Connect with us

Felietony

Zimno, deszczowo, remisowo

W meczu 28. kolejki PKO Ekstraklasy świeżo upieczony mistrz Polski Legia Warszawa zremisował na własnym stadionie,  z ekipą Petera Hyballi – Wisłą Kraków. Warto dodać, iż był to pojedynek zespołów, które zdobyły najwięcej mistrzostw Polski w XXI wieku. Chociaż słowo “pojedynek” to chyba trochę za dużo co do tego spotkania…

Rotacje na koniec sezonu

Już w środę Legia Warszawa zapewniła sobie mistrzostwo Polski, dzięki remisowi w meczu Jagielloni Białystok z Rakowem Częstochowa. Jednak trener Czesław Michniewicz w udzielanych wywiadach powtarzał, iż nie zamierzają odpuszczać trzech ostatnich spotkań. W sobotę z Wisłą Kraków mogliśmy ujrzeć kilka przetasowań. Legia rozpoczęła w ustawieniu 1-3-5-2, gdzie w rolę “dziesiątki” zadebiutował w wyjściowej jedenastce sprowadzony zimą Ernest Muci. Albańczyk do tej pory trzykrotnie wchodził z ławki rezerwowych. Dodatkowo nieco odpoczynku dostali tacy zawodnicy jak Boruc, Kapustka, czy Luquinhas. Brazylijczyk po meczu dostał wolne od sztabu szkoleniowego i wyleci do Brazylii, ponieważ wraz z małżonką spodziewają się dziecka.Ponownie mogliśmy ujrzeć wariant na dwóch napastników, gdzie do Pekharta został dołączony Rafael Lopes. Był to setny występ Andre Martinsa w barwach Legii Warszawa. Jeden z niewielu plusów za kadencji Ricardo Sa Pinto…

-Zostaliśmy mistrzem Polski i osiągnęliśmy swój cel, ale sezon się dla nas nie skończył. Chcemy jak najlepiej zagrać w najbliższych meczach. – powiedział na konferencji przed meczem z Wisłą Kraków trener Czesław Michniewicz.

Deszczowa połowa i nieskuteczny Pekhart

Legia od pierwszych minut wykorzystywała do rozegrania piłki duże przestrzeni, jakie zostawiała Wisła Kraków. Pierwsi strzał oddali jednak goście za sprawą Yeboaha, który zszedł z prawego skrzydła na lewą nogę. Z resztą Ghańczyk był jednym z aktywniejszych zawodników.  Jednak nie zaskoczył on Cezarego Miszty. Prawdopodobnie młody bramkarz pozostanie zmiennikiem Artura Boruca, który na dniach ma przedłużyć kontrakt z Legią Warszawa. W tym sezonie legenda Legii została najstarszym mistrzem Polski w historii ligi ( 41 lat i 67 dni). Albańczyk debiutujący w pierwszym składzie w 17. minucie miał doskonałą okazję, aby rozwiązać worek z bramkami. Chwilę później piłki z linii bramkowej wybijał Frydrych. Zdecydowanie można wręczyć mu nieistniejącą statuetkę za paradę kolejki. Legia zdecydowania dominowała, ale brakowało jej ostatniego podania. W końcówce spotkania idealną szansę na strzelenie bramki miał Pekhart. Czech po dośrodkowaniu Slisza z pięciu metrów uderzeniem swoim największym atutem nie zdołał pokonać dobrze dysponowanego Lisa.

W pierwszej odsłonie mogliśmy ujrzeć nie taką Legię do jakiej gry nas przyzwyczaiła. Owszem Wisła zostawiała wiele miejsca na rozegrania, ale zespół trenera Michniewicza nie potrafił tego wykorzystać. Muci nieco zgaszony, jakby zablokowany psychicznie. Dodatkowo znów nie mogliśmy ujrzeć największego atutu Legii – wahadeł. Wisła sukcesywnie neutralizowała ataki gospodarzy, nawet kosztem faulu.

Zapomnieć jak najszybciej

Drugą połowę Legia rozpoczęła bez zmian. Wisła z minuty na minutę stawała się coraz bardziej pewna swoich poczynań. Zdobyli oni nawet bramkę, ale Savić w tej sytuacji był na pozycji spalonej. W ataku Legii brakowało kogoś kreatywnego przy Pekharcie. Sytuację mieli poprawić wchodzący Luquinhas i Kapustka. Jednak nie za wiele to dało. Lopes po dobrym meczu w Gliwicach, nie wyglądał zbyt dobrze. Z resztą jego kolega z linii ataku również był mało widoczny. Legia nie wyglądała na zespół, który zdobył przed chwilą mistrzostwo Polski i na jesieni chce zaistnieć w europejskich pucharach. Zawiedli liderzy zespołu, którzy nie potrafili odmienić wyniku meczu, który nie stał na zbyt wysokim poziomie. Świadczy o tym chociaż fakt, iż ujrzeliśmy tylko trzy (!) strzały celne przez 90 minut gry.

Leniwa forma i szef Lis

Sobotni mecz majówkowy nie przyniósł nam wielu emocji. Ciężko odnaleźć jakiekolwiek pozytywy w grze gospodarzy. Na pewno cieszy piąte z rzędu czyste konto. Jednak na wcześniej wymienione pięć ostatnich meczów Legia zdobyła tylko dwie bramki, a to już bardziej martwi…  No cóż dzisiaj Pekhart również nie mógł się przełamać, jeśli chodzi o gole z gry. Na pewno warto pochwalić wejście Jasura. Uzbek debiutujący w Legii pomimo ramadanu, pokazał się z pozytywnej strony i przez kilka minut zrobił więcej niż Lopes.

Ponownie rywali zastosowali lustrzane odbicie ustawienia Legii Warszawa. Sprawiło to, iż największy atut – wahadła – zostały kompletnie odcięte i brakowało elementu zaskoczenia. Jeśli chodzi o występ Muciego, ciężko cokolwiek o nim powiedzieć. Albańczyk pokazał, że nie boi się grać kombinacyjnie piłką. Jednak wydawało się, jakby był lekko zblokowany. Być może ze Stalą pokaże swój pełny kunszt piłkarski. Na pochwałę zasługuje bramkarz gości – Mateusz Lis. Wspaniale popisywał się refleksem w kluczowych momentach oraz przez całe spotkanie kontrolował i zarządzał całą linią defensywną zespołu. Pod koniec spotkania już praktycznie tracił głos. Najlepszy zawodnik gości w tym meczu. Zdecydowanie majówka udzieliła się piłkarzom. Brakowało błysku w rozegraniu akcji oraz przede wszystkim większej determinacji. Oby tylko dwa ostatnie mecze były zagrane na 100%, a nie na 50% jak dzisiaj.

https://twitter.com/TS19O6/status/1388491183136116736

 

fot. Mateusz Czarnecki 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: I tak Legia panowie #MinąłWeekend - 28. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony