
Po wyjątkowo długiej, zimowej przerwie spowodowanej rozgrywanymi Mistrzostwami Świata w Katarze, Ekstraklasa wróciła. Z ligowej czołówki tylko Legia zdołała zgarnąć komplet punktów. Zagłębie rozbiło Śląsk, a Lechia uratowała wygraną na własnym terenie. Wielkie emocje w Sercu Łodzi zakończone remisem – to wszystko wydarzyło się w 18. kolejce Ekstraklasy.
Bez bramek w Legnicy
Miedź Legnica 0:0 Radomiak Radom
Inauguracja rundy wiosennej miała miejsce w Legnicy, gdzie mierzyła się tamtejsza Miedź z Radomiakiem Radom. Był to bardzo ważny mecz, przede wszystkim dla gospodarzy, którzy znajdowali się przed tym spotkaniem na samym dole tabeli.
Pierwsza połowa nie porwała. Widać było, że jest to pierwszy mecz rundy. Nad wyraz aktywny po stronie gości był Dawid Abramowicz, ale brakowało mu odpowiedniej pomocy kolegów. Bardzo dobrze spisywał się bramkarz Miedzi, gwarantował spokój w bramce.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1619029169618272283?s=20&t=QNt1xzcKdyMXqZIxdeFU3A
Jedynym wartym wyróżnienia akcentem drugich 45 minut była ładnie rozegrana akcja zawodników „Miedzianki”, która zakończyła się strzałem w słupek Obiety. Poza tym nuda i jeszcze raz nuda.
Falstart Kolejorz
Stal Mielec 0:0 Lech Poznań
Drugim piątkowym spotkaniem, było starcie Lecha Poznań ze Stalą Mielec. Na papierze wyraźnym faworytem tego starcia był Lech Poznań, ale jak wiemy papier to nie wszystko. Mimo widocznej przewagi i kilku naprawdę niezłych okazji Kolejorz nie był w stanie przechylić wyniku na swoją korzyść. Więcej o tym meczu przeczytacie w relacji mojego autorstwa.
Lider traci punkty
Warta Poznań 1:1 Raków Częstochowa
Cykl sobotnich starć otwieraliśmy w Wielkopolsce, a konkretniej w Grodzisku, gdzie mieści się tymczasowy stadion „Zielonych”. Na papierze mogło się wydawać się, że będzie to przysłowiowy „spacerek”. Jednak osoby bacznie śledzące ligę wiedzą, jak ciężko gra się przeciwko ekipie prowadzonej przez Dawida Szulczka. Więc wynik w tym spotkaniu, był sprawą jak najbardziej otwartą.
Raków częściej był przy piłce, a Warta jak można było się spodziewać, została zepchnięta do głębokiej defensywy. Mimo wszystko zawodnikom „Medalików” brakowało „tego czegoś”, żeby otworzyć wynik meczu. Grali tak jakby byli przekonani o swoim zwycięstwie, zastanawiając się tylko jak wysokie ono będzie. Całe spotkanie obróciło się o 180 stopni w zaledwie 5 minut. Najpierw stracili oni gola, po składnej, dwójkowej akcji Miłosza Szczepańskiego i Jana Grzesika. Następnie Fran Tudor uderzył prosto w twarz, łokciem Miłosza Szczepańskiego. Po krótkiej konsultacji głównego sędziego z wozem VAR Chorwat został wyrzucony z boiska. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy goście mieli okazję do wyrównania, ale Papanikolau w fatalnym stylu zmarnował podanie Kuna.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1619345253869256706?s=20&t=QNt1xzcKdyMXqZIxdeFU3A
W drugiej połowie gra nie układała się Rakowowi, ale mimo to udało im się wyrównać rezultat spotkania. Niepilnowany Svarnas wykorzystał doskonałe dośrodkowanie Iviego Lopeza z rzutu rożnego. Poza tym trudno wyróżnić jakieś inne zdarzenia z drugich 45 minut. Częstochowianie częściej atakowali, ale brakowało ostatniego podania. Na pewno wynik tego meczu powoduje, że liga będzie ciekawsza, bo jak wiemy Legia wygrała swoje spotkanie z Koroną.
Mocne otwarcie w Sercu Łodzi
Widzew Łódź 3:3 Pogoń Szczecin
Widzewiacy rundą jesienną rozbudzili apetyty swoich kibiców. Beniaminek niespodziewanie przezimował na 4. pozycji w ligowej tabeli. Tuż przednimi są Portowcy z taką samą liczbą punktów. Dlatego w Sercu Łodzi nie mogli sobie wymarzyć lepszego rywala na rozpoczęcie zmagań w rundzie wiosennej. Do składu Widzewa po kontuzji powrócił Fabio Nunes. Natomiast szeregi Pogoni zasilił nowy obrońca Leonardo Koutris. Szansę debiutu w wyjściowej jedenastce na poziomie Ekstraklasy otrzymał także Marcel Wędrychowski.
Od mocnego uderzenia rozpoczął Widzew. Już w 9. minucie Ernest Terpiłowski strzelił piłką w poprzeczkę. Jak się później okazało, nie było to ostatnie obicie obramowania bramki Dantego Stipicy. W 20. minucie przyjezdni wykorzystali błąd przyjęcia piłki przez Nunesa. Dość szczęśliwie akcję wykończył Kamil Grosicki, dla którego był to już 8. strzelony gol w tym sezonie. Widzew dążył do odrobienia strat, ale strzały Bartłomieja Pawłowskiego oraz Ernesta Terpiłowskiego obiły poprzeczkę i słupek gości.
Po godzinie gry na tablicy wyników widniał wynik 0:1. Upragniona chwila wyrównania przez łodzian przyszła w 67. minucie, kiedy to Pawłowski uderzeniem głową pokonał golkipera Portowców. Wszystko wskazywało na to, że RTS pójdzie za ciosem. Jednak szczecinianie nie zamierzali odstępować kroku. Tak w ciągu niespełna 30 minut kibice zobaczyli jeszcze cztery gole, po dwie dla każdej z ekip. To goście wychodzili na prowadzenie po zdobytych bramkach zmienników Sebastiana Kowalczyka oraz Luki Zahovicia. Natomiast Widzew odpowiadał na każde trafienie za sprawą gola Terpiłowskiego oraz Martina Kreuzrieglera, który to pewnie wykonał rzut karny w 9. minucie doliczonego czasu gry. Po końcowym gwizdku Konstantinos Triantafyllopoulos został ukarany czerwoną kartką za dyskusje.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1619400022935703552?s=20&t=1H-JuRk-FwrgMxXYijDWZw
***
Obie ekipy nie bały się grać ofensywnie, dzięki czemu byliśmy świadkami tylu zdobytych bramek. Złożyły się na to też pomyłki w poczynaniach defensywnych. Dlatego remis w tym spotkaniu jest jak najbardziej sprawiedliwym wynikiem. Dla łodzian runda rewanżowa rozpoczyna się lepiej, gdyż na starcie sezonu przegrali w Szczecinie 2:1.
Miedziowe grzmoty
Śląsk Wrocław 0:3 Zagłębie Lubin
Zarówno jedna, jak i druga drużyna z dolnego śląska nie miała za sobą udanej rundy jesiennej. W obu przypadkach miała być znaczna poprawa, w porównaniu do poprzedniego sezonu, a owej nie było. Już w trakcie minionej rundy zwolniony został Piotr Stokowiec (na jego miejsce przyszedł Waldemar Fornalik), zaś we Wrocławiu już od kilku kolejek Ivan Djurdjević stąpa po cienkim lodzie.
Pierwsze pół godziny pozostawiało wiele do życzenia. Było widać, że jest to pierwsze spotkanie w rundzie dla obu zespołów. Częściej przy piłce był Śląsk, ale brakowało konkretów. Najbliżej zdobycia bramki otwierającej mecz goście byli w 13. minucie, kiedy to fantastyczny strzał głową oddał Aleks Ławniczak, ale równie dobrym refleksem popisał się bramkarz wrocławian. Pierwszy gol dla „Miedziowych” padł w 33. minucie, kiedy to Damjan Bohar i Kacper Chodyna praktycznie w dwójkę rozmontowali obronę gospodarzy. Choć bardziej zrzucił bym tą bramkę na kark obrony rywala oraz Rafała Leszyńskeigo. Zbyt bierna postawa stoperów, oraz bramkarza spowodowała, że mieliśmy rezultat 0:1. „Wojskowi” częściej utrzymywali się przy piłce, ale nic z tego nie wynikało.
Co prawda już na początku drugiej połowy strzelili oni gola wyrównującego, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną, na której znajdował się John Yeboah. W 67. minucie mieliśmy już 2:0 dla gości, po bardzo ładnym uderzeniu z woleja Sasy Ziveca. Znów obrońcy Śląska byli dwa tempa wolniejsi od graczy w pomarańczowych koszulkach. Już kilka chwil później mieli okazję na podwyższenie wyniku na 3:0, ale Rafał Leszczyński wyłapał podcinkę Kacpra Chodyny. Przed końcem podstawowego czasu gry wrocławianie mieli fantastyczną okazję, żeby strzelić gola kontaktowego, ponieważ sędzia odgwizdał rzut karny, za zagranie futbolówki ręką przez Mateusza Bartolewskiego. I obyłoby się by bez większych kontrowersji, gdyby nie fakt, że arbiter wyrzucił bocznego obrońcę gości z boiska. Do „jedenastki” podszedł Patrick Olsen, ale fatalnie spudłował. Gwóźdź do trumny wbił Tomasz Pieńko, który to w fantastyczny sposób zabawił się z rywalami i pewnie umieścił piłkę w bramce.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1619440193634713600?s=20&t=QNt1xzcKdyMXqZIxdeFU3A
Strzały głową to za mało
Piast Gliwice 1:1 Jagiellonia Białystok
Emocjonująco zapowiadało się spotkanie pomiędzy Piastem a Jagiellonią. Duma Podlasia miała tylko dwa punkty przewagi przed będącymi w strefie spadkowej gliwiczanami. Ewentualne zwycięstwo gospodarzy pozwoliłoby zamienić sytuację tych drużyn. Przed zimową przerwą Aleksandar Vuković zdołał poprowadzić Piast w trzech ligowych spotkaniach do zwycięstwa, remisu i porażki. Odpadli także z Pucharu Polski. Lepiej nie było w Białymstoku, gdzie podopieczni Macieja Stolarczyka przegrali trzy mecze z rzędu.
Zanim rozpoczęło się spotkanie, trzeba było naprawić fragment siatki, gdyż jej część oderwała się od poprzeczki. Z pomocą przyszedł bramkarz gości Zlatan Alomerović.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1620186796620656640?s=20&t=1H-JuRk-FwrgMxXYijDWZw
O pierwszych dwóch kwadransach za wiele nie można opowiedzieć. Piast nie był w stanie wypracować dogodnej sytuacji bramkowej. Natomiast Jagiellonia straszyła gospodarzy tylko po strzałach Marca Guala. Przed przerwą dwukrotnie zespół gospodarzy stworzył zagrożenie po strzałach głową, ale to nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Pierwszej połowy nie dokończył Jesus Imaz z powodu urazu. Nie była to dobra wiadomość dla przyjezdnych, dla których Hiszpan jest jedną z bardziej wyróżniających się postaci na boisku.
Mimo to w 61. minucie Jagiellonia wyszła na prowadzenie po pięknym golu zza pola karnego w wykonaniu Wojciecha Łaskiego, który tuż przed przerwą wszedł na murawę za kontuzjowanego Jesusa Imaza.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1619682230040727554?s=20&t=1H-JuRk-FwrgMxXYijDWZw
Radość gości nie trwała zbyt długo, gdyż już po 7 minutach wynik spotkania wyrównał Kamil Wilczek. 35-latek wzbił się w powietrze i uderzeniem głową pokonał Zlatana Alomerovcia. W pierwszej odsłonie nie udało im się wykończyć skutecznie akcji, ale po zmianie stron w końcu to zrobili, pokonując gości strzałem głową. Następne minuty spotkania to napór gospodarzy. Problem polegał na tym, że w drugiej połowie na ponad 10 sytuacji bramkowych zdołali zamienić tylko 3 na celne strzały. W doliczonym czasie gry Wilczek ponownie główkował, ale piłka obiła spojenie bramki.
***
Piast i Jagiellonia podzieliły się punktami. Natomiast to gliwiczanie mają, czego żałować. Na ten moment jednak główne zagrożenie ze strony gospodarzy płynie po strzałach głową. Jeżeli chcą się utrzymać, muszą zwiększyć swój repertuar zagrożenia. Duma Podlasia może być zadowolona, gdyż wielkie szczęście doprowadziło ich do tego, że do Białegostoku przywożą jeden punkt.
Dowieźli wygraną do końca spotkania
Legia Warszawa 3:2 Korona Kielce
Legia przystępuje do rundy rewanżowej z wiarą, że stratę do liderującego Rakowa będzie w stanie odrobić. Spotkanie z Koroną będącą na dnie tabeli rozpoczęli obiecująco. Po 50 minutach gry było 3:0 dla gospodarzy, ale przyjezdni nie zwiesili głów i ruszyli w pogoni za warszawianami. Więcej o tym spotkaniu pisze Krzysztof Dąbrowski w artykule Tu na razie jest ściernisko, ale będzie… który śledził mecz z bliska.
Furman podarował trzy punkty Lechii
Lechia Gdańsk 1:0 Wisła Płock
Gdańszczanie, którzy jeszcze latem reprezentowali nas w europejskich pucharach, zanotowali gigantyczny zjazd i spędzili zimę tuż nad strefą spadkową. Po zimowej przerwie krokiem naprzód mogło okazać się zwycięstwo nad Wisłą, która w pierwszych kolejkach była rewelacją ligi. Później ich wyniki nie były już tak rewelacyjnie. Dlatego mecz pomiędzy 5. a 14. zespołem Ekstraklasy nie miał wyraźnego faworyta.
Pierwsza odsłona gry także to potwierdziła. Obie drużyny grały w taki sposób, jakby to była dopiero rozgrzewka po długiej zimowej przewie. W polach karnych nie wiele się działo, poza nielicznymi niegroźnymi strzałami. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce, ale nie przełożyło się to na wywieranie presji na przeciwniku.
W drugiej odsłonie posiadanie Nafciarzy jeszcze się zwiększyło. Jednak tego dnia podopieczni Pavola Stano mieli problem z kreacją gry ofensywnej. Żaden z trzech strzałów płocczan po przerwie nie powędrował w światło bramki Dusana Kuciaka. Wpływ na to miała sytuacja z 53. minuty. Wtedy to Marco Terrazzino uderzył w poprzeczkę zza pola karnego, a niezawodny w Lechii Łukasz Zwoliński skutecznie dobił piłkę do siatki.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1619755369458278402?s=20&t=1H-JuRk-FwrgMxXYijDWZw
Od tego momentu gdańszczanie skoncentrowali się na defensywie oraz kontratakach. Pavol Stan dokonał 5 zmian w drugiej połowie. W 84. minucie Dominik Furman nie wykorzystał rzutu karnego, który został podyktowany za faul na Rafle Wolskim. Dusan Kuciak nie musiał wiele robić, gdyż Furman posłał futbolówkę nad poprzeczką.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1619762380673540097?s=20&t=1H-JuRk-FwrgMxXYijDWZw
Poważny błąd w defensywie popełniony przez Kacpra Sezonienkę nie przełożył się na straconą bramkę, dlatego goście dzięki waleczności w grze defensywnej mogli cieszyć się z kompletu punktów, który w ich przypadku jest niezwykle ważny. Wisła musi popracować nad tworzeniem i finalizowaniem sytuacji bramkowych, gdyż samym posiadaniem piłki nie będą wygrywać spotkań.
Pasy z najlepszą defensywą
Cracovia 2:0 Górnik Zabrze
Górnicy przybyli do Krakowa, aby zrewanżować się Pasom za porażkę na własnym stadionie 0:2. Zwycięstwo nad Cracovią zbliżyłoby ich do przeciwnika na dystans tylko dwóch punktów. W ekipie gospodarzy zadebiutował sprowadzony zimą z Hajduka Split Jani Atanasov.
Już w 2. minucie zabrzanie mogli wyjść na prowadzenie po złym przyjęciu piłki przez Davida Jablonskyego. Czeski obrońca szybko naprawił swój błąd i nie dopuścił do straty bramki. Kolejne minuty spotkania to pełna dominacja gospodarzy. Po kwadransie gry Pasy zadowoliły zgromadzonych kibiców. Po wrzutce z rzutu rożnego przez Atanasova, Virgil Ghita wykazał się szczęśliwym uderzeniem, które przelobowało defensywę gości. Cracovia grała bardzo pewnie po objęciu prowadzenia. Z rozwagą w obronie i z chęcią podwyższenia rezultatu w ofensywie. W pierwszej części spotkania Górnicy rozczarowali, nie oddając ani jednego strzału w stronę bramki przeciwnika.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1620126077325660160?s=20&t=1H-JuRk-FwrgMxXYijDWZw
Po przerwie to gospodarze stwarzali zagrożenie w polu karnym zabrzan. Dwukrotnie strzelał Benjamin Kallman, jednak bez oczekiwanego rezultatu. Natomiast w 53. minucie Cracovia zaskoczyła obronę przeciwnika ponownie po rzucie rożnym. Tym razem na listę strzelców wpisał się Jablonsky. Przyjezdni stanęli przed trudnym wyzwaniem odrobienia strat. Przed tą kolejką Cracovia oraz Raków mieli najskuteczniejszą defensywę. Tylko 12 straconych bramek od początku sezonu. W końcowej fazie spotkania Lukas Podolski oddał najgroźniejszy strzał, po którym piłka odbiła się od poprzeczki.
Zryw Górników okazał się mało skuteczny. Trzeba przyznać, że ekipa Jacka Zielińskiego zagrała bardzo konsekwentnie, wykorzystując atut dobrej defensywy i wykonania stałych fragmentów gry. Natomiast zabrzanie w tej chwili nie mogą patrzeć w górę tabeli, lecz muszą zerkać za plecy, gdyż ich przewaga nad strefą spadkową wynosi jedynie trzy punkty.
Terminarz 19. kolejki:
![]()
Autorzy:
Mateusz Adamczyk
Adam Kowalewicz
2 Comments