Obserwuj nas

Lech Poznań

Kluczowe pół roku – czas rozliczeń w Lechu Poznań

Runda jesienna w wykonaniu Lecha Poznań była udana. Grania na wiosnę będzie dalej sporo. Są mecze z norweskim Bodo/Glimt w Lidze Konferencji, jest Ekstraklasa, w której Kolejorz walczy o europejskie puchary. Władze klubu i trener John van den Brom są zadowoleni z jakości składu, dlatego nie przeprowadzają ofensywy transferowej w zimowym okienku. Jednak forma niektórych zawodników pozostawia wiele do życzenia i to pół roku może być kluczowe do przekonania władz i holenderskiego trenera. Kto może czuć się zagrożony i ma coś do udowodnienia? 

Adriel Ba Loua

Adriel Ba Loua przyszedł za rekordowe pieniądze w skali klubu. Jest w Poznaniu już 1,5 roku, a liczbę bardzo dobrych spotkań można wymienić na palcach jednej ręki. Wydawało się, że Iworyjczyk ma wszystko, żeby stać się jednym z najlepszych skrzydłowych w lidze.

Okazało się, że ten zawodnik może i ma fajne przyspieszenie, technikę, ale nie umie tego wykorzystać. Dalej nie przekonał ani kibiców, ani trenerów, bo nigdy nie był podstawowym zawodnikiem Lecha na dłużej niż kilka spotkań. To musi być dobra runda w wykonaniu tego zawodnika. Inaczej można myśleć o potencjalnym zastępcy za niego.

Chimeryczny Joao Amaral

Portugalczykowi nie po drodze z formą i Johnem van den Bromem. Amaral nie wygląda jak piłkarz z sezonu mistrzowskiego, gdzie był głównym bohaterem większości akcji. W obecnym sezonie jest niedokładny, nieskuteczny, często niewidoczny i machający rękoma. Jego relacje z holenderskim szkoleniowcem też nie wydają się najlepsze.

W Poznaniu dobrze wiedzą, że Joao ma bardzo dużo do zaoferowania i na wiele go stać, ale to bardzo chimeryczny zawodnik i gdyby przyszła za niego oferta, to pewnie klub by ją rozważył, a możliwe, że i przyjął. Ofert brak, więc wydaje się, że Amaral dogra obecny sezon, ale czy przekona do siebie trenera? Ciężko stwierdzić. Meczów będzie sporo, więc ma szansę udowodnić swoją przydatność. Jedynym trenerem, któremu udało się dotrzeć do Portugalczyka był Maciej Skorża.

Wielka niewiadoma, czyli lewa obrona

Pedro Rebocho i Barry Douglas to dwójka lewych obrońców Lecha Poznań. Obaj mają kontrakty do 30 czerwca 2023 roku, a to znaczy, że walka o nową umowę będzie bardzo zacięta. Wydaje się, że mimo kilku lat różnicy między zawodnikami, to obaj mają równe szanse w tym wyścigu.

Barry Douglas ma obecnie już 33 lata. Zdobył dwa mistrzostwa Polski z Lechem, Poznań to dla niego drugim dom, ale najlepszy czas ma już za sobą i być może po sezonie trzeba będzie się z nim pożegnać. Szkot jest bardzo ważną postacią w szatni, ale piłkarsko przeplatał niezłe spotkania z bardzo słabymi. Z drugiej strony niewiadomo jak będzie wyglądał po poważnej kontuzji, której nabawił się w rundzie jesiennej.

Pedro Rebocho to o kilka lat młodszy konkurent Douglasa. Obecnie ma 28 lat. To on grał głównie w sezonie mistrzowskim i wyglądał bardzo dobrze. W tym sezonie już jest o wiele gorzej. Portugalczyk ma ogromne problemy w defensywie, a i w ofensywie nie daje tyle ile mógłby. W pierwszym meczu rundy wiosennej ze Stalą Mielec jeszcze zagrał, ale następne dwa spotkania z Miedzią Legnica już nie. Za niego zagrał nominalny prawy obrońca, czyli Alan Czerwiński.

Wieczny młody talent

Rok 2018 roku. Trenerem Lecha Poznań jest Adam Nawałka. 71. minuta meczu z Zagłębiem Sosnowiec. 4:0 dla Lecha. Tymoteusza Klupsia zmienia Filip Marchwiński. 16-latek, dla którego to był debiut w Ekstraklasie. W 86. minucie po podaniu Makuszewskiego strzela gola. Wymarzony debiut z golem w wieku 16 lat i 340 dni. Tym samym stał się najmłodszym strzelcem gola w najwyższej klasie rozgrywkowej w historii Kolejorza. Później nie było już tak kolorowo.

Na wybuch talentu Filipa Marchwińskiego czeka się już kilka sezonów. Kibice stracili cierpliwość, ale władze klubu wierzą w swojego wychowanka i konsekwentnie trzymają go w klubie. „Marchewa” ma talent, ale stale nie robi progresu i nie gra na miarę swojego potencjału. Trzeba też pamiętać, że od debiutu minęło kilka lat i Filip ma dzisiaj już 21 lat i ponad 100 spotkań w barwach Lecha.

Swoje szanse w rundzie wiosennej dostanie. Ostatnie dwa spotkania zagrał w podstawowym składzie, a z Miedzią Legnica strzelił nawet gola. Musi udowodnić swoją przydatność, bo większość jego kolegów rozwija się, wyjeżdża za granicę do innych klubów, a on stoi w miejscu.

Artur Sobiech

Artur Sobiech przeszedł do Lecha Poznań przed startem sezonu, w którym Kolejorz zdobył mistrzostwo Polski. Podpisał dwuletni kontrakt z możliwością przedłużenia o kolejne dwanaście miesięcy. Miał wzmocnić rywalizację w ataku i być zmiennikiem Ishaka. Dostał niewiele szans i wydawało się, że przed tym sezonem może się pożegnać z Poznaniem. Został, ale na boisku za często się nie meldował. Sobiechowi kończy się kontrakt po tym sezonie, jest trapiony ciągłymi kontuzjami, a najlepsze lata ma już dawno za sobą.

Jednak na zgrupowaniu przed startem rundy wiosennej zaskoczył. Zdrowy, zagrał w meczach sparingowych i zdobył trzy bramki. Możliwe, że to ostatnie pół roku Artura w Poznaniu i nie wydaje mi się, żeby kontrakt z nim został przedłużony, ale John van den Brom pewnie z niego skorzysta w niektórych spotkaniach i wtedy napastnik będzie mógł udowodnić, że może być jeszcze przydatny w innych zespołach.

https://twitter.com/LechPoznan/status/1617877933934403594?s=20&t=Z8i6N4_Q139l9NhVeOH3jw

Fot. Adam Piechowiak

Kibic @LechPoznan

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Lech Poznań