Connect with us

Felietony

Mogłaś. Nie musiałaś, Legio… (relacja ze stadionu)

To miał być piękny wieczór dla warszawskich kibiców. Ba! To miały być cudowne godziny dla całej polskiej piłki. I były… Jednak tylko i wyłącznie na trybunach. Na boisku wynik nie był korzystny dla Mistrzów Polski. Dinamo wykorzystało swoją okazję i awansowało do fazy play-off Ligi Mistrzów. Jednak, czy faktycznie Dinamo było lepszym zespołem we wtorkowy wieczór przy Łazienkowskiej 3?

Rzeźbimy w tym, co mamy

Dinamo nie musiało głowić się nad tym, w jakim składzie wybiegną ich rywale we wtorkowy wieczór. Czesław Michniewicz zastosował stare jak świat porzekadło piłkarskie – “zwycięskiego składu się nie zmienia”. Rzeczywiście nie zmienił, nadal trener postawił na młodego Nawrockiego w trzyosobowym bloku defensywnym, zaś o sile ataku stanowili dwaj obcokrajowcy: Lopes oraz Emreli.

Moim zdaniem trener popełnił błąd, wystawiając Rafaela Lopesa od pierwszej minuty. Portugalczyk czuje się świetnie w roli jokera wchodzącego z ławki. Tu widać, że brakuje jeszcze jednego pomocnika, który wraz z Martinsem zadbałby o kreatywne wyprowadzenie piłki z obrony. Dodatkowo wydaje mi się, że Emreli lepiej czuje się jako osamotniony napastnik, który szuka sobie miejsca. Jest sam sobie sterem, okrętem i żeglarzem. Choć ostatnimi czasy szuka swojej topowej formy…

Jeden (wiel)błąd

Gdyby ktoś powiedział mi przed sezonem, że wahadłowi Legii wypalą się na najważniejszy mecz sezonu, to po prostu wyśmiałbym go w twarz. Jednak prawda była/jest zupełnie inna. W poprzednim sezonie Mistrz Polski zbierał żniwa z zasianych plonów przez Juranovicia i Mladenovicia. Chorwat i Serb stanowili nie tylko o sile ofensywnej drużyny, ale również świetnie radzili sobie w defensywie. Ten sezon, na ten moment nie należy do udanych. Lewy wahadłowy, który został najlepszym graczem poprzedniego sezonu, rozczarowuje. Powróciły stare demony z Lechii Gdańsk, gdzie zamiast uprawiać najlepszy zawód na świecie, zaczął rozmawiać z sędziami.

Być może przesadzę, ale uważam, że był to najgorszy występ Juranovicia w Legii Warszawa. Właściwie to kosztował gospodarzy kilka milionów złotych, ponieważ to Chorwat nie zdążył wrócić za swoim zawodnikiem. Oczywiście, sama akcja zaczęła się od straty Martinsa, ale w takim meczu nie zdążyć? Akurat z Dinamem… Efekt? Mistrz Polski walczy o fazę grupową Ligi Europy z bardzo silną Slavią Praga. Natomiast Dinamo jedzie do Tyraspola zagrać z tamtejszymi Mistrzami Mołdawii. Oj, ależ to będzie zabawa dla Dinama Zagrzeb. Coś czuję, że Chorwat myślami był przy stoliku ze swoim agentem, z którym podpisuje kontrakt za niewyobrażalne pieniądze w nowym klubie. Na pewno nie był obecny na Łazienkowskiej. Szkoda, bo jak awansować do Ligi Mistrzów, to jak nie teraz, to kiedy? Dalej byłoby zdecydowanie łatwiej. Ech…

Bartek wracaj… Proszę…

Po meczu z Florą panowały mieszane odczucia. Z jednej strony wygrana i awans, a z drugiej strata Bartosza Kapustki. No i właśnie dzisiaj on był brakującym elementem układanki Michniewicza. Oprócz szalejącego w środku pola Luquinhasa, przydałby się właśnie taki zawodnik jak Bartek.  Piłkarz, który nie boi się wziąć spraw w swoje ręce i z lekkością poprowadzić całą akcję ofensywną zakończoną strzałem. Wyjść na pozycję, wygrać pojedynek z obrońcą, zrobić miejsce kolegom. Przy jednej próbie rozegrania piłki odpowiedzialność wziął Martins, no i tak że tego… Chyba najlepiej przemilczeć ten temat. Uważam, że wina co do straconej bramki rozkłada się 60/40 dla sympatycznego Portugalczyka. Od tak doświadczonego zawodnika oczekuje się nieco więcej niż od pozostałych. Chorwaci dostali prezent i z niego skorzystali.

W środku pola szalał niesamowicie nakręcony Luquinhas. Wyobraźcie sobie, że nawet zaczął oddawać strzały na bramkę Livakovicia z dystansu. Wszyscy chyba przecierali oczy ze zdumienia. No dobrze, wszystko fajnie, Brazylijczyk mija rywali i nagle zderza się ze ścianą w postaci obrońcy Dinama. Wykonywał on mnóstwo akcji indywidualnych, ale uważam, że w pewnym momencie najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby dogranie piłki do kolegi i ucieczka na wolne pole. A jedyne wolne pole, które występowało, to dla zawodników Dinama, kiedy rozpoczynali swoje akcje po przejęciu piłek od Brazylijczyka. W drugiej połowie wyglądał nieco lepiej, bo zaczął dzielić się piłką z kolegami. Jednak to nie wystarczyło do awansu.  Gdyby nie ten skok z Florą…

Szaleńcza pogoń za marzeniami

Po pierwszej przegranej połowie sygnał był dość jasny… Jeśli chcemy spróbować liczyć się w walce o fazę grupową Ligi Mistrzów, trzeba było zaryzykować. Czesław Michniewicz zareagował zmianą Josue za Martinsa i przesunięciem Bartosza Slisza, jako tego najbardziej cofniętego pomocnika. Dodatkowo po pewnym czasie mogliśmy ujrzeć Tomasa Pekharta. Jak już widzimy Czecha na boisku, to rzadko kiedy możemy spodziewać się innych rozwiązań niż dośrodkowanie w pole karne. Wraz z jego wejściem skończyła się możliwość gry kombinacyjnej. W pierwszej połowie mogliśmy ujrzeć szybką wymianę podań pomiędzy napastnikami Legii. Obrońcy Dinama stali jak wryci w ziemię. Czemu nie można było tak przez większość meczu?

W drugich 45 minutach to Legia była zespołem, który zasługiwał na awans. Dinamo postawiło chorwacką ścianę, złożoną z pięciu zawodników, którzy konsekwentnie wybijali piłkę. Tak jak pisałem po meczu w Zagrzebiu, w eliminacjach nie liczy się styl, w jakim dotrzesz do fazy grupowej danych rozgrywek. Liczą się tylko i wyłącznie wyniki. Nawet, jeśli Legia broniłaby się przez 90 minut, ale zdołałaby wygrać, nikt nie miałby do nikogo pretensji. Chociaż mogło być też pięknie, gdyby poprzeczka bramki Livakovicia była zawieszona nieco wyżej…

Żadnej presji. Legia mogła, Dinamo musiało

I tu jest właśnie pies pogrzebany. Legia od początku stawiana była w roli underdoga. Dinamo słynie ze świetnej szkółki i piłkarzy, który są wypuszczani do topowych klubów Europy. Wczoraj Legia nic nie musiała, to Dinamo musiało udowodnić, że rzeczywiście warto płacić ogromne pieniądze za ich zawodników. Jednak, czy aby na pewno tak było? No nie do końca proszę pana… Mistrz Chorwacji tak właściwie wykorzystał jeden błąd Legii i to wystarczyło. Był zespołem bardziej konkretnym, ale tylko w pierwszej połowie. Druga odsłona to już strach w oczach rywali warszawskiego klubu. Można porównać chociażby zachowanie obrońców jednego i drugiego zespołu. Gdy piłka szybowała w pole karne Legii Maik Nawrocki (o ile była możliwość) starał się zgrać piłkę do najbliższego partnera, tak aby nie tracić jej posiadania. Po drugiej stronie? Stoperzy Dinama uznali za zasadę – im dalej, tym lepiej.

Nie uważam, że Legia nie zasłużyła na awans. Piłkarze dali z siebie wszystko, a trener wykrzesał z drużyny wszystko, co mógł. Być może niektóre personalne decyzje można przedyskutować, ale i tak trener Legii nie ma łatwego życia. Walka o najwyższe cele trwa na dwóch frontach, dodatkowo dojdzie Puchar Polski, a kadra jest, jaka jest. W końcu właściciel Legii twierdzi, że jest Ciepiela, Kisiel, czy Jasur… W porównaniu z wtorkowymi rywalami naprawdę Legia wyglądała bardzo blado pod względem personalnym. Okienko jeszcze trwa, więc ludzie odpowiedzialni za transfery powinni jak najszybciej dopiąć nazwiska nowych zawodników. Pomocnik środkowy poszukiwany od zaraz.

***

Nie ma co się oszukiwać. Wszyscy czują niedosyt. Polski zespół lepszy od giganta z Chorwacji? Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy. Piłkarze Legii muszą jak najszybciej podnieść głowy do góry i wziąć się do ciężkiej pracy. W końcu nadal walka toczy się o ogromne pieniądze, jakie oferuje gra w Lidze Europy. Pytanie tylko, czy zawodnicy wytrzymają wysokie obciążenie przy tak wąskiej kadrze? Czy w międzyczasie nie wystąpią jakieś urazy? Już teraz wiemy, że Legia w Pradze będzie musiała sobie radzić bez kapitana swojego zespołu Artura Jędrzejczyka. O włos od zawieszenia jest lider drużyny Artur Boruc. Zadanie będzie jeszcze cięższe niż we wtorek. Dwumecz ze Slavią Praga będzie najważniejszym meczem Legii od lat. W tym meczu jednak trzeba sobie jasno powiedzieć… Tym razem Legio musisz, a nie możesz.

 

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Gorzko-słodki smak Europy | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony