks w miejscu publicznym. Dziwię się, że Patryk Vega ciągle nie nakręcił filmu o Duńczyku.

Przy wyborze pod uwagę brani byli również tacy gracze jak Ołeksandr Chobłenko, Karlo Muhar, Nicklas Barkroth czy Nikola Vujadinović. Odpadł też Elvis Kokalović, który nie zagrał dla Lecha. Poza Dejewskim z Polaków pod uwagę branych było trzech zawodników: Dariusz Formella, Maciej Gajos i Piotr Tomasik, ale ze względu na absurdalność jego sytuacji wygrał Dejewski.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Lech Poznań