Connect with us

Felietony

“Nie takie Dinamo straszne…”

Do Zagrzebia Legia Warszawa leciała jako underdog. Zdecydowanym faworytem było Dinamo, które regularnie od lat zdobywa tytuł mistrzowski w swojej lidze. Rzadko kiedy Mistrz Polski nie występuje w roli faworyta. Jednak w stolicy Chorwacji taka rola im pasowała. Tym samym Legia przywozi do stolicy cenny remis bramkowy, który nadal trzyma ich przy życiu w walce o fazę grupową Ligi Europy.

Pierwszy garnitur, jedna zmiana

Jeśli chodzi o wyjściowy skład, nie było wielkich niespodzianek. Oczywiście różnił się on od zestawienia z Radomia. Jednak trzeba pamiętać, że trener Czesław Michniewicz jasno określił najważniejszy cel na najbliższe tygodnie – to awans do fazy grupowej Ligi Europy, a może i nawet Ligi Mistrzów. Dodatkowo, co rzadko się zdarza w rozgrywkach europejskich, dzień przed meczem trening Legii Warszawa był całkowicie otwarty dla mediów. W wyjściowej jedenastce za Mateusza Hołownię wskoczył Maik Nawrocki. Młody obrońca, który za sobą ma ledwie kilka meczów w seniorskiej piłce. Jednak w meczach ekstraklasowych pokazał, że drzemie w nim ogromny potencjał defensywny. Jeśli Legia zdecyduje się go wykupić, może być on obrońcą na lata. Dopóki nie dostanie oferty z zachodu…

Do tego, przed meczem Komisja Ligi postanowiła ogłosić, iż dwaj zawodnicy Legii Warszawa otrzymali dodatkowe zawieszenia za otrzymanie czerwonych kartek. W poprzedniej kolejce Josue i Mladenović nie wytrzymali psychicznie meczu w Radomiu. Efektem były dwie bezpośrednie czerwone kartki. Obydwaj odpoczną od ekstraklasy przez najbliższe trzy spotkania. O ile będzie brakować Portugalczyka w składzie Legii, to przerwa Serbowi dobrze zrobi. Wahadłowy Legii od pewnego czasu więcej rozmawia z sędziami i kwestionuje ich decyzje niż gra dobrze w piłkę. Trzeba powiedzieć, że tuż za plecami czai się i czeka na swoją szansę Joel Abu Hanna.

Reprezentacja Polski u21 2019 = Legia Warszawa 2021

Już u swojego poprzedniego pracodawcy Czesław Michniewicz udowodnił, że wie, jak grać z wielkimi zespołami. Próbkę taktycznych możliwości mogliśmy ujrzeć podczas EURO u21 we Włoszech, gdzie to właśnie z gospodarzami mogliśmy obejrzeć niesamowite spotkanie w wykonaniu naszej kadry. Kopię tego meczu zobaczyliśmy w środowy wieczór. Choć nie skończyła się ona zwycięstwem, to remis w Zagrzebiu napawa ogromnym optymizmem. Dinamo, tak jak Włosi, w swoim składzie mają nieporównywalne do Legii gwiazdy światowego formatu – Petković, Orsić, Livaković. Jednak w Chorwacji jeszcze nie słyszeli, że na ławce gości zasiądzie obecnie najlepszy polski trener. Identycznie jak z Włochami postawił na głęboko ustawioną obronę z pięcioma zawodnikami, gdzie przed nimi znalazło się trzech pomocników i harujący w obronie jak wół Rafael Lopes.

Na Euro w 2019 roku na środku obrony zagrał Krystian Bielik, który śmiało wprowadzał piłkę i nie bał się prób dryblingu. W środę mogliśmy ujrzeć podobny przypadek. Raz po raz Mateusz Wieteska chętnie rozpoczynał akcje prowadzeniem piłki i minięciem kilku rywali. Jednak widać było, że Bielik dysponował wtedy zacznie lepszą techniką niż Wieteska. Obrońca Legii kilka razy wykonał o jedno dotknięcie “za daleko”. Pochodzący z Grodziska Mazowieckiego stoper mierzył się z potężnym chorwackim napastnikiem – Bruno Petkoviciem. Chorwat świetnie starał się wyciągać Wieteskę do linii pomocy, tak aby jego koledzy z drużyny mogli wbiegać w drugie tempo na jego miejsce. Udowodnił także, że gra w powietrzu nie jest mu obca. Idealną wrzutkę Ivanuseca wykończył perfekcyjnie.

Kolejny raz można powiedzieć, że Czesław Michniewicz rozpracował rywali do perfekcji. Trzeba pochwalić, że sztab szkoleniowy wykonał bardzo dobrą robotę w przygotowaniu do meczu. Tylko i wyłącznie indywidualne błędy poszczególnych zawodników mogły doprowadzić do tragedii, czy to w pierwszych minutach spotkania, czy to w ostatnich. Było gorąco na linii szesnastego metra pomiędzy Wieteską a Petkoviciem…

41 lat? Emeryt? Siadaj i patrz, jak się broni…

Artur Boruc. Po prostu Artur Boruc. Kolejny raz udowodnił, że wiek to tylko liczba w jego przypadku. Dołożył ogromną cegiełkę do zwycięskiego remisu w Zagrzebiu. Świetnie bronił strzały zza pola karnego Chorwatów. Raz, całkowicie zasłonięty wyciągnął się jak struna, jak za najlepszych lat bronienia w Celtiku Glasgow. Pomimo tego, że Artur Boruc najprawdopodobniej zakończy karierę piłkarską po tym sezonie, to nie wyobrażam sobie drużyny bez niego. Legia co prawda posiada bardzo utalentowaną młodzież, która bez problemu może godnie zastąpić króla Artura pomiędzy słupkami. Jednak król Artur to prawdziwy lider. On trzyma w ryzach Mistrzów Polski i jestem pewien, że gdyby nie on Legia nie byłaby w tym miejscu, gdzie teraz jest. Jak to niektórzy mówili – “Przecież on już ma swoje lata świetności za sobą, to już piłkarski emeryt”. Artur pięknie zamyka usta wszystkim znawcom.

“On potrafi uderzyć z dystansu”

Kiedy dochodziło do podwójnej zmiany Pekharta i Muciego, za Lopesa i Emrelego, wiedziałem, że priorytetem będą dośrodkowania na wysokiego Czecha. Jednak Albańczyk postanowił zaskoczyć kolegów, nas, jak i bramkarza Dinama. W meczu z Wisłą Płock strzelił bramkę, która z perspektywy trybun wyglądała na strzał nie z tej ziemi. Nawet Czesław Michniewicz zdjął okulary, bo nie mógł w to uwierzyć. Minęło kilka dni, a Muci znów to zrobił. Nawinął sobie gościa do swojej lepszej prawej nogi i uderzył w krótszy róg. Dwa gole z dystansu w ciągu kilkunastu dni? To pewnie będzie formalność, jeśli przy najbliższej okazji u jednego z komentatorów usłyszmy: “Przy piłce zawodnik, który potrafi uderzyć z dystansu”. Wolałbym jednak, aby Ernest strzelił kolejną bramkę zza pola karnego przeciwko Dinamo i był zapamiętany jak bramka Mateusza Możdżenia z Manchesterem City… Ach… Ten to potrafił uderzyć z dystansu.

Wszędobylski Slisz, pewny Jędrzejczyk i tragiczna murawa

W tym meczu mogliśmy zobaczyć, że Bartosz Slisz za wszelką cenę próbował udowodnić swoją wartość. Czy udowodnił? Moim zdaniem tak. Ostatnie tygodnie dla pomocnika Legii nie były zbyt dobre, jeśli chodzi o występy boiskowe. W Zagrzebiu były gracz Zagłębia Lubin był wszędzie. Zarówno w obronie, jak i w ataku. To właśnie po jego przejęciu Ernest “potrafi uderzyć z dystansu” Muci zdobył wyrównującego gola. Jednak bycie wszędzie, to za mało. Bartkowi zdarzało się wiele niedokładności. Oczywiście niektóre były spowodowane po prostu boiskowym zmęczeniem, ale trzeba otwarcie powiedzieć, że Legia miała dzisiaj dużo szczęścia. Slisz musi dokładniej rozgrywać piłkę w Warszawie, jeśli marzy o grze w fazie grupowej Ligi Europy.

Dobry występ. Chyba tak najlepiej można określić to, co zaprezentował Artur Jędrzejczyk w środowy wieczór. Popełnił on tylko i wyłącznie dwa błędy, które za każdym razem mogły skończyć się bramką. Jednak zaliczył kilka naprawdę kluczowych odbiorów w środku boiska, które przerywały napędzających kontrę zawodników Dinama. Kapitan “Wojskowych” zazwyczaj nie dał wyprowadzać się w pole i sterował całą linią defensywną. W końcu to jego 288 występ z ‘”eLką” na piersi. Tym samym zrównał się występami z Adamem Topolskim

“Nie takie Dinamo straszne jak je malują”

Tutaj właśnie przechodzimy do samego tytułu moich wypocin. Wszyscy przed meczem obawiali się Dinama. No i mieli oczywiście rację. Jednak, czy naprawdę Dinamo wyglądało na zespół o dwie klasy lepszy? No nie. Indywidualnie zjadali nas kompletnie, ale po raz kolejny futbol pokazał, że czasami indywidualności nie wystarczą. Owszem, w ataku gospodarze byli jak dobrze naoliwiona maszyna, wszystko chodziło, jak należy. Tylko czasami brakowało odrobiny szczęścia, a czasami Boruc stawał na wysokości zadania. Jednak w obronie to nie jest już poziom na fazę grupową Ligi Mistrzów.

Gospodarze wyglądali fatalnie. Brakowało im zdecydowanego lidera, który poprowadzi cały blok defensywny. Jest to szansa dla Legii w rewanżu. Muszą przetrwać szaleńcze ataki gości i niesieni dopingiem kibiców zaatakować w odpowiednim momencie. Nie ma co ukrywać, że atmosfera przy Łazienkowskiej będzie 10 razy lepsza od tego, co widzieliśmy na stadionie w Zagrzebiu. Pierwszy mecz napawa optymizmem, ale trzeba pamiętać, że to dopiero połowa drogi. Jednak wszyscy ludzie związani z klubem (łącznie z zawodnikami) uwierzyli, że można napisać swoją historię w Europie. Nawet z klubem, który eliminował w 1/8 finału Ligi Europy angielski Tottenham. Po pierwszym meczu jedno jest pewne, Legia wie, że da się. Wszystko zależy od tego, czy piłkarze nie wyjdą przemotywowani na boisko i nie zje ich presja trybun. Poza tym w świat idą wyniki, więc nieważne, jakim stylem Legia zagra na Łazienkowskiej. Ważne, aby na tablicy wyników mieli o jedną bramkę więcej od rywali.

 

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

2 komentarze

2 Comments

  1. Avatar

    Dawid

    7 sierpnia at 19:52

    Dobry mecz Legii, ale tylko momentami. Dinamo piłkarsko lepsze i to oni są faworytami do awansu.
    Jednak wierzę, że Legia wykorzysta to co będzie miała i przy odrobinie szczęścia awansuje.

  2. Pingback: Wyrównana walka o czwartą rundę | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony